IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Martyn Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Martyn Targaryen

avatar


PisanieTemat: Martyn Targaryen   Nie Maj 15, 2016 10:10 am

Godność:
Martyn
Ród:
Targaryen
Wiek:
18 dni imienia
Miejsce urodzenia:
Królewska Przystań
Stanowisko/Zawód:
Drugi syn następcy tronu
Wygląd:
Martyn jest młodym postawnym mężczyzną- mierzy około sześciu stóp wzrostu, a aktywny styl życia wykształcił u niego atletyczną budowę. Urodę odziedziczył  po rodzinie swojej babki,  Aurory. Posiada krótko ostrzyżone, czarne włosy, oraz  duże, błękitne oczy, które w połączeniu z często goszczącym na jego twarzy uśmiechem sprawiają, że z miejsca czuje się do niego sympatię. Martyn zazwyczaj nie ma zarostu, zdarza się jednak, że przez kilka dni nie ma możliwości lub ochoty się golić, więc na jego twarzy pojawia ciemny meszek.
Przebywając wśród wysoko urodzonych, Martyn ubiera się tak, jak przystało na księcia z królewskiego rodu: elegancko i w rodzinnych barwach (krwistoczerwony z dodatkiem czarnego), zazwyczaj na balach zobaczymy go w wamsie, a podczas mniej uroczystych okazji, jak na przykład audiencje- w kaftanie. Dla stonowania, do tego typu okazji ubiera czarne spodnie z wykwintnego materiału.
Zdarza się jednak, że znajduje się poza domem i nie chce aby go rozpoznano- w końcu rycerz bez zamku wzbudza mniejsze zainteresowanie bandytów i innych postronnych, niż czwarty w kolejności do tronu  książę. W takich wypadkach Martyn ubiera nierzucający się w oczy skórzane płaszcz lub kurtę, a pod niego zakłada jasną koszulę lub kolczugę. Na nogi zakłada ciemne, pospolite spodnie oraz skórzane buciory z wysokimi cholewami. Na przedramienia zakłada również skórzane karwasze, ozdobione metalowymi ćwiekami.
Do walki   Martyn przywdziewa swoją półpłytową zbroję lub kolczugę, a na kolczugę czasami  zakłada symbol swojego (lub innego, jeśli występuje incognito, co mu się  już zdarzało) rodu. W przypadku kolczugi, zakłada również swoje karwasze. Książę  oczywiście nie zapomina o hełmie (który nie posiada smoczych emblematów).
Poza Czerwoną Twierdzą, Martyn nie rozstaje się ze swoim jednoręcznym mieczem, oraz sztyletem.  

Osobowość:
Mimo dwóch krzyżyków na karku, Martyn jest lekkoduchem. Większość czasu spędza poza Królewską Przystanią, jeżdżąc od turnieju do turnieju, zatrzymując się karczmach i upijając się do nieprzytomności, jako książę lub jako nikomu nieznany błędny rycerz. Jednak stwierdzenie, że jest rozpuszczonym dzieciakiem popadającym w alkoholizm byłoby przesadą. Martyn ma również duszę artysty a bogowie obdarzyli go talentem muzycznym- gra na lutni oraz śpiew pomagają mu się uspokoić i rozwiać złe emocje.
Nasz książę ma dosyć dobre stosunki z większością rodziny- starsi nie  wiedzą o jego ekscesach poza domem, a nawet jeśli Starszy nad Szeptaczami dowiedział się choć o części z nich, to dziadek oraz stryjowie na dają po sobie tego poznać.
Książę Smoczej Skały Maekar Targaryen, ojciec Martyna, był co prawda zawiedziony, że jego drugi męski potomek nie  przyłożył się bardziej do nauki (przecież, uchowajcie bogowie,  pierwszy syn może umrzeć bezpotomnie…), jednak widząc postępy syna, zaakceptował wybór jego ścieżki życiowej.
Jeśli chodzi o stosunek Martyna do reszty smoków, to o ile daleko mu do ideałów poświęcania się za słabszych, za swoją rodzinę dałby się posiekać, a za swoim dziadkiem czy ojcem poszedłby w ogień. Nawet jeśli im tego nigdy nie powiedział
Zależnie od rozmówcy i sytuacji, książę bywa uprzejmy, służalczy, lub agresywny- nie zawsze może (lub chce) się powołać na swoje pochodzenie, a narobiwszy sobie problemów lub wrogów, często lepszym rozwiązaniem od przemocy jest rozmowa... lub ucieczka.
Najlepsze kontakty ma jednak ze swoim rodzeństwem- bracia byli jego najlepszymi przyjaciółmi i towarzyszami, a siostra- największą powierniczką.
Martyn interesował się także historią, a także w ograniczonym zakresie historią- nie wykraczało to jednak poza sferę zainteresowania, tematyki książek, jakie czytał w przerwach pomiędzy podróżami, piciem i śpiewaniem.


Historia:
Martyn Targaryen urodził się w 248 roku po lądowaniu Aegona jako drugi syn Księcia Smoczej Skały Maekara Targaryena oraz Laury Velaryon. Choć ciąża odbyła się bez komplikacji, poród był ciężki i księżna omal nie przypłaciła go życiem, jednak dzięki doświadczeniu Wielkiego Maestera oraz jego asystentów i matka i dziecko przeżyli. Mimo to lady Laura dochodziła do siebie przez kilka tygodni.
Chłopiec dorastał, jednak nie upodabniał się do żadnego z rodziców. Spodziewano się, że mieszanka krwi dwóch valyriańskich rodów da światu młodzieńca o srebrnych włosach, tymczasem Martyn wyglądał jak typowy Andal z Doliny. Było to oczywiście wodą na młyn dla wszelkich plotek o bękarcim pochodzeniu dziecka, które były zaciekle zwalczane przez jego rodziców, z pomocą Starszego nad Szeptaczami. Niezależnie od koloru włosów i oczu, rodzice kochali tak samo wszystkie swoje dzieci.

W wieku trzech lat, część rodziny królewskiej udała się do Casterly Rock, by odwiedzić krewną Daenę oraz przyjaciela króla, Robba Ryene’a. To wtedy tata po raz pierwszy wziął swojego średniego synka na przejażdżkę smokiem. Wspomnienia tej przygody powracały do chłopca jeszcze przez długi czas w jego snach.
Na Skale,  Martyn poznał swoją rówieśniczkę, Rhaenys.  Dzieci razem się bawiły, czasami grzecznie, a czasami sobie dokuczały.  Pewnego dnia,  założyły się, kto zrobi coś bardziej spektakularnego.  Martyn stwierdził, że przeskoczy wszystkie schody . Towarzyszka zabroniła mu tego:
- Nie możesz tego zrobić - powiedziała - mama mi powiedziała, że nie wolno,
- Jak to nie mogę? Mogę, zobacz - odrzekł malec, po czym skoczył… i rozbił sobie nos. Chłopiec wydarł się na całą Skałę, co zaalarmowało dorosłych. Kiedy książę Maekar dowiedział się o zajściu, tylko się zaśmiał, stwierdził tylko:
- No proszę,mój syn ma podejście do życia godne króla, a chęć do latania godną smoka- po czym puścił całe zajście płazem, jak mało który wybryk w przyszłości.



W 253 roku na dwór przybył bard Avel. Wsztscy byli zachwyceni jego talentem, a w szczególności Martyn. Chłopiec spędzał z nim tyle czasu, ile tylko mógł. Bard odwdzięczył mu się przekazaniem części swojej wiedzy- oczywiście nie mógł nauczyć pięciolatka niczego więcej niż kilku piosenek i podstawowych chwytów na lutni, ale zaraził go pasją. Dzięki temu, nawet po odejściu Avla, Martyn kontynuował naukę na własną rękę: sam uczył się śpiewu, a także tekstów różnych piosenek. Młodzieniec zyskał też wsparcie od rodziny:  szóstego Dnia Imienia dostał chyba najwspanialszy i najważniejszy prezent w swoim życiu. Ciocia-babcia Myrielle Royce, dworski mecenas sztuki, podarowała mu specjalną, mniejszą od normalnej lutnię, dzięki której malec mógł rozwijać swój talent muzyczny.
W wieku siedmiu lat Martyn został giermkiem swojego stryja, Baerona, służącego w Gwardii Królewskiej.  Wuj i bratanek, dotąd nie mający wspólnej więzi, stali się sobie bardzo bliscy.

W 260 roku, król Viserys wraz z synami i wnukami udał się na polowanie na białego jelenia, widzianego w Królewskim Lesie. Niewielki, kilkunastoosobowy orszak został zaskoczony przez dwukrotnie liczniejszą bandę.  Życie króla ani przez chwilę nie było zagrożone, inaczej jednak był z jego obrońcami . Sir Baerona w pewnym momencie zaszedł od tyłu jeden z zbirów, jednak giermek w porę zareagował: podciął ścięgna napastnikowi, a po uniku, wbił miecz w odsłonięty kark bandyty.  Nie zdołał jednak uniknąć potężnego ciosu pięścią, jakim jego przeciwnik usiłował zabrać ze sobą Martyna na tamten świat. Po odzyskaniu przytomności, król Viserys pasował wnuka na rycerza.

W 260 roku, widząc postępy Martyna w treninowaniu walki, król Viserys wysłał go wraz z sir Donnelem Waynwoodem na turniej w Starym Mieście. Rycerze udali się tam na grzbiecie smoka Gwardii Królewskiej, aby pokazać poparcie Żelaznego Tronu dla rządów Hightowerów w Reach.
Ze względu na wiek, Martyn wziął udział w konkurencjach dla giermków, pomimo pasowania i protestów chłopaka. Gorzej wyszkoleni (lub podkładający się wyżej ) przeciwnicy nie byli dla księcia wzywaniem, dlatego bez problemu wygrał pojedynki piesze.

Po pewnym czasie, Martyn postanowił ruszyć razem ze swoim kuzynem z rodu Velaryonów na festyn w Lannisporcie. Na miejsce dotarli bez większych problemów. Tam po raz pierwszy zaprezentował swoje umiejętności muzyczne przed szerszą publicznością- słuchacze byli zachwyceni.
Książę spędził jarmark grając, biesiadując i pijąc. Na jednej z uczt przesadził z ale i białym winem. Nawet bardzo przesadził, bo następnego dnia obudził się w łóżku z córką jakiegoś trzeciorzędnego lorda z Północy, nazywał się Whitehill, czy jakoś tak. Sam lord nie był zbyt zadowolony z takiego obrotu spraw, co wyraził dodyć dosadnie, kiedy gonił Martyna po całej gospodzie. Dzięki bogom, szlachetny lord Whitehill był mściwym człowiekiem tylko do czasu, gdy zaproponowano mu pieniądze w zamian za spokój i milczenie. Niemniej jednak Martyn oraz kuzyn zdecydowali ruszyć z powrotem tego samego dnia.
Podróż szła dobrze... do czasu wejścia do środkowego Reach. Przejeżdżając przez jeden z lasków, podróżnych napadła grupa bandytów. Kilkuosobowa obstawa księcia szybko zginęła w walce, Martyn natomiast, widząc bezsensowność dalszej walki, poddał się i podał się za trubadura, który towarzyszy wnukowi króla (białe włosy Velaryona były tu pomocną zmyłką). Bandyci dali się nabrać, choć nie zostawili mu broni. Książę, udając odrazę do elit, prostackim językiem zaproponował, by odstawić księcia do najbliższego zamku, w zamian za okup, jednak zbiry postanowiły dokonać wymiany na neutralnym gruncie. Po przeglądzie łupów i wysłaniu posłańca, banda ruszyła w drogę.
Kilka dni później, bandyci obozowali w małej, porośniętej drzewami kotlince. Jak zwykle, Martyn zabawiał ich grą i śpiewem. Tego dnia śpiewał dłużej i głośniej niż zwykle, a robił to z pewnego prostego powodu: zauważył ukrytych w krzakach żołnierzy, szykujących się do ataku. Książę postanowił więc nie dopuścić do ich przedwczesnego wykrycia.
Kiedy rycerze otwarcie zaatakowali, Martyn wyszarpnął sztylet zza pasa najbliższego bandyty, po czym zarżnął go jego własnością. Następnie przejął siekierę nieboszczyka i doskoczywszy do Velaryona, dwoma ruchami przeciął mu więzy na rękach i nogach. Po utracie jeńca, bandyci złożyli broń.
Wybawcami księcia okazali się ludzie lorda Tyrella. Odstawili oni paniczów do Wysogrodu, gdzie lord dał im jadło, picie i łóżka. Po zapewnieniu o wdzięczności i o pamięci króla o zasługach (a także zrobieniu dziecka jednej z dwórek),  ruszyli w stronę domu, oczywiście z obstawą Lorda Seneszala.

Osiągnąwszy pełnoletność, Martyn uzyskał pozwolenie na kolejną podróż. Nie byłby sobą, gdyby z tego nie skorzystał, dlatego nie zwlekając  (tym bardziej, że zaczynała się już jesień), ruszył do swoich krewnych z Orlego Gniazda.
W Krwawej Bramie spotkał Lady Alyssę Arryn, wracającą z wychowania w Winterfell. W samych Księżycowych Bramach zabawił dwa tygodnie, zaprzyjaźniając się z poznaną wcześniej kuzynką… a przynajmniej tak mu się wydawało, bowiem czasami zastanawiał się, czy Arrynówna jest  taka, za jaką się podaje. Książę poznał się  także z pewną urodziwą dwórką,  Jeyne Stone, która grzała mu łoże w chłodniejsze noce.
Martyn zdecydował się wrócić do domu przez morze, gdyż z powodu jesiennych sztormów mogła to być ostatnia okazja na popłynięcie okrętem przed nastaniem zimy. Z  tego powodu, skierował się do Gulltown.
Czekając na wypłynięcie, Targaryen wraz z eskortą zabijał czas w portowej karczmie, pijąc, muzykując i grając w karty.
I znowu wypił za dużo.
Obudził się na sienniku  na jakimś okręcie. Nie mógł się skoncentrować na niczym, z powodu bólu rozrywającego mu głowę. Wyszedł na pokład.  Słońce było… po prawej stronie okrętu.  Płynęli na północ.
Jak się okazało, pijany Martyn incognito zaokrętował się na statek kupiecki płynący do Białego Portu. Ponieważ byli już daleko od Gulltown, książę postanowił utrzymać swoją tożsamość w tajemnicy, udając zwykłego majtka i szorując pokład.
W porcie docelowym, odebrał zapłatę za kilkudniową służbę, po czym poszedł na zamek lorda Manderly’ego, gdzie ujawnił się (udowodnił swoją tożsamość poprzez pokazanie rodowego pierścienia, oraz podanie szczegółów z życia rodziny królewskiej  i aktualnych miejsc przebywania poszczególnych krewnych).
Przekonany lord Manderly pozwolił mu wysłać kruki do Gulltown i Królewskiej Przystani, a także dał ciepły płaszcz i konia, ponieważ książę zdecydował się odwiedzić brata w Winterfell.
W stolicy dawnego Królestwa Zimy zastał innego człowieka, niż małego Aegona, z którym pożegnał się kilka lat temu. Młodszy brat dojrzał, stał się zamknięty dla nieznajomych, a także jeszcze bardziej pokochał muzykę. Martyn i Aegon, pomimo rozłąki, znaleźli wspólną pasję, która ponownie zbliżyła braci. Po tygodniu, Martyn ruszył Królewskim Traktem do stolicy.

W domu nie czekało na niego gorące powitanie. Ojciec był wściekły, matka zapłakana, reszta rodziny była jakby zdystansowana. Maekar nazwał Martyna nieodpowiedzialnym gówniarzem, Martyn oświadczył, że nie da się kontrolować, a matka, jak to matka, wstawiła się za dzieckiem.  Padło wiele przykrych słów, a akceptacja ze strony Maekara i pogodzenie się z nim  przyszły dopiero po kilku tygodniach.
Ostatecznie Martynowi udało się wyprosić pozwolenie na samotne podróże po królestwie, od czasu do czasu, jednak cały konflikt miał też negatywne skutki: stosunki pomiędzy młodzieńcem a resztą rodziny uległy ochłodzeniu. Tak po prawdzie, to i tak nigdy nie czuł się Targaryenem…

Przez następne lata książę często spontanicznie ruszał w podróż, w poszukiwaniu przygód. Odwiedził nieodwiedzone  siedziby lordów wszystkich regionów Królestwa Żelaznego Tronu, czasami jako książę, czasami jako wędrowny rycerz, a czasami jako bard.  Podróżowanie było jak uzależnienie - szlak stał się jego prawdziwym domem. Bardziej mu odpowiadało takie życie, niż siedzenie w gnieździe żmij - jednak mimo wszystko kochał swoją rodzinę i w domu bywał dosyć często, nawet jeśli tylko na kilka dni.
Martyn brał udział w turniejach w Stonedance i Bronzegate,  w pojedynkach konnych i pieszych.
Brał również udział w turnieju w Ashford, jednak incognito, dlatego mógł sobie na więcej pozwolić…
Sir Martyn znad Czarnego Nurtu zachwycał wszystkich swoim wychowanie, oraz talentem muzycznym i bojowym, do tego stopnia, że wyżej urodzeni obecni na tym turnieju zaczęli pałać do niego niechęcią.  Rycerz, niespecjalnie się tym przejmował. Kiedy pewnej nocy zerwał wianek córce lorda Ashforda, miarka się przebrała. Do komnaty panienki wkroczyli rycerze jej ojca, Martyn był w kropce - nagi, zkacowany i śpiący był otoczony oddziałem uzbrojonych żołnierzy. Oczywiście, senność szybko ustąpiła miejsca przerażeniu, ale problem nagości pozostał.  Książę próbował się wytłumaczyć i uspokoić nastroje, jednak nic to nie dało. Jedynym wyjściem w tej sytuacji było wyjście przez otwarte okno, z którego Martyn nie omieszkał skorzystać, po uprzednim zabrani miłości swojego życia (czyli lutni).
O kochanku panny Ashford, który uciekał nago przez miasto przed gniewem jej ojca do dziś krążą pieśni i plotki. Martyn z okna wieży wpadł do fosy, co uratowało mu życie. Stamtąd puścił się szaleńczym  pędem po mieście. Tym razem udało mu się umknąć  przed siepaczami, ale że W Ashford stosunkowo niewielu ludzi chodzi na golasa, znalezienie było kwestią czasu.  Dlatego był zmuszony porwać suszące się pranie jakiejś mieszczańskiej rodziny (pomocny był fakt, że serce stareńkiej służącej nie wytrzymało widoku nagiego ciała i biedaczka zemdlała), a  konia dostał w zamian za lutnię. Co prawda właściciel konia go wyśmiał, ale uderzony lutnią w głowę już nie miał żadnych obiekcji (utrata przytomności ma tu pewne znaczenie). Jako, że wymiana odbywała się w pijackiej karczmie, postronni błędnie odczytali ten fakt jako sygnał do rozpoczęcia burdy, jednak książę nie oponował. Zabrał nabytego za lutnię konia i tyle go widziano.

Z powodu nadchodzącej zimy, Martyn porzucił wędrowne życie i wrócił do domu. Wyruszył ponownie na początku 265 roku, do Myr na turniej, po czym odwiedził  niektóre z miast Nowej Valyrii, a także przez przypadek zapisał się do kompanii Drugich Synów, lecz po tygodniu walk na terenach Zatoki Niewolniczej, wrócił pierwszym lepszym okrętem do Myr, a stamtąd do Królewskiej Przystani.

Ze względu na zimę, Martyn został na dłużej w królewskiej Przystani. Ostatni raz wyruszył po brata na północ (dokładniej do Fosy Cailin). Książęta byli szczęśliwi z powodu spotkania- w końcu mieli ze sobą lepsze relacje niż z resztą rodziny.
Powrót Aegona oznaczał schyłek pewnej epoki, okresu dorastania Martyna. Siedząc kilka miesięcy w domu, naprawił nieco swoje relacje z innymi członkami rodziny- z ojcem wypracował nić zrozumienia, z siostrą Naerys bardzo blisko się zaprzyjaźnił.
Jednak zima miała się ku końcowi i księcia znów ciągnęło na szlak- by pójść jak najdalej, zrobić i zobaczyć jak najwięcej, póki nie  będzie musiał wypełnić swoich obowiązków wobec rodziny. Dlatego informacji o turnieju w Lys nie trzeba było mu dwa razy powtarzać…


Umiejętności:
Wrodzone:
-Niezwykła siła
-Dar przekonywania
Wyuczone (stopniowane):
-Uwodzenie II
-Kultura I
-Pieśniarstwo II
-Jazda konno II
-Cyvasse I
-Gry karciane I
-Sztylet I
-Krótki miecz II
-Miecze długie/półtoraręczne II
-Tarcza II
Niepoziomowane:
-Średnia zbroja
-Precyzyjne Trafienie
-Kopie
-Dworskie wychowanie
-Elokwencja
-Zwinność
-Jeździec Przestworzy

Wyposażenie:
-zbroja półpłytowa
-zbroja turniejowa
-kolczuga
-hełm
-miecz jednoręczny
-sztylet
-tarcza z herbem Targaryenów
-ubrania godne księcia
-ubrania typowe dla podróżnika czy błędnego rycerza
-mapa Westeros
-lutnia
-wałach o karym umaszczeniu


Ostatnio zmieniony przez Martyn Targaryen dnia Sro Maj 25, 2016 1:58 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Pan Światła
R'hllor, Serce Płomieni, Bóg Ognia i Cienia
avatar


PisanieTemat: Re: Martyn Targaryen   Sro Maj 25, 2016 1:38 pm

Akcept (+5pkt.)
Pan z Tobą!

Robert Baratheon 2.0
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com
 
Martyn Targaryen
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Komnaty Rhaegara Targaryena(R.I.P.) i Myrielle Targaryen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja II :: Karty Postaci-
Skocz do: