IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Aegon Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aegon Targaryen

avatar


PisanieTemat: Aegon Targaryen   Nie Maj 15, 2016 10:51 pm

Godność:

Aegon

Ród:

Targaryen

Wiek:

15 dni imienia

Miejsce urodzenia:

Smocza Skała

Stanowisko/Zawód:

Trzeci syn Maekara, wnuk Viserysa III

Wygląd:

Aegon nie jest wysoki, ale nie jest też niski. Mierzy dokładnie pięć i pół stopy, ani cala więcej, ni mniej. Jego umięśnienie prezentuje się średnio. Ojciec chciał zrobić z niego wojownika, ale Aegon od treningów znacznie bardziej wolał wszystko inne. Zwłaszcza śpiewanie i spacery. Na piersi ma bliznę po ranie, jaką zadał mu niedźwiedź. Zazwyczaj ubiera się w kolorach rodu, to jest czarnym i czerwonym. Nie znaczy to jednak, że nie można go zobaczyć w ubraniach o innym kolorze. Nie lubi nosić przy sobie broni, nawet sztyletu. Będąc obciążonym stalą czuje się niekomfortowo. Ma długie, typowe dla Targaryenów, srebrne włosy, które sięgają mu poniżej ramion. Aegon może cieszyć się typową dla smoczego rodu urodą. Twarz ma owalną, a skórę bladą i bez skaz. Poniżej wysokiego czoła świat bacznie obserwuje para wielkich oczu o fioletowych tęczówkach.

Osobowość:

Młody Targaryen uwielbia śpiew. Zawsze, gdy tylko jakiś trubadur zawitał na dworze, Aegon podążał za nim niczym cień, chłonąc chciwie każdą pieśń i ucząc się jej na pamięć. W przeciwieństwie do śpiewu, nie cierpi walki. Zawsze kiedy może uniknąć ćwiczeń z mieczem, czy jakąkolwiek inną bronią, robi to. Najczęściej przesiadując w bożym gaju, dopóki jego nauczycielom nie znudzi się szukanie go. Boży gaj to jego ulubione miejsce w całej Czerwonej Twierdzy. Może tam zaznać spokoju, jakiego nie zaznałby w pozostałych częściach zamku. Nie znaczy to jednak, że Aegon stroni od dworu, tłumów i gwaru, wręcz przeciwnie. Po prostu czasem lubi posiedzieć gdzieś samemu. Dobrze układało mu się z rodziną, choć można było powiedzieć, że nie spełnił oczekiwań ojca, który chciał zrobić z niego wojownika. Prawdę mówiąc więcej niż nie spełniał, zawiódł. Z całego rodzeństwa to chyba on jak dotąd sprawiał najwięcej problemów, strojąc mieszkańcom Czerwonej Twierdzy różne "psikusy". Często też okłamywał ludzi, co również go bawiło. Nie było nic zabawniejszego od wmówienia biednemu stajennemu, że ma posprzątać całą stajnię samemu, bo inaczej Ojciec na Górze ujrzy jego grzechy i ześle go do najgłębszego z Siedmiu Piekieł. Bywało nawet, że kiedy reszta rodziny spożywała posiłek, on prezentował swoje umiejętności śpiewu, uprzyjemniając im posiłek. Akurat na szczęściu rodziny mu zależało, a jego pieśni chyba im się podobały. Od czasu wypadku na polowaniu trochę spoważniał. Więcej czasu spędzał samemu, wspinając się wysoko na drzewa w bożym gaju.

Historia:

Najmłodszy syn Maekara Targaryena, dziedzica tronu, narodził w roku dwieście pięćdziesiątym pierwszym po Podboju, na sam początek bardzo długiego lata. Był z niego zdrowy i silny niemowlak, toteż ojciec miał nadzieję zrobić z niego wojownika. Miał też mocne płuca, o czym wiedziała cała Czerwona Twierdza, a ojciec najwyraźniej skrzętnie ignorował ten fakt. We wczesnym dzieciństwie prawie w ogóle nie chorował. Za to bardzo dużo psocił. W owym czasie w Czerwonej Twierdzy często można było usłyszeć śmiech dziecka i krzyki goniących go praczek, gdy tylko uciekał za jakimś świeżo wypranym prześcieradłem przywdzianym niczym płaszcz. Za duży płaszcz. Niemal zawsze kończyło się to tym, że potykał się o niego i trzeba było znowu prać. Bawił się też zamkami. Przyjemność sprawiała mu analiza zamku w drzwiach, tylko po to, by włożyć tam wytrych i delikatnie otworzyć drzwi. Biedni mieszkańcy Czerwonej Twierdzy martwili się potem, że ktoś ich okradł, skoro drzwi były otwarte. Nieraz i nie dwa przyłapano go na tym. A ojciec był niezadowolony. Gdy tylko dorósł do ćwiczeń z drewnianym mieczem, wiedział już czego w życiu robić nie chce. Był prawdziwą zmorą dla nauczycieli szermierki. Jeśli ci chcieli go czegoś nauczyć, najpierw musieli go złapać, a nie było to łatwe zadanie. Pomagała im w tym służba, ale niewiele to dawało. To zabawne jak rzadko ludzie spoglądają do góry. Dzięki temu skrywając się pośród koron drzew w Bożym Gaju, mógł łatwo unikać nielubianych zajęć. Nie były to jednak jedyne kryjówki. Wiedziony przeczuciem, że tego dnia czeka go trening z zaskoczenia, wspiął się po ścianie w sali tronowej i schował się w czaszce Baleriona Czarnego Strachu. Kość dawno zmarłego smoka była czarna i dziwnie ciepła. Tak przyjemnie ciepła, że zapadł w sen...



Przyśniło mu się niebo. Złe niebo. Ciemne i gęste od dymu, rozświetlane łunami ognia. Szybowały po nim smoki. Te większe poruszały się z ociężałą gracją, a te mniejsze zmieniały kierunek lotu szybko i zwinnie niczym latawiec na wietrze w trakcie burzy. Strumienie ognia przecięły powietrze, które zaczęło tańczyć i falować niczym na dornijskiej pustyni. Olbrzymie cielska zderzyły się ze sobą w locie. Przez mrok można było dostrzec kłębowisko szponów i skrzydeł. Smoki szamotały się w swych objęciach, gryzły i drapały swymi szponami. Były coraz bliżej ziemi, wielkie ciało smoka przysłoniło wszystko i nagle chłopiec zorientował się, że spada prosto na niego. Zaczął krzyczeć. Jego krzyk wypełnił salę tronową i wyrwał co senniejszych lordów z zamyślenia. Dzieciak wypadł z czaszki, spadając na ziemię, niczym naleśnik podrzucony w powietrze spada wprost na patelnię. Leżąc na ziemi, wciąż krzyczał. W uszach rozbrzmiewał mu ryk spadającego smoka. Przed oczami wciąż stał widok wielkiego cielska spadającego wprost na niego. Wyprowadzono go z sali tronowej do wielkiego maestra Aemona, który dał mu mleko ze szczyptą senniczki na uspokojenie. Ojciec w życiu tak się nie wstydził. Był po prostu wściekły. Cały dwór widział jak jego syn wypada z czaszki zawieszonej na ścianie wprost na posadzkę. Cały dwór słyszał jak wrzeszczy, niczym opętany. Jego wybryk przerwał audiencję jego dziadka, Viserysa. Dla ojca to było niedopuszczalne, nie do pomyślenia. Musiał coś zrobić z synem, którego zachowania nie był w stanie kontrolować.


Tak oto najmłodszy syn Maekara trafił do Winterfell. Wędrował traktem z niewielką obstawą. Ojciec wcześniej w listach ustalił z lordem Stark, że od Fosy Cailin będzie towarzyszyć mu eskorta ludzi Północy. Wkrótce też miał okazję podziwiać legendarne ruiny. Potężny zamek zdolny zatrzymać każdą armię podróżującą przez Przesmyk na Północ. Nic go nie przygotowało na realia tego "legendarnego zamku". Trzy wieże wbite w błoto, niczym patyki wbite w gnojowisko przez jakieś dziecko w Zapchlonym Tyłku. Wielkie bloki kamienia zapadnięte w podmokłą ziemię. Bagno. Nie mógł uwierzyć, że tak wielkie armie były zatrzymywane przez to coś. Ruszyli dalej przez krainę kurhanów Pierwszych Ludzi, by w końcu dotrzeć do Winterfell. Aegon został tam przedstawiony lordowi Stark oraz jego rodzinie. Jedna z wnuczek lorda była akurat w jego wieku. Młody Targaryen spodziewał się zaprzyjaźnić, ale Starkówna okazała się nieśmiała i uciekała zawsze gdy próbował. Bardzo go to irytowało. Któregoś dnia popędził za nią i złapał za ramię, zatrzymując ją w miejscu. Zapytał się dlaczego ucieka. Kilka razy. I może zbyt głośno. I nie tym tonem, jakim zamierzał. Zamierzał ją przeprosić. Było mu przykro, że tak się zachował. Wielka dłoń pojawiła się znikąd w polu jego widzenia. Potem nie było już nic, tylko ciemność.


Obudził się następnego dnia w łożu. Bolała go głowa. Gdy dotknął jej dłonią, wyczuł opuchliznę i bandaże okalające jego czaszkę. Jak się później dowiedział, to olbrzym pacnął go swą wielką łapą, gdy zauważył, że napastuje pannę Stark. Pannę Grace Stark, jak przedstawił mu ją lord Corren. Od tego czasu starał trzymać się od olbrzyma daleko. Z Grace też nie rozmawiał. Był burkliwy w stosunku do niej i nie chciał się z nią zadawać. Gdy tylko chciał być sam, chował się w Bożym Gaju. Drzewa były tam naprawdę stare i wielkie. Częściej zaczął przebywać u maestra, od którego sporo nauczył się historii. Zasłyszał też sporo opowieści. Do jego ulubionych należała ta o Florianie Błaźnie. W pewnym momencie w Winterfell pojawiła się Alyssa Arryn, piękna panna z Orlego Gniazda. Aegon nie uważał jednak, by była w porządku. Wręcz przeciwnie, poczuł do niej niechęć jak do Grace. Dziewczyny nie raz współpracowały w próbach - często udanych - dopieczenia mu. Winterfell odwiedził też pewien bard, Avel. To od niego nauczył się się wielu pieśni, które pamięta do dziś. Zachęcił chłopca, by tak jak on pokochał muzykę. Muzyka przynajmniej nie gnębiła go na spółkę z dziewczynami.


Nastała zima. bard już dawno wyruszył na południe. W ciepłych komnatach Winterfell ogrzewanych gorącymi źródłami było komfortowo, ale wychodząc na dwór można było szybko zamarznąć. Aegon nie mógł już uciekać przed ćwiczeniami do Bożego Gaju. Nie mógł unikać Grace. Panna Arryn na szczęście wróciła do Doliny, więc czuł się nieco swobodniej podczas rozmowy z wilczycą. Pogodzili się, ale na krótko. Zaraz potem nastała era ciągłego godzenia się i obrażania nawzajem. Zwariować było można. Kiedy nastał jego czternasty dzień imienia, chłopiec zgodnie z umową opuścił Winterfell i wrócił na południe. Pogoda dopisała, w drodze do Białego Portu nie zaskoczyły ich śnieżyce. Kilka tygodni później był już w Królewskiej Przystani. Zima trwała już dwa lata i wszystkim się nudziło. Gdy przybył, zbierano się akurat na polowanie do Królewskiego Lasu. Aegon nie namyślał się długo. Polowania były świetnym materiałem na pieśni. Zwłaszcza takie na dużego zwierza, a w okolicy ponoć zauważono niedźwiedzicę.


Psy zostały spuszczone ze smyczy. Biegały, szczekały, węszyły trop. Gdy w końcu złapały, wszyscy ruszyli za nimi. Trafili do jamy usytuowanej między korzeniami drzewa. Dwóch odważnych ludzi, uzbrojonych we włócznie na niedźwiedzie, weszło do środka. Po chwili dało się słyszeć zduszony okrzyk jednego z nich i zrazu wyszli na zewnątrz, trzymając po jednym małym niedźwiadku za kark. Aegon siedział na koniu w bezpiecznej odległości od jamy, ale wszystko widział. Jego koń zaczął się płoszyć. Nerwowo potrząsał głową i rżał. Aegon zwalił winę na głupotę zwierzaka. Tak się bać dwóch małych niedźwiadków. Szelest krzaków. Głośny, potężny ryk i gwałtowny ból w klatce piersiowej. Aegon spadł na plecy wprost na zalegający wszędzie wokół śnieg, który nieco załagodził upadek. Drugi cios jaki zadał niedźwiedź, spadł wprost na szyję biednego konia. A próbował ostrzec... Biednemu zwierzęciu nic już nie mogło pomóc, niedźwiedź skręcił mu kark. Młody Targaryen miał problemy z oddychaniem i szybko stracił przytomność, ale nim to się stało, w jego świadomości zapadł widok niedźwiedzia dostającego salwę bełtów z kuszy. Tak dużo bełtów, biedny zwierz wyglądał bardziej jak jeż...


Świst szybko przemieszczających się mas powietrza. Wiatr targający mu włosy. Otworzył oczy. Nad nim było niebo. I słońce. A pod nim? Chmury, lasy, pola, rzeki, wioski, miasta, morza, statki, wielkie armie, szlachetni rycerze i piękne damy. I smok. Leciał na smoku. Błyski ognia. Ryk bestii spadającej wprost na niego. Serce podskoczyło mu do gardła. Zrobiło mu się słabo. Horyzont przechylił się. Przechylił się bardzo gwałtownie. Zsunął się ze smoka. Zaczął w panice wierzgać rękami i nogami na wszystkie strony. Chciał ustabilizować lot, a tylko zaczął się chaotycznie obracać w powietrzu. Ziemia była coraz bliżej. Przed oczyma mignął mu biały kruk. Ale to nie wiosna wybiegła mu na spotkanie, tylko twarda ziemia. Podniósł się na łożu i nabrał gwałtownie powietrza w płuca. Dyszał tak jeszcze chwilę nie mogąc się uspokoić. To wszystko było takie realne, a jednocześnie tak odległe. Zrzucił z siebie futra. Bandaże oplatały mu klatkę piersiową. Później dowiedział się, że niedźwiedź rozorał mu klatkę piersiową swymi szponami i złamał dwa żebra. Miał szczęście, że przeżył. Trzy dni leżał w łożu, dręczony gorączką i nawet maester Aemon nie był pewien, czy da radę przeżyć. Nie miało to wielkiego wpływu na życie Aegona. Jedynie ten dziwny sen... Ale to nieważne. Resztę zimy spędził w Czerwonej Twierdzy, prezentując rodzinie swe umiejętności śpiewu, co nie spotkało się z aprobatą ojca. Gdy tylko wyzdrowiał, ojciec próbował też nauczyć go choć trochę walczyć mieczem. Osiągnął on pewien sukces, ale bazował on tym, co chłopiec zapamiętał z nauk w Winterfell.


Umiejętności:

Wrodzone pozytywne:
- Niezwykła inteligencja
- Smocze sny
Wyuczone(stopniowane):
- Blef II
- Ukrywanie się III
- Pieśniarstwo III
- Miecze długie/półtoraręczne II
- Jazda konna II
- Rozbrajanie urządzeń I
- Otwieranie zamków I
- Spostrzegawczość I
- Kultura i historia II
Wyuczone(niestopniowane):
- Zwinność
- Lekka zbroja
- Precyzyjne trafienie


Wyposażenie:

- Ubranie, które ma na sobie
- Wytrych
- Sakiewka z pieniędzmi



Ostatnio zmieniony przez Aegon Targaryen dnia Pią Gru 16, 2016 12:59 am, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Pan Światła
R'hllor, Serce Płomieni, Bóg Ognia i Cienia
avatar


PisanieTemat: Re: Aegon Targaryen   Czw Maj 19, 2016 11:11 am

Akcept (+5pkt.)
Pan z Tobą, grajku.
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com
 
Aegon Targaryen
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Komnaty Rhaegara Targaryena(R.I.P.) i Myrielle Targaryen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja II :: Karty Postaci-
Skocz do: