IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala Tronowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Eddard Bolton

avatar


PisanieTemat: Sala Tronowa    Pon Maj 30, 2016 1:44 am

First topic message reminder :

***


Ostatnio zmieniony przez Ned Bolton dnia Pon Maj 30, 2016 1:55 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Eddard Bolton

avatar


PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Sob Lip 30, 2016 11:41 pm

Eddard popatrzył na Correna i zastanawiał się, co miało na celu zaproszenie jego dziadka przez lorda Starka. Młody Bolton kiwnął głową kiedy tłumaczyli mu temat wizyty.
- Rozumiem, że po zamachu na Twoje życie czujesz się już dobrze, skoro planujesz udział w polowaniu.
Jednak starsi woleli porozmawiać o czymś innym.
- Dziadku, przepraszam że się wtrącę, ale nadal jestem zdruzgotany tym, co wydarzyło się w Dreadfort. Czy po przesłuchaniach maestera wyjaśniło się, czemu dokonał tak haniebnego czynu?
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Pon Sie 01, 2016 1:16 pm

Corren uśmiechnął się do Cregana.
- Ależ owszem, Creganie. Przed tygodniem doniesiono mi, że w okolicy pojawił się dość sporej wielkości dzik - zerknął przelotnie na Eddarda - pomyślałem, że dobrze będzie na niego wspólnie zapolować. Jeśli nie masz nic przeciwko, jutro lub pojutrze zrobimy sobie na niego mały wypad.
Po tym zamilkł, pozwalając Boltonom porozmawiać. Sam jednak przysłuchiwał się ich dialogowi.
Powrót do góry Go down
Cregan Bolton

avatar


PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Pon Sie 01, 2016 3:39 pm

- Tak, Eddardzie. Wróciłem już do pełni sił - wyjaśnił naprędce wnukowi i zajął się rozmową z Correnem.
- Hahahaha, wspaniale - skomentował wypowiedź przyjaciela serdecznym śmiechem. Jeśli w Wilczym Lesie rzeczywiście pojawił się dzik, to najbliższe dni zapowiadały się wyśmienicie. Nic tak nie rozgrzewa krwi w żyłach starego człowieka, jak dreszczyk podniecenia podczas polowania na niebezpiecznego zwierza.
- Przesłuchania wciąż trwają, wnuku. Jeszcze się nie skończyły i długo się nie skończą. Człowiek ten podniósł rękę na mnie i mojego gościa. Ta zbrodnia nie ujdzie mu na sucho.
Powrót do góry Go down
Eddard Bolton

avatar


PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Pon Sie 29, 2016 6:38 pm

Eddard słuchał w skupieniu tego, co mówił jego dziadek. Miał nadzieję, że może chociaż jeden z jego domysłów i kłamstw się sprawdzi i uwiarygodni tym samym jego historię.
- W takim razie należy mieć nadzieję, że sprawa się wyjaśni - powiedział, po czym wrócił do posiłku. Gdy skończyć zwrócił się do dziadka:
- Myślę, dziadku, że macie jeszcze sporo tematów do omówienia z lordem Starkiem. Pozwolisz, że opuszczę już salę?
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Pią Wrz 02, 2016 6:50 pm

Corren pożegnał Eddarda i kontynuował rozmowę z Creganem. Mieli jeszcze dużo do przedyskutowania, między innymi polowanie, które ostatecznie lord Stark ustawił na ósmego lutego. Mieli na niego wybrać się tylko oni, we dwójkę, oczywiście z obstawą Starków.
Po zakończonym posiłku i rozmowie Bolton został odprowadzony do przydzielonych mu komnat, by mógł odpocząć.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Sob Sty 28, 2017 7:23 pm

10 marca 266 AC


Po powrocie z Dreadfort, Correna nie opuszczał niepokój. Zachowanie jego starego przyjaciela było nad wyraz głupie, a co za tym idzie - podejrzane. Poza tym, czy Boltonów z Hornwoodami nie łączyły więzy krwi? Z każdym kolejnym dniem z coraz większym podejrzeniem patrzył w stronę Cregana. Może ten młody chłopiec, Eddard, miał trochę racji? Prawdą było, że słowa dzieciaka jak i zachowanie Boltona zasiały w nim ziarno niepewności, które teraz kiełkowało. Corren czuł w kościach, że coś się może stać. Jeśli nie będzie to atak Dzikich, to coś innego. Dużo turniejów ostatnio, dużo podejrzanych ruchów, nagłe propozycje mariaży... Trzeba było dmuchać na zimne.
- Trzeba lepiej przeszkolić naszych żołnierzy - przerwał w końcu milczenie. Siedział w sali tronowej z maesterem, swoim dowódcą zbrojnych oraz młodszym synem. Dziedzic i jego syn byli w drodze do Summerhall, a jego najmłodszy męski wnuk również przebywał poza Winterfell.
- Zajmij się poprawieniem ich umiejętności - zwrócił się do dowódcy zbrojnych - musimy być gotowi na każdą ewentualność. A mam przeczucie, że spokojne czasy właśnie się kończą. Upewnij się, by zarówno regularne wojsko jak i Szare Płaszcze zasługiwały na walkę pod chorągwiami Wilka. By byli tak dobrzy, by wygrać. By wygrywali bitwy i by mogli wracać do swoich rodzin. Głupcy zaczynają wojny, ale co komu po byciu mądrym, gdy gnije gdzieś po polach.
Zrobił krótką pauzę i zwrócił się bardziej do ogółu.
- Chciałbym też dostać raport o stanie obrony Winterfell. Jakość murów, jak długo możemy utrzymać oblężenie i tak dalej. Na murach przydałyby się dobre, działające machiny miotające. Myślałem o skorpionach, ale może macie lepszy pomysł.
Wysłuchał ich odpowiedzi, pokiwał głową po czym kontynuował.
- Dobrze. Myślę, że to tyle jeśli chodzi o sprawy wojskowe. Dziękuję ci za poświęcony czas - powiedział do dowódcy zbrojnych. Poczekał aż mężczyzna opuści salę, po czym przeszedł do dalszych tematów.
- Jak już mówiłem, mam podejrzenia, że coś złego może się stać. Nie ufam już tak dobrze mojemu przyjacielowi Creganowi. Szczerze mówiąc, nie wiem co o nim myśleć. Zmienił się. W Dreadfort zachowywał się... Dziwnie. Dziwnie bezmyślnie. Zabił pojmanego domniemanego mordercę zamiast przekazać go mi, bym mógł sam go przesłuchać. Mówię teraz o maesterze, który miał zabić lorda Darkwatera i nastawać na życie Cregana. A przecież Cregan nie jest głupi. Powiedzcie mi proszę, tylko szczerze, co o nim myślicie?
Pozwolił wypowiedzieć się zarówno swojemu synowi, jak i przyjacielowi i doradcy, maesterowi. Niezależnie od odpowiedzi pokiwał głową, bardziej jakby do siebie i własnych myśli.
- To była jedna sprawa. Drugą jest... Jaką mamy wiedzę co dzieje się u pozostałych lordów północy? Nie wydawałem co prawda rozkazu szpiegowania moich chorążych i nie chcę, by to zostało tak zrozumiane, ale może jeden z was ma jakieś ciche, bezpieczne sposoby na upewnienie się, czy nikt nic nie knuje? Duża armia, pobory, dziwne zachowanie... Nic na ten temat do nas nie docierało? - wysłuchał i przeszedł do ostatniego tematu - To już prawie wszystko, o czym chciałem z wami porozmawiać. Na koniec tylko powiedz mi synu, gdzie jest twój chłopak? I czy jesteś pewien, że jest bezpieczny? Ostatnie czego chcemy, to by ktoś miał Starka za zakładnika, jeśli rzeczywiście coś ma się dziać.
Było to bardzo mało prawdopodobne i nie powinien rozważać aż takich spraw, jednak... Przeczucie... Nagle działo się o wiele więcej niż wcześniej. Za dużo turniejów. Za dużo propozycji mariaży na raz. Koniec zimy. Jeszcze do niedawna zagrażająca Północy inwazja Dzikich, która przypomniała mu, jak nagle może pojawić się ukryte zagrożenie i jak ważnym jest mieć wszystko pod kontrolą.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Nie Sty 29, 2017 10:40 am

Dowódca zbrojnych wysłuchał rozkazu.
- Ilu ludzi mam przeszkolić docelowo lordzie..? I którzy mają być pierwsi? Szare Płaszcze, czy zwykli zbrojni? A co z zaciągiem chłopów? Czy też mamy dorekrutować jakąś ich liczbę? - dopytał, a kiedy Corren nakazał zdać mu raport, na moment się zamyślił. - Mury lordzie są w dobrym stanie, ostatnio naprawialiśmy wszelkie pęknięcia i ubytki z racji końca zimy. Jeżeli zaś chodzi o oblężenie, mamy wystarczająco zapasów, aby utrzymać się przez sześć miesięcy z załogą liczącą tysiąc ludzi. Zawdzięczamy to dość krótkiej zimie, po której zostało nieco zapasów. Co do machin lordzie, myślę że skorpiony będą dobrym rozwiązaniem, aczkolwiek sugerowałbym także balisty. Mamy zabrać się za ich budowę? Jeżeli tak, to w jakiej ilości? - po uzyskaniu niezbędnych odpowiedzi skłonił się przed Starkiem i opuścił salę, aby wykonać swoje obowiązki. Najbliższe tygodnie zapowiadały się dla mężczyzny bardzo pracowicie.
Kiedy zapytał pozostałych co myślą na temat lorda Boltona, pierwszy do odpowiedzi wyrwał się syn.
- Myślę ojcze, że lord Bolton postąpił bardzo pochopnie. - wypowiedział się z pewną dozą dystansu.
- Twój syn Panie ma rację. Prawdą jest, że lord Cregane postąpił pochopnie i nieroztropnie, ale czasami tak bywa. Nie znam dobrze lorda Boltona i nie mnie jest jego osądzać. - maester najwidoczniej także wolał zachować dystans do tej sprawy. Uczony pierwszy zaś odpowiedział, kiedy Stark zapytał o sytuację w krainie.
- Owszem, dotarły do nas wieści, jakoby lord Darkwater rekrutował dodatkowe kilka setek ludzi. - mężczyzna lekko się uśmiechnął.
- Ja zaś przez ostatnie tygodnie odwiedzałem naszych wasali i także co nieco się dowiedziałem. - dodał młodszy z synów Correna. - Lord Boltono zawarł mariaż z lordem Umberem na uczcie w Dreadfort po turnieju, ale to już pewnie wiesz... Innym znacznym mariażem jest córka lorda Ryswella z wnukiem Karstarka. Małżeństwo miałoby odbyć się za kilka lat, ale już teraz została wysłana na wychowanie do Karholdu. Chyba to tyle. - opowiedział obydwu rozmówcom.
- Mój syn od dłuższego czasu przebywa w Królewskiej Przystani jako giermek Ser Donnela Waynwooda, Lorda Dowódcy Gwardii Królewskiej. Nauka pod okiem najlepszego i uchodzącego za najbardziej honorowego z rycerzy królestwa była czymś czemu nie odmawia się lekko, a chłopak ma prawdziwy talent do miecza, więc potrzebuje nauczyciela odpowiedniego do swoich możliwości - odpowiedział na temat swojego syna, wnuka Correna. - Wydaje mi się też, że jako wychowanek takiego człowieka jest w dobrych rękach i nie grozi mu wielkie niebezpieczeństwo.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Wto Lut 14, 2017 9:05 pm

- Najpierw wszystkie płaszcze, potem tysiąc dwustu zbrojnych. Hmm... Również tysiąc dwustu ludzi chciałbym dorekrutować, dobrze że pytasz. Machiny chcę w stosunku jeden do jednego, tyle samo balist co skorpionów. Jedna trzecia całości na zewnętrznym murze, dwie trzecie na wewnętrznym. Odpowiednią ilość, by żołnierze w razie czego nie mieli problemów z chodzeniem po murach i odparciem ataku, a jednocześnie żeby machiny mogły coś zdziałać.
Następnie dowódca wyszedł, a po pytaniu Starka odezwali się maester i syn lorda. I powiedzieli praktycznie nic. A specjalnie prosił, by mimo wszystko się wypowiedzieli. Westchnął, niezadowolony.
- Dobrze. W takim razie dobrze też, że rozkazałem dorekrutować zbrojnych - odpowiedział bardziej w kierunku maestera, po czym zwrócił się bardziej do syna - bardzo dobrze, synu, dziękuję ci. Masz rację, u boku Donnela Waynwooda mój wnuk będzie bezpieczny. Wiem, pamiętam, jak radził sobie w potyczkach z naszymi zbrojnymi. W przyszłości będzie wspaniałym wojownikiem Północy, może nawet większym niż wuj Artos - uśmiechnął się do wspomnień o Nieubłaganym Starku - dobrze więc, to wszystko, o czym chciałem z wami porozmawiać. Możecie wrócić do swoich zajęć.
Pożegnał doradcę oraz syna i sam także wrócił do swojej pracy.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Sro Mar 08, 2017 10:36 pm

10 maja 266 AC, ranek

Przybycie Mormonta mimo wszystko zaskoczyło starego Starka. Właśnie kończono przygotywać stół, gdy do środka mógł wejść Robb. Corren przywitał go i zaprosił, by ten usiadł.
- Musisz być głodny po tej podróży. Ja niestety niedawno jadłem, więc mogę ci co najwyżej dotrzymać towarzystwa. Jak minęła droga?
Pozwolił rozmówcy odpowiedzieć, po czym znów zagaił.
- Szczerze mówiąc już myślałem, że coś się stało i nie mogłeś dotrzeć. Wysłałeś mi wszak list chyba z dwa miesiące temu, że wybierasz się do Winterfell, a pojawiłeś się tutaj dopiero teraz. Nie zrozum mnie źle, na pewno miałeś jakieś ważne sprawy, które powstrzymały cię przed wcześniejszym przybyciem... Acz mogłeś dać znać o opóźnieniu. Jak się powodzi Niedźwiedziej Wyspie?
Celowo nie przeszedł od razu do celu przybycia lorda Mormonta do Winterfell. Ten dopiero co przybył, niekulturalnie było wypytywać gościa na samym wejściu o rzeczy, których ten nie chciał przekazać listownie, a które podobno były ważne. Na razie Robb powinien zjeść i odpocząć, do meritum mogą przejść po południu w samotni Correna. Z takiego założenia wychodził lord Stark. Oczywiście wszystko zależało od decyzji Robba, czy zdecyduje się od razu zacząć poważną rozmowę, czy na razie się wstrzyma.
Powrót do góry Go down
Robb Mormont

avatar


PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Czw Mar 09, 2017 5:19 pm

Robb został mile zaskoczony przyjęciem go przez samego seniora. Spodziewał się, że na przeciw wyjdzie jego syn lub ktokolwiek z bliskiej rodziny z tego względu, iż zapewne rody północy nie darzą Mormontów wiekom sympatią i zaufaniem po minionych wydarzeniach, w których najlepiej zaprezentował się dziadek - Orik. Po wejściu do wielkiej sali chwile rozejrzał się po kątach pomieszczenia, po czym usiadł we wskazanym miejscu przez służbę.
- Dziękuje Panie. Podróż jak podróż... minęła, a to jest najważniejsze. - W między czasie przyniesiono napitek i strawę, którą Niedźwiedź nie pogardził.
- Tak jak Lordzie zauważyłeś... zatrzymały mnie sprawy dla mnie i moich mieszkańców ważne. Musiałem dopilnować, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Pozwól, że przejdę od razu do powodu mojego przybycia i lekko rozjaśnię temat, gdyż niestety nie mam tak wiele czasu, jak by się zdawało co po niektórym. Zaczynając od samego początku warto zauważyć, że Wyspa Niedźwiedzia jest kluczowym punktem strategicznym zachodnich ziem północy. Jak to na wyspę przystało otaczają ją wody, a my jak do tej pory nie posiadaliśmy okrętów, ze względu na Nasze ubóstwo, do którego doprowadził ten nędzny żelazny tronik. Mój lud wychylił karku przed żelaznymi i nic z tego nie otrzymaliśmy... nawet rekompensaty z podwójnego spalenia mojego domu!!! Wiem Panie, że masz wiele na głowie i mogłeś nie dostrzec tego, że ktoś parę pięknych lat temu ochraniał dupsko tego Królestwa. Podsumowując... domagam się rekompensaty za wszystkie szkody poniesione w walkach, jak i łaskawsze i realniejsze podejście do sprawy rodu Mormont! Na zachętę przywiozłem prezent, który zdołałeś już ujrzeć w klatce na dziedzińcu. - Robb czekał spokojnie na odpowiedź zajadając się kawałkiem kurczaka.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Pon Mar 20, 2017 9:54 pm

Wilk rozsiadł się wygodnie i zaczął słuchać wypowiedzi rozmówcy. Uśmiechnął się i cicho parsknął rozbawieniem pod nosem, gdy Robb praktycznie od razu przeszedł do meritum. Skinął wolno głową na słowa o "kluczowym punkcie strategicznym zachodnich ziem Północy", uśmiechnął się na głupie, acz trafne spostrzeżenie o otaczających wyspę wodach. Z zaciekawieniem słuchał o braku okrętów, gdy nagle jego rozmówca palnął jak gdyby nigdy nic bardzo kontrowersyjne słowa. Od tego momentu na twarzy Namiestnika Północy nie pojawił się żaden nowy wyraz, mina Starego Wilka pozostała neutralną "zagadką", którą tak często przybierał w rozmowach. Wszystkie myśli i emocje zostały całkowicie w środku, pod skórą. Nawet spojrzenie Correna Starka nie zdradzało o czym myślał. A myślał sporo.
Milczał przez chwilę, a dopiero potem zaczął mówić, powoli i robiąc pauzę po nazwisku rozmówcy.
- Lordzie Mormont - długa przerwa, Corren splótł dłonie, łokcie opierając na podłokietnikach - spóźniłeś się o półtora miesiąca względem daty, którą sam wyznaczyłeś. Nie raczyłeś poinformować mnie o zmianie planów. Pominąłbym ten fakt, gdyby nie dalsze kwestie. Przychodzisz do mnie, swojego seniora i lorda namiestnika. Przychodzisz do lojalnego sługi Króla Viserysa III Targaryena i obrażasz naszego władcę. Nie potrafisz też w oficjalnej i poważnej rozmowie powstrzymać się od emocjonalnych ruchów i używasz zwrotów wulgarnych. Wspominasz o podwójnym spaleniu twojego domu, przy czym należy pamiętać o samowolnym ataku twojego dziadka, Orika Mormonta, który nic nie robiąc sobie z pokoju królewskiego zaatakował, bez wiedzy mojego pana ojca ani nikogo innego, Żelazne Wyspy znajdujące się wówczas pod panowaniem i protekcją Geriona Lannistera. Swoim idiotycznym aktem dał radę zaskoczyć niczego niespodziewających się Żelaznych Ludzi którzy, jak powtarzam, znajdowali się już w pokoju królewskim pod tymczasowym zwierzchnictwem Lwa Lannistera, a mimo to poniósł klęskę, spróbował wycofać się na Niedźwiedzią Wyspę i został pojmany, przy okazji tym incydentem doprowadzając do splądrowania waszego domu. I dziękować Bogom i Królowi, że na tym tylko się skończyło i Żelaźni Ludzie nie postanowili na powrót się zbuntować! I teraz ty, młoda krew, osoba, która powinna być świadoma błędów twoich przodków, przychodzisz do mnie spóźniony półtorej miesiąca na zaaranżowane przez ciebie spotkanie, praktycznie od wejścia obrażasz w moim domu mojego króla i jak gdyby nigdy nic ŻĄDASZ ode mnie rekompensaty? Oraz łaskawszego podejścia do sprawy twojego rodu?!
Wyprostował się i odchylił do tyłu.
- Nie oceniam ludzi przez pryzmat czynów ich rodziny, ale dobrze wiesz, że na historii twojego rodu jest skaza. A ty, lordzie Mormont, zamiast starać się tę skazę ukryć i pokazać, że błędy twego dziadka nie są twymi błędami, przychodzisz do mnie i wręcz przeciwnie, starasz się pogorszyć sytuację twojego rodu. Waż na słowa, bo zbyt dużą wolność dałeś swojemu językowi. Od Starków nie dostaniesz żadnej rekompensaty, nie przekażę też nic z naszej dotychczasowej rozmowy Królowi. Ani nie wspomnę o twych nieprzemyślanych słowach, ani nie wstawię się za tą rekompensatą, której żądasz. Jeśli chcesz, bym łaskawiej i realniej podszedł do spraw twojego rodu, zacznij lepiej zwracać uwagę na to, jak go reprezentujesz.
Corren usiadł normalnie i dokończył swój monolog.
- Niech ta reprymenda będzie wystarczającym zakończeniem twojej niefortunnej przemowy. Uznajmy teraz, że się nie odbyła. Więc w jakiej sprawie przybyłeś do Winterfell, lordzie Mormont?
Powrót do góry Go down
Robb Mormont

avatar


PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Wto Mar 21, 2017 5:50 pm

Młody Niedźwiedź w spokoju starał się wysłuchać tego, co ma do powiedzenia jego senior, aczkolwiek nie był w stanie całkowicie zachować obojętnej postawy. Co jakiś czas nerwowo mrugnął oczyma, po czym kontynuował spożywanie wyśmienitego posiłku. Zaraz po zakończonym monologu Wilka, obgryzł skrzydełko kurczaka nie pozostawiając na nim ni śladu mięsa.
- Widzę, że lekko się nie zrozumieliśmy. Formuję karawanę, przyjeżdżam tutaj z nie byle jakim prezentem, a Pan i Senior nie chce go przyjąć. Nad wyraz mi przykro, lecz będę zmuszony zabrać niedźwiedzia, tam gdzie jest jego miejsce, chyba że uda się nam osiągnąć wspólnie konsensus. Po pierwsze... gówno mnie obchodzi opinia południowców, a tym bardziej zasranego tronu. Jak na razie służę Starkom z Winterfell i miejmy nadzieję, że dzięki tobie nie zmienię mojego dotychczasowego zdania. Po drugie, Orik Mormont był człowiekiem odważnym i nad wyraz opiekuńczym. Jako jedyny postanowił zemścić się na żelaznych i udowodnił w ten sposób, że z Niedźwiedziem nie opłaca się stawać w szranki. Chciałbym Panie, abyś to zrozumiał i nie poddawał się woli bękarta z południa, iż ma on Nas zapewne za ludzi nie godnych uwagi oraz nie traktuje na równi z innymi. Przykładów z dowodami mógłbym podać wiele. Posiadamy odmienną kulturę, bogów... dlaczego ktoś z zielonych krain ma nami rządzić? Bądźmy wolni i decydujmy za siebie. Jeżeli Panie masz odmienne zdanie... oczywiście będę zmuszony je uszanować, aczkolwiek proszę Cię abyś przemyślał swoje decyzje i te które nastąpią. - Wstał z krzesła wyprostowując plecy, a następnie zaplótł ręce oczekując odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Wto Mar 21, 2017 6:23 pm

Na twarzy Starego wilka pojawiło się zaskoczenie, gdy Robb Mormont wrócił do zakończonego już przecież tematu. Corren był coraz bardziej zaskoczony z każdym kolejnym zdaniem napuszonego lordziątka, ale co miał zrobić? Wyprosić ze swojego domu? Ukarać ród Mormontów grzywną? To pierwsze rozważał, tego drugiego nie, ale może powinien. Przez chwilę zastanawiał się nawet, czy nie wstać i nie zagrzmieć na tego chłystka, ale jego dalsze słowa wprowadziły go w takie zaskoczenie i sprawiły, że pomyślał o czymś, o czym wcześniej nawet nie chciał myśleć... Odetchnął głęboko.
- Czyli uważasz... - patrzył gdzieś na blat stołu nieobecnym wzrokiem - że Północ powinna być niezależna? Należeć do nas, być pod władaniem ludzi Północy, bez zwierzchnictwa Króla Viserysa ani żadnego innego Targaryena?
Powrót do góry Go down
Robb Mormont

avatar


PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Sro Mar 22, 2017 2:47 pm

Tak szczerze powiedziawszy Niedźwiedź myślał, że Wilk wstanie podnosząc gniewnie głos oraz rozkazując wtrącić go do lochu, jednakże tak się nie stało. Corren spokojnie wysłuchał co ma do powiedzenia Robb, po czym zadał jedno decydujące pytanie, na które młody niedźwiedź nie wiedział jak odpowiedzieć, ponieważ musiałby adekwatnie poprzeć swoje wcześniejsze stanowisko.
- Tak... uważam, że Północ powinna być niezależna. Powinniśmy wyrzec się władzy zwierzchniej i wrócić do starego zwyczaju mianując Króla Północy. W ten sposób nie damy sobą pomiatać i zaczniemy w końcu walczyć o swoje, choćby pierwszym przeciwnikiem mieli by być Targaryenowie.
Zapewne uważasz mnie za człowieka, który zatracił zmysły, ale chciałbym, abyś wiedział Panie, że zależny mi na dobru Północy, dlatego z tego względu musimy być niezależni.
- Odpowiedział stanowczo i spokojnie nadal stając na przeciwko blatu.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Sro Mar 22, 2017 9:44 pm

Corren pokiwał głową. Nie smutno, a stanowczo. Może mógłby okazać smutek, ale nie odczuwał go. Raczej... Zawód. Spodziewał się takiego obrotu spraw, ale miał nadzieję, że nie będzie musiał uciekać się do takich czynów. Milczał krótką chwilę, obserwując oddzielonego od niego stołem Robba oraz stojących już nie tak daleko od lorda Niedźwiedzia gwardzistów. Położył dłoń na głowicy Lodu opartego jak zwykle o bok tronu.
- Rozumiem - zaczął. Gdy mówił, gwardziści stojący za Niedźwiedziem cicho zaczęli się zbliżać, odczytując dobrze sytuację - Lordzie Mormont, przychodzisz do mnie i nawołujesz do buntu przeciwko Królowi, grożąc przy tym buntem także i mnie, gdybym nie przystał na twoje aroganckie żądania. Ciężko obraziłeś mojego Króla, dwukrotnie wezwałeś otwarcie do zdrady przeciwko Koronie. Nie mogę pozwolić, by po Północy spokojnie chodzili zdrajcy królestwa. Za te czyny czeka cię służba w Nocnej Straży. Pojmać go. - ostatnie zdanie krzyknął, jeśli Robb wykonał jakiś nagły ruch. Nie wiedział czego spodziewać się po rozmówcy. Mormont pokazał już, że nie czuje odpowiedniego respektu do swojego seniora, dlatego Corren od jakiegoś już czasu był przygotowany do ewentualnej potyczki. Całe szczęście sam był odgrodzony od Mormonta dębowym stołem i paroma metrami wolnej przestrzeni, a po swojej stronie miał gwardzistów. Robb natomiast był w tym pomieszczeniu sam i nie miał nikogo, kto mógłby zapewnić mu wsparcie.
Jeśli Mormont nie zamierzał poddawać się w spokoju, wstał z tronu i wyciągnął miecz z pochwy, przygotowując się do ewentualnego starcia.
Powrót do góry Go down
Robb Mormont

avatar


PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Czw Mar 23, 2017 5:33 pm

Robb po zakończonej odpowiedzi od razu wiedział, że dzieje się coś nie po jego myśli. Zdołał się tego dowiedzieć poprzez rozszyfrowanie gestów Correna, co wcale nie było takie trudne na jakie mogło by się wydawać. Po tym jak Wilk położył dłoń na głowicy swego miecza Niedźwiedź nie odwracając ciała obrócił lekko głową i kątem oka zauważył zbliżających się gwardzistów. Wiedział, że nie jest już nic w stanie zrobić, chyba że dać się zabić i spróbować wziąć ze sobą Correna pod ziemie.
- Jeżeli taka jest ta wola Panie, to proszę! - Zaraz po wypowiedzeniu ostatniego słowa sięgnął sztyletu, który miał schowany u pasa, następnie uniósł go ku górze i rzucił gniewnie na posadzkę przed Lordem Starkiem.
- Gnij w tym zamku, może zanim umrzesz zdołasz zrobić coś jeszcze pożytecznego dla swojego narodu, oby twój syn był bardziej rozsądny niż ty. Przed wymarszem na mur chciałbym poznać opinie twoich żołnierzy jak i prostaczków. Dlatego domagam się publicznego zgromadzenia i przedstawienia argumentów. Niech lud zdecyduje czego chce i sam wymierzy mi kare! - Powiedział doniośle czekając na odpowiedź Wilka.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Pią Mar 24, 2017 1:52 am

Corren przeszył Mormonta lodowatym spojrzeniem. Z jego twarzy nie dało się nic odczytać oprócz zwykłej powagi. No, może był odrobinę poważniejszy niż zwykle.
- Nie. Robbie Mormont, niniejszym uznaję cię winnym zdrady królestwa i skazuję cię na służbę w Nocnej Straży. Jutro z rana wyruszysz na Mur - zwrócił się następnie do gwardzistów - zaprowadźcie go do przygotowanej dla niego komnaty, niech będzie tam trzymany pod strażą. Mam miękkie serce, mogłem kazać wrzucić cię do lochu - skomentował w kierunku Mormonta, gdy jego strażnicy zaczęli prowadzić rozbrojonego byłego lorda Niedźwiedziej Wyspy do jego aresztu. Corren odczekał, aż Robb zostanie wyprowadzony po czym wydał rozkazy pozostałym w pomieszczeniu świadkom zdarzenia.
- Posprzątajcie ten stół. Nakarmcie zbrojnych Mormonta, zaopatrzcie ich w drogę powrotną i niech wyruszą niezwłocznie z powrotem na Niedźwiedzią Wyspę. Jeśli zapytają o swojego lorda, przekażcie im, że okazał się zdrajcą i został skazany na Mur. Na razie to tyle. Nie przyjmuję audiencji przynajmniej do kolejnego posiłku.
Po tych słowach wstał, zabrał Lód i ruszył do swojej samotni, by przygotować odpowiedni list.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Nie Kwi 23, 2017 2:50 am

20 maja 266 AC

Po przybyciu, młoda Ginny Mormont została zaproszona do sali tronowej Winterfell, gdzie - po powitaniu przez Starków - wspólnie z panującą na zamku rodziną spożyła posiłek. Corren przy stole nie okazywał, jakoby Lady Mormont powinna była się czegoś obawiać, podchodził jednak z pewną rezerwą i choć uprzejmy, nie dawał też żadnych znaków sugerujących dziewczęciu, że jej wizyta jest wyłącznie towarzyska. Ale przecież Ginny wiedziała, że została tutaj wezwana z jakiegoś powodu.
Gdy wszyscy napełnili już swoje brzuchy strawą, rodzina lorda opuściła salę tronową, ze stołu uprzątnięto i w wielkim pomieszczeniu, w którym niegdyś rezydowali królowie Północy oprócz straży oraz nielicznej służby pozostał jedynie Corren i Ginny. Stark specjalnie kazał zostawić stół, by rozmowa nie była aż tak oficjalna, poważna i przerażająca, by kobieta mogła w spokoju siedzieć oddzielona wielkim, dębowym meblem. Jednocześnie umyślnie przeprowadzał tę rozmowę tutaj, w sali tronowej Winterfell zamiast w o wiele spokojniejszej i bezpieczniejszej samotni, która nadawała się do rozmów sam na sam, ale bardziej szczegółowych i mniej oficjalnych. Miał nadzieję, że ten zabieg przyniesie zamierzony skutek i jednocześnie podkreśli tym powagę sytuacji, jak i pozwoli kobiecie zachować spokój i nie obawiać się tego dialogu.
- Jeszcze raz dziękuję za tak szybkie przybycie, Lady Mormont - zaczął starzec - rozumiem, że cała ta sytuacja musi być dla ciebie, Pani, ciężka. Nie wiem na ile zdajesz sobie sprawę z zachowania twojego brata, więc pozwolę sobie szybko przypomnieć i podsumować, czym zapewnił sobie mój gniew. Definitywnie zignorowanie mnie i kazanie mi czekać, gdy wysłał mi ponad dwa miesiące temu list o swoim rychłym przybyciu, choć samo w sobie niegroźne, zmniejszył zasób mojej cierpliwości do niego. Ale na to przymknąłbym oko i zapomniał od razu, gdyby nie to, co Robb zrobił później.
Wziął spokojny, głęboki wdech robiąc krótką pauzę.
- Przede wszystkim pokora. Twój brat nie miał pokory. Wszedł do mojego domu i zaczął mówić do mnie bez należytego szacunku. Musisz wiedzieć, Pani, że nie jestem zadufanym w sobie mężczyzną, jednak sądzę, że do swojego seniora powinno odnosić się odpowiednio. Twój brat zachowywał się niewdzięcznie i raczył stawiać żądania wobec mnie i wobec korony, będąc w moim domu i podlegając mi. Swoją drogą, żądania dotyczyły jakiegoś wymyślonego zadośćuczynienia za straty poniesione przez wasz ród czterdzieści lat temu. Nie wątpię, że sporo straciliście, ale twój brat mógł lepiej zapoznać się z historią własnego rodu i czynami waszego dziadka Orika, zanim przyszedł tutaj składać żądania. Ja pamiętam, co było czterdzieści lat temu. Pamiętam wściekłość mojego pana ojca na bezmyślność Orika Mormonta. Myślę, że Robb mocno się w niego wdał. Mam nadzieję, Pani, że ty nie. Ale i głupota nie była bezpośrednim powodem, dla którego twój brat przywdział czerń.
Kolejna pauza. Tym razem Corren, nie śpiesząc się, upił kilka łyków wody ze swojego pucharu.
- Robb Mormont pod moim dachem trzykrotnie zawezwał do zdrady Króla. Trzykrotnie. Dałem mu dwie szanse na rehabilitację, gdzie jego kara byłaby o wiele mniej dotkliwa, jednak obie te szanse odrzucił. Północ nie będzie się sprzeciwiała naszemu Miłościwie Panującemu Królowi Viserysowi Trzeciemu Targaryenowi. Nie pozwolę, by jakakolwiek osoba stąpająca po Północy bezkarnie plugawiła imię Króla czy wręcz nawoływała do sprzeciwienia się mu, oddzielenia od Królestwa, obalenia władcy. W tej sytuacji nie miałem wielkiego wyboru. Robb może się cieszyć, że w ramach kary dostała mu się jedynie stosunkowo przyjemna przeprowadzka na Mur.
Upił kolejne kilka łyków.
- To by było na tyle, jeśli chodzi o powód zmiany głowy twojego rodu, Pani. Wierzę, że wykażesz się większą dozą zdrowego rozsądku niż twój brat. Wezwałem cię tutaj głównie by prosić cię o odnowienie przysięgi wierności. I to tyle. Nie zamierzam wobec Niedźwiedziej Wyspy wyciągać dalszych konsekwencji, czy to finansowych, czy w formie restrykcji. Nie chcę, by za czyny brata musiała odpowiadać siostra. I to właściwie wszystko, o czym chciałem z tobą, Pani, porozmawiać. Jeśli masz jakieś pytania, chętnie na nie odpowiem.
Zamilkł i upił łyk wody, patrząc się tajemniczo i poważnie na rozmówczynię. Choć może bardziej odpowiednim określeniem byłoby "słuchaczkę monologu". Correnowi zdawało się, że wywarł odpowiednie wrażenie na młodej kobiecie. Jeśli wszystko się udało, to zamienił skłonnego do buntu, głupiego lorda na ostrożniejszą, lojalną - może nawet lojalniejszą niż część innych rodów Północy - lady, która będzie się poczuwała w obowiązku, by nie zawieść swojego seniora.
Powrót do góry Go down
Pan Światła
R'hllor, Serce Płomieni, Bóg Ognia i Cienia
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Wto Maj 02, 2017 4:06 pm

Ginny usiadła na przeznaczonym jej miejscu i w milczeniu słuchała monologu lorda Starka. Wydawało się, że jej porywczy brat w końcu naciągnął granice cierpliwości kogoś, kto nie musiał powstrzymywać się od wyciągnięcia wobec niego konsekwencji. Czy mogła mieć pretensje? Zapewne tak... Może nie rozsądne, a podparte jedynie miłością do rodzeństwa i bólem po stracie brata, jednak zawsze. Na szczęście lord Stark nie zabił Robba, a pozwolił mu dożyć swoich dni na Murze, służąc pomocą Nocnej Straży i odzyskać honor służąc królestwu.
- Rozumiem, panie - powiedziała w końcu. - Mam nadzieję, że mój brat odpracuje swoje przewinienia służąc królestwu pośród Czarnych Braci. Dziękuję za danie mu szansy na odzyskanie honoru. Niedźwiedzia Wyspa będzie wierna Winterfell jak przez ostatnie stulecia.
Dziewczyna wiele do powiedzenia nie miała, a jeżeli lord Stark nie chciał jej zatrzymywać dłużej, to po dopełnieniu wszystkich uprzejmości udała się na spoczynek. Teraz czekała ją droga powrotna do domu.
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Pią Cze 02, 2017 12:01 am

4 czerwca 266 AC


Corren skończył dopiero co skończył audiencję i właśnie zamierzał udać się na krótki odpoczynek, gdy wrota sali tronowej się otwarły. Lord Stark dostrzegł w nich coś, co przypominało kudłatą bestię potężnej postury i wzrostu, w której po krótkiej chwili rozpoznał po prostu wielkiego człowieka. Sylwetką, rozmiarami i rysami twarzy sugerował, że pochodzi z Ostatniego Domostwa. Corren nie spodziewał się nikogo z Ostatniego Domostwa. Prawdę mówiąc, nikt w Winterfell nie spodziewał się gościa z Ostatniego Domostwa.
Powstał ze swojego tronu i przeszedł kilka kroków prawie pustą salą w stronę przybysza, po czym się zatrzymał i jedną dłoń swobodnie oparł na rękojeści Lodu. Oprócz nich w sali znajdowało się jeszcze kilku gwardzistów i może paru dostojników, którzy nie zdążyli wyjść po wysłuchiwaniu audiencji.
- Co tu robisz? Pora audiencji już się skończyła. Z czym przychodzisz? - zapytał przybysza z dość surową miną. Od dawna wydawał się oschły, twardy, zimny i surowy, ale odkąd do Winterfell przybyły wieści o rebelii, Corren - poza prywatnymi rozmowami - roztaczał jeszcze zimniejszą, jeszcze groźniejszą aurę.
Powrót do góry Go down
Hother Snow

avatar

Przydomek : Mózgotrzep

PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    Pią Cze 02, 2017 9:50 am

Gdy Hothera wprowadzono do Winterfell, powitał go zamek w istocie wielki i całkiem tętniący życiem. Pierwszym co rzucało się w oczy była mnogość żołnierzy w szaro-białych barwach, musztrujących, ćwiczących lub po prostu rozmawiających. Ruch był taki, że niewielu zauważyło jego przejście, choć paru bliższych lub mniej zajętych patrzyło ku niemu z zaciekawieniem, a jeden nawet wskazał go palcem, mówią coś swojemu koledze obok. Bękart zmarszczył tylko srogo brwi, ale kierował się dalej za prowadzącym go wartownikiem, bez w zasadzie żadnego słowa. Zamek był na tyle duży, że będąc prowadzonym do samego donżonu oraz komnat reprezentacyjnych, Hother miał wrażenie że co najmniej dwukrotnie przeszedł już dystans jaki pokonałby idąc na przestrzał przez Ostatnie Domostwo.

W końcu razem z wartownikiem stanęli przed szerokimi wrotami. Jory spojrzał pytająco, czy Hother jest gotowy, ale Snow już samemu zaczął je rozwierać, pewniej chwytając drugą ręką swój osobliwy tobół. Raźnym krokiem wkroczył do sali tronowej, wystrojonej i urządzonej po północnemu - prosto i skromnie, ale jednocześnie dostojnie i godnie majestatu lordowskiego.

Rozglądając się zaciekawiony wokół, spostrzegł kilku zaciekawionych ludzi, na których załypał tylko groźnie i posępnie. Jakby dopiero na sam koniec spostrzegł tron oraz człowieka, który przed chwilą na nim siedział, a teraz zmierzał w jego stronę, przemawiając w raczej chłodnym tonie. Nie mógł być to nikt inny jak tylko Lord Stark. Hother był zdziwiony. Po mieszkańcu i panu zamku trzy razy większego od Ostatniego Domostwa, spodziewał się że sam będzie trzy razy większy od pana Ostatniego Domostwa. Tymczasem Stark był wysoki i postawny, ale wciąż o co najmniej półtorej głowy od Snowa niższy.

Mimo wszystko od mężczyzny biło coś, co budziło respekt nawet pomimo jego niższego wzrostu, dlatego Hother niemal odruchowo przypadł na jedno kolano, opuszczając tobół wedle ciała. Nie ze strachu. Z intuicyjnego szacunku i tego co jakimś cudem udało się wlać maesterowi w jego nieokrzesany mózg. Do swoich następnych słów zaprzągł wszelkie walory swojego mało dyplomatycznego umysłu, by nie brzmiały zbyt prostacko ani obcesowo.
- Lordzie Stark! Panie! Jestem Hother Snow! - huknął gromko i niemal wesoło, jak na przekór i niezrażony stosunkowo cichym i surowym słowom lorda Winterfell - Syn Jona Umbera z Ostatniego Domostwa, posiadacz największego... topora na północ od Fosy! - nieokrzesanie i brak poszanowania dla ustalonego ceremoniału był aż nadto ewidentny, ale młodzieniec przemawiał od swojego prostego serca i ze szczerością - Przybyłem, by ofiarować ci go na twę służbę. Na poświadczenie mych słów, niosę ze sobą list od mego dziadka, lorda Hothera - to mówiąc okazał drugi z niesionych listów, ten skierowany bezpośrednio do Lorda Correna.

Nie było tam napisane zbyt wiele i zbyt szczegółwo. Ot wyrazy szacunku, uznania, pozdrowienia i informacja o zamiarach Hothera, o tym że wbrew pozorom dobry z niego chłopak i inne tego typu dyrdymały, mające zachęcić lorda Winterfell.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala Tronowa    

Powrót do góry Go down
 
Sala Tronowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Sala Tronowa
» Sala tortur.
» Sala balowa
» Sala balowa.
» Sala #69

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja II :: Winterfell-
Skocz do: