IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Owalny Gabinet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Owalny Gabinet    Pon Lip 18, 2016 9:28 pm

Miejsce pracy Morskiego Lorda gdzie przyjmuje również interesantów [Opis w budowie]
Powrót do góry Go down
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Pon Lip 18, 2016 10:28 pm

7 lutego 266AC

Od kilku dni do gabinetu Barsaviego przybywały bardzo dziwne raporty...
Wszystko zaczęło się 5 lutego, kiedy jeden z jego ludzi, mających za zadanie obserwować Port Łachmaniarza doniósł mu o flocie składającej się z jedenastu drakkarów i galery. Statki wypełnione były futrami, skórami oraz kością słoniową. W zawartości ładowni nie było nic zaskakującego. Do Braavos od wieków dobra te spływały, głównie z dalekiego Ibb oraz do niedawna z nieco mniej odległego Lorath. Ten ładunek był jednak zaskakujący z powodu miejsca z którego przybył.
Lord Barsavi po raz kolejny przeczytał raport dotyczący tajemniczych statków. Według tego, co przekazał obserwator statki opłaciły cło nie monetami, jak było to w zwyczaju lecz w dobrach przewożonych w ładowniach. Załoga składała się głównie z Żelaznych ludzi - nacji która ponoć prawie całkowicie wymarła, zaś jej niedobitki, zostały rozproszone gdzieś po Żelaznych Wyspach i Zachodu marząc o powrocie do dawnej chwały. Załogę uzupełniał dziwny lud, posługujący się nieco archaicznie wykonaną, brązową bronią. Mimo tych różnic wszyscy oni przedstawiali się jako wolni ludzie i mówili, że przybyli z portu zwanego Hardohome. Nazwa ta nic Barsaviemu nie mówiła. W  poszukiwaniu portu przeszukał całą mapę Essos oraz posługując się "Powszechnym spisem miast i wiosek Siedmiu Królestw sporządzonych za miłościwie nam panującego Baleora II" pióra maestra Erwina próbował odszukać miasta na terenach Westeros. Na temat portu nie było jednak ani wzmianki. Zaintrygowany tym faktem Barsavi zlecił obcerowanie załogi tajemniczych statków.
Przez kolejne kilka dni załoga robiła to czym zwykle zajmują się marynarze dotarłszy do portu: chędożeniem dziewek i zalewaniem się w trupa w najpodlejszych tawernach miasta. Jeden z załogantów, najwidoczniej oddelegowany do tego, zajął się jednak załatwianiem interesów.
- Kupili broń, żywność, koce, narzędzia... - Powiedział sam do siebie przerzucając kolejną stronę dokumentu. Jako Morski Lord wiedział kto w mieście czym i z kim handlował. Wszak był odpowiedzialny za zebranie podatków a ciężko oblicza się je nie znając wartości transakcji jakie zawierają podlegli mu kupcy - W zamian przywożąc skóry, futra i kość słoniową... - Dwa pierwsze dobra wskazywały na północ, jednak na północy nie było słoni.
Barsavi zdjął myryjskie soczewki i potarł powieki. Lata czytania w kiepsko oświetlonych pomieszczeniach spowodowały, że coraz gorzej widział, zwłaszcza gdy ktoś bazgrał tak, jak osoba której pismo właśnie czytał. Zadzwonił małym srebrnym dzwoneczkiem leżącym na biurku. Drzwi po prawej stronie gabinetu otwarły się w pojawił się w nich niski, odziany na czarno, łysiejący człowieczek.
- Weźcie kogo trzeba i sprowadźcie mi tutaj tego Harlawa. Chciałbym z nim pogadać - Palec Morskiego Lorda kilkakrotnie stuknął o otwarty raport, gdzie podkreślone czerwonym tuszem widniało nazwisko głównodowodzącego - Grzecznie sprowadźcie! Nie chcę żadnych rozruchów w mieście! - Przestrzegł jeszcze. Z tego co wiedział o żelaznych ludziach należą oni do dosyć porywczej nacji. Człowieczek podszedł do masywnego, hebanowego biurka przy którym pracował Barsavi i wziął interesujące go dokumenty. Skłonił się i wyszedł tymi samymi drzwiami przez które wszedł. W oczekiwaniu na przybycie gościa Barsavi zajął się przeglądaniem kolejnych raportów z sytuacji w mieście. W tym samym czasie płaskodenna łódka z sześcioma odzianymi w czerń postaciami płynęła już w stronę Portu Łachmaniarza aby odnaleźć Harasa Harlawa i zaprosić go do pałacu.
Powrót do góry Go down
Pan Światła
R'hllor, Serce Płomieni, Bóg Ognia i Cienia
avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Wto Lip 19, 2016 12:04 am

Haras Harlaw stawił się bez problemów, zostawił nawet całą broń na statku poza jednym sztyletem i ukrytym w bucie nożem. Jego ubiór był również najlepszej jakości na jaką mógł sobie pozwolić, oznacza to, że przed wyjściem dokładnie otrzepał go z łatwego do usunięcia brudu. Statki Harlawa były już załadowane, a kontraktów nie udało mu się znaleźć, może wizyta u samego Morskiego Lorda coś zmieni. Gdy tylko wprowadzono Żelaznego Człowieka do gabinetu, skłonił się on przed Barsavim.
- Morski Lordzie - powitał go. - Czym zasłużyłem sobie na ten... zaszczyt - szukał tego słowa sekundę - jakim jest spotkanie z tobą?
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Wto Lip 19, 2016 12:27 am

Barsavi stał odwrócony do gościa tyłem wyglądając przez wysokie okna wychodzące na Tytana Fioletowy Port. Dzięki takiemu usytuowaniu gabinetu Morski Lord mógł obserwować każdy statek jaki przepływał między nogami gigantycznej rzeźby. Pomocny w obserwacjach był mosiężny tubus wypełniony soczewkami, ustawiony na trójnogu spoczywający tuż obok.
- Zwykła ciekawość panie Harlaw - Powiedział nie odwracając się i oglądając odbicie rozmówcy w okiennej szybie. Dłonie o długich, bladych palcach splótł za plecami. - Usiądź proszę i nalej sobie wina - Odwrócił się na pięcie i lekkim ruchem dłoni wskazał na biurko na którym spoczywała kryształowa karafka wypełniona rubinowym płynem. Obok stał maleńki kieliszek na cieniutkiej nóżce wykonany z tego samego materiału.
- Zaintrygowałeś mnie panie Harlaw. - Powiedział podchodząc kilka kroków i siadając po drugiej stronie biurka, na wielkim, bogato rzeźbionym krześle niepokojąco przypominającym tron. - Potomek rodu wygnanego ze swej ojczyzny - Zanim Harlaw przybył do pałacu, Barsavi miał czas sprawdzić co nieco o historii jego rodu oraz Żelaznych Wysp. - Przybywa tutaj wraz z załogą sobie podobnych wyrzutków. Każą zwać się wolnymi ludźmi, choć wcale nie wyglądają na wyzwolonych niewolników. Wypłynęli z portu, którego nie ma na mapach. Nie powiesz chyba, że nie miałem prawa czuć się zaintrygowany waszą obecnością - Oparł łokcie na biurku i złożył palce w piramidkę. Stalowoszare oczy Morskiego Lorda spojrzały głęboko w oczy żelaznego - Powiedz mi więc. Czego ty i twoja załoga szukacie w moim mieście? - Spytał choć domyślał się odpowiedzi. Zakup broni wyraźnie wskazywał jaki jest cel podróży Harlawa.
Powrót do góry Go down
Pan Światła
R'hllor, Serce Płomieni, Bóg Ognia i Cienia
avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Wto Lip 19, 2016 1:15 am

Haras wpatrywał się oczekująco w plecy Morskiego Lorda, niepewny swojej przyszłości. Cała ta misja była trudna, nawet dla obdarzonego tak bystrym umysłem Żelaznego Człowieka. Braavos... Porażało swoim ogromem i rozmachem. I porażało syna Wysp, którego przodkowie budowali potężne okręty, wznosili zamki i handlowali z miastami takie jak to lub je łupili. Thennowie przybyli z nim na statkach praktycznie ich nie opuszczali, przytłoczeni ogromem miasta.
Na dźwięk głosu gospodarza, Harlaw lekko się rozluźnił, chociaż wciąż czuł się nieswojo w tak bogatym wnętrzu. Posłusznie podszedł do biurka, zajmując wskazane miejsce. Odmówił jednak grzecznie wina, nie smakowało mu, wolał ale. Nie chciał też przypadkiem czegoś rozlać lub zbić i tym samym pogrążyć się w oczach Barsaviego.
Uważnie słuchał, co Morski Lord ma do powiedzenia i musiał stwierdzić, że najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy z kilku oczywistych dla mieszkańców Westeros rzeczy. Nie wątpił jednak, że jego gospodarz - mimo kilku braków - posiada o wiele większą wiedzę na temat jego ojczyzny niż większość mieszkańców wschodniego kontynentu. Ta rozmowa mogła wielce pomóc jego ludziom jeżeli pójdzie dobrze, a walka lub działanie na niekorzyść dzikich nie były w interesie Braavos, przecież nie byli dla nich zagrożeniem większym od komara. Dlatego też Haras postanowił być szczery.
- Handlujemy, Panie - odpowiedział. - Sprzedajemy to co możemy zdobyć za Murem i kupujemy to czego nam brakuje, aby zawieźć to naszym ludziom. Przegnani na mroźną północ straciliśmy wiele narzędzi i potrzebnych zasobów, trudniej nam przez to funkcjonować jak dawniej. Domy stawiamy solidne, jednak ciężko z budową nowych statków. Żywności wśród śniegów również jest niewiele.
Harlaw zrobił krótką przerwę, rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu jakieś mapy, która mogłaby wisieć na ścianie.
- Jeżeli chodzi o moją załogę, to poza Żelaznymi Ludźmi są tam Thennowie - wyjaśnił. - Jest to jedno z plemion, tak zwanych na południe od Muru, "dzikich". Oni sami zaś nazywają się Wolnymi Ludźmi, ponieważ szczycą się swoją niezależnością i tym, że nie posiadają władców przed którymi klękają. Thennowie są najbardziej zaawansowani spośród tych ludzi, wytapiają brąz, ale mają braki... językowe. Większość z nich zna jedynie Starą Mowę Pierwszych Ludzi.
Miał nadzieję, że udzielenie obszernych wyjaśnień w interesujących Morskiego Lorda sprawach zjedna mu jego przychylność. Szansa zawsze była, a nie miał nic do stracenia.
- Nasz port natomiast nazywa się Hardhome i leży nad tworzącą naturalny port zatoką - oznajmił. - Już kiedyś Wolni Ludzie wznieśli tam coś na wzór prawdziwego miasteczka, pierwszego za Murem, jednak zostało ono zniszczone w tajemniczych okolicznościach. Niektórzy podejrzewają atak handlarzy niewolników, którzy czasami szukają łupów wśród ludzi żyjących za Murem, inni mówią o bardziej... mrocznych siłach. Z tego też względu miejsce uważane jest przez wielu za przeklęte, ale to tylko głupi przesąd.
Haras zamilkł, czekając co powie Morski Lord. Nie chciał wyskakiwać od razu z propozycjami handlu, to mogłoby być uznane za niegrzeczne. Lepiej zaczekać, aż gospodarz sam poruszy takie kwestie lub przynajmniej pokaże, że jest w dobrym humorze. O ile ten odziany w czerń mężczyzna kiedykolwiek był w dobrym humorze.
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Wto Sie 02, 2016 9:47 pm

- Handlujecie... - Powtórzył słowa Harlawa i zakręcił młynka kciukami - Fakt, wiele osób przybywa tu aby handlować. Braavos to jedno z najbogatszych miast w całym Essos. A kto wie, może i na całym świecie. Mnóstwo ludzi przybywa tu aby handlować... - Dał Harlawowi chwilę na przetrawienia tej informacji - Problem leży jednak w tym czym handlujecie. To co przywozicie to zwykłe śmieci. Kość słoniowa? Skóry? Codziennie do miasta przybywają setki statków z ładowniami wypełnionymi tego typu rzeczami. Jestem pewien, że udało wam się cokolwiek sprzedać tylko dlatego, że kupcom z Braavos wydawaliście się wyjątkowo - Barsavi znów przerwał na chwilę - Egzotyczni. Nieczęsto spotykamy teraz Żelaznych Ludzi. To jednak wolne miasto i każdy może handlować w nim tym co chce. Pod warunkiem że płaci podatki - Dodał w myślach  Nałożył na nos soczewki i podniósł jedną z kartek zaścielających biurko - Niepokoją mnie jednak rzeczy które kupiliście w naszym mieście. O ile z twych słów wynika, że narzędzia, żywność i koce są wam potrzebne tak kupno broni nieco mnie niepokoi. Wielu naszych kupców prowadzi interesy w Siedmiu Królestwach. A wielu tamtejszych kupców może być nieco... zaniepokojonych, że sprzedajemy broń ludziom którzy co jakiś czas naruszają jego spokojne granice. I to w zamian za co? Za trochę skór i kość słoniową której mają w bród? Wojna nie sprzyja interesom... - Wydawać by się mogło, że to oświadczenie kończy całkowicie nie tylko audiencję u Morskiego Lorda, lecz również całkowicie zamyka drogę do dalszych interesów w Braavos. Barsavi zamilkł na chwilę rozkoszując się zmieszaniem wymalowanym na twarzy Harlawa. W jego twarzy, jak w otwartej księdze czytał pojawiające się w jego myślach pytania: "Czy każe nam oddać cały zakupiony towar?" "Czy Braavos będzie zamknięte dla naszych statków?". Barsavi uniósł brew, zaś jego wąskie, blade wargi wykrzywiły się w lekkim uśmiechu, który jednak nie obejmował stalowoszarych oczu, wciąż pilnie wpatrzonych w kapitana Żelaznych Ludzi.
- Skoro jednak pochodzicie z krain za Murem macie podejrzewam coś, co może nas zainteresować oprócz tych śmieci które nam przywieźliście teraz. - Spytał. Jego prawa dłoń, niby odruchowo, powędrowała w stronę przycisku do papieru stojącego na biurku. Przycisk miał kształt małego stateczku misternie wyrzeźbionego w fioletowym ametyście. Stateczek był idealnie odwzorowaną braavoską galerą. Miał nawet fioletowe żagle wykonane z jedwabiu a nawet maleńką załogę składającą się z ametystowych ludzików. - Domyślasz się co to?
Powrót do góry Go down
Pan Światła
R'hllor, Serce Płomieni, Bóg Ognia i Cienia
avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Wto Sie 02, 2016 10:38 pm

Harlaw słuchał cierpliwie co ma do powiedzenia Morski Lord. Zdążył już zauważyć rozmiary portu w Braavos, a także liczbę odwiedzających je okrętów. Żelazny Człowiek nie zgadzał się w żadnym razie z tym co mówi władca miasta. Skóry i futra może nie były cenne, ale były potrzebne. Kość słoniowa natomiast na pewno nie była śmieciem.
- Kupiliśmy broń tak jak kupuje ją wielu innych, a potrzebujemy jej do obrony naszych ludzi przed atakami Nocnej Straży, która nęka zarówno Wolnych Ludzi jak i nas, nawet gdy nie ma z naszej strony żadnej agresji - odpowiedział Żelazny. - Jeżeli nie chcecie nas w Braavos, Panie, to popłyniemy dalej, do Lorath lub Pentos. Żelaźni Ludzie nie prowadzą z nikim wojny, jedynie handlujemy.
Po chwili Barsavi postanowił jednak przedstawić ofertę, którą kupcy z jego miasta odrzucili.
- Drewno, oczywiście. Za Murem jest mnóstwo lasów - odpowiedział Harlaw. - Proponowałem je już tutejszym kupcom, ale wydaje mi się, że uznali je za niezbyt kuszące.
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Wto Sie 02, 2016 11:22 pm

- Nocna straż to, o ile mi wiadomo, organizacja która ma spore poważanie w Siedmiu Królestwach, mimo że nie jest zbyt zamożna - Morski Lord przypomniał sobie swoją wizytę na Murze sprzed jakiś dwudziestu pięciu lat. Był wtedy młodym, wielce obiecującym emisariuszem w służbie Żelaznego Banku i ruszył na Mur aby negocjować spłatę długu zaciągniętego przez któregoś z Lordów Dowódców. Nocna Straż w tamtym czasie była wciąż solidnie osłabiona po wojnie sprzed  i potrzebowała pieniędzy na zakup sprzętu i odnowienie jednej ze swych licznych twierdz. Barsavi był zachwycony potęgą starożytnych budowniczych, którzy potrafili zbudować tak wielką konstrukcję wykorzystując tylko lód i kamienie. Negocjacje nie trwały długo, dlatego też Barsavi spędził zaledwie kilka dni podziwiając tę wspaniałą budowlę. W tym czasie jednak poznał trochę zwyczajów Nocnej Straży i wiedział, że wina leży raczej po stronie Wolnych Ludzi. To wszakże oni wysyłali łupieżcze wyprawy na południe, których celem był rabunek i gwałt. Wygląda jednak na to, że wtedy poznał zaledwie jedną stronę medalu. Choć już dawno dowiedział się, że prawda zwykle leży pośrodku.
- Kupcy w mieście nie byli zainteresowani kupnem drewna bo i tak nie mieliby z niego pożytku. Zapewne wpływając do portu widzieliście pewną wyspę z potężną twierdzą. Braavos nie ma murów, a przynajmniej takich, które widujecie w Westeros. Tam powstają nasze mury. Drewniane mury... - Dodał przesuwając ametystowy stateczek na środek biurka dając Żelaznemu Człowiekowi wyraźnie do zrozumienia jakie mury ma na myśli. - To Arsenał. Śmiem sądzić, że najpotężniejsza i największa stocznia we wszystkich Wolnych Miastach. Stocznia nad którą pieczę sprawuje ja. Dlatego żaden kupiec nie chciał kupować waszego drewna. Wiedział, że prędzej czy później i tak trafi ono w moje ręce i pod piły Arsenału.
- Dlatego przywieźcie mi drewno
- Powiedział po krótkiej przerwie -Dobre drewno. Znacie się na budowie okrętów więc zapewne wiecie o co mi chodzi. A dostaniecie wszystko czego będzie wam potrzeba. A co najważniejsze będziecie mieli W mieście przyjaciela. A przyjaźń Braavos jest czasem cenniejsza niż tysiące mieczy i ładownie wypełnione zbożem. Udajcie się więc do świątyni Ojca Wód... - Przerwał na chwilę. Barsavi nie należał do zbyt religijnych ludzi. Owszem, czasem uczestniczył w nabożeństwie w którejś z licznych braavoskich świątyń, jednak nigdy nie przykładał sięd o rozmów z bogami. Ojciec Wód wydał mu się jak najbardziej adekwatny do sytuacji, dlatego postanowił wymienić właśnie jego- Czy tam do innego boga, złóżcie mu ofiarę i wracajcie pomyślnie do swego portu. Nasz port pozostaje dla was otwarty - [/b] Lekkim skinięciem dłoni dał znać Harlawowi, że rozmowa skończona.
Powrót do góry Go down
Pan Światła
R'hllor, Serce Płomieni, Bóg Ognia i Cienia
avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Wto Sie 02, 2016 11:28 pm

Żelazny Człowiek wysłuchał do końca swojego gospodarza. Skłamałby twierdząc, że się nie cieszy. W końcu ich drewno chciał kupować sam Morski Lord, a to było nie lada osiągnięcie. Zgodził się na propozycję handlu i po podziękowaniu czym prędzej opuścił pałac. Czekały na niego załadowane statki i długa podróż do domu...
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Czw Sie 04, 2016 1:08 am

Lord Barsavi siedział w swym gabinecie w kompletnej ciszy nasłuchując kroków Harlawa mieszających się z krokami odprowadzającego go do bram człowieka, prawdopodobnie jednego z pałacowych gwardzistów lub lokaja. Wszak służba nie mogła pozwolić aby ktoś taki jak Żelazny Człowiek sam włóczył się po pałacu. Jeszcze mógłby coś ukraść!
- Słyszałeś wszystko? - Spytał nagle wpatrując się w zamknięte drzwi prowadzące za korytarz. Wydawać by się mogło, że w pomieszczeniu nie ma nikogo, jednak skądś odezwał się głos odpowiadający na pytanie Morskiego Lorda.
- Oczywiście wasza lordowska mość - Jeden z wielkich obrazów, przedstawiających panoramę miasta otworzył się nagle na dobrze nasmarowanych i praktycznie niewidocznych zawiasach odsłaniając ciemną wnękę znajdującą się za nim. Pierwszy Miecz Braavos, osobisty obrońca Morskiego Lorda nigdy nie opuszcza swego pana, gotów chronić go przed wszelkimi niebezpieczeństwami.
- I nie sądzę, żeby sprzedaż broni wrogom jednego z największych królestw świata była dobrą decyzją - Dodał. Podszedł do biurka i nie pytając nawet o zgodę nalał sobie wina którym wzgardził kapitan Żelaznych Ludzi. Barsavi należał do ludzi, którzy nie ufają nikomu. Pierwszy Miecz był chlubnym wyjątkiem potwierdzających tę regułę. Z racji, że obaj panowie musieli przebywać ze sobą wiele czasu wytworzyła się pomiędzy nimi nić porozumienia: Barsavi pozwalał mu zachowywać się bez skrępowania i mówić to co myśli, Pierwszy Miecz zaś skrzętnie wykorzystał to prawo krytykując prawie każdą decyzję Morskiego Lorda. Callo odpowiadał ten stan. Krytyka ze strony kogoś, kto myślał głównie mieczem a nie głową czasem otwierała oczy na niektóre błędy.
- Owszem, zgadzam się - Przyznał Barsavi potakująco kiwając głową- Jednakże spójrz na swoją broń - Pierwszy Miecz spojrzał na długi, wąski miecz z koszem chroniącym rękę, wiszący na przewieszonym przez pierś pendentcie. - Czy wyobrażasz sobie żelaznego człowieka albo jednego z tych "wolnych ludzi" walczących taką bronią?
- Właśnie - Powiedział Barsavi widząc przeczący ruch głową - Dlatego też nie możemy im sprzedawać naszych mieczy - Pierwszy Miecz zdawał się niczego nie rozumieć. Barsavi wstał od biurka i podszedł do okna. - Rozkaż przygotować moją barkę. Czuję, że jutro musimy odwiedzić Arsenał - Powiedział spoglądając na szarą, ponurą wyspę chroniącą dostępu do miasta.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Pią Sie 05, 2016 12:11 am

Kilka chwil po opuszczeniu komnaty przez Żelaznego, rozległo się głośne pukanie. Drzwi się otwarły i do wnętrza wszedł jeden z ludzi Barsaviego. Podchodzący pod pięćdziesiątkę mężczyzna o ciemno brązowych włosach, przetykanych siwymi nitkami sięgających do barków, będących w lekkim nieładzie. Jedną ręką podpierał się na drewnianej lasce, zaś drugą gładzi swoją śnieżnobiałą brodę.
- Panie, przed chwilą straże przyprowadziły małego chłopca. Chwilę później przybył kupiec twierdzący, że ten dzieciak go okradł. Domaga się sprawiedliwej kary. Czy mam ich wprowadzić..? - zaraportował, zadając na koniec pytanie...
Powrót do góry Go down
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Pią Sie 05, 2016 9:45 pm

- Ciekawe ileż to może ukraść mały chłopiec? - Spytał retorycznie - I w jaki sposób szanowany kupiec utrzymał się w biznesie, skoro pozwala okradać się przez małych chłopców - - Dodał odwracając się od wychodzącego na port okna i spojrzał na brodacza i natychmiast skojarzył twarz z nazwiskiem. Barsavi miał zaiste wspaniały talent do zapamiętywania ludzi. Gdzieś w przepastnych archiwach pałacu znajdowała się prawdopodobnie skórzana teczka opatrzona nazwiskiem brodacza, wypełniona dokumentami dotyczącymi przebiegu jego kariery a także wszelkiego rodzaju świństwami jakich się dopuścił. Barsavi należał do ludzi lubiących dużo wiedzieć. A szczególnie lubił wiedzieć dużo na temat swoich ludzi.
- Dobra, przyprowadźcie ich - - Powiedział zasiadając w swym wygodnym, czarnym fotelu. Pierwszy miecz stanął po jego prawej stronie, niby od niechcenia opierając dłoń na rękojeści miecza, gotów bronić Morskiego Lorda. Choć nikt w pomieszczeniu nie spodziewał się raczej, że Barsaviemu może cokolwiek grozić jakiekolwiek niebezpieczeństwo ze strony kupca lub chłopca.
-- Gdybym musiał zajmować się każdym przypadkiem kradzieży w tym mieście z pewnością nie zostałaby mi ani minuta na inne zajęcia - Powiedział, kiedy brodaty mężczyzna wyszedł, aby przyprowadzić kupca i złodziejaszka. W Braavos mieszkało wszak wielu ludzi i nie każdy z nich był uczciwy. Na ulicach, targach i karczmach wprost roiło się od złodziei wszelkiego rodzaju. Praktycznie codziennie w którymś z kanałów znajdowano ogryzione przez kraby i ryby zwłoki. Ba, nawet tuż pod samym pałacem, obok Księżycowej Sadzawki codziennie toczono pojedynki z których nie każdy kończył się po pierwszym zranieniu. W tej kradzieży musiało być coś szczególnego.
Chwilę później ponownie rozległo się pukanie i do pomieszczenia weszli zawezwani ludzie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Pią Sie 05, 2016 10:10 pm

Dwaj strażnicy wprowadzili do komnaty małego chłopaka wyglądającego na jakieś czternaście, no może piętnaście lat. Na pierwszy rzut oka wychudzony młokos o podłużnej twarzy, w rzeczywistości był bardzo sprytny i zwinny. Zaraz za nimi w drzwiach pojawił się wspomniany wcześniej kupiec. Gruby mężczyzna o owalnej twarzy i palcach grubych jak nóżki od fotelu Barsaviego. W pierwszej chwili zatrzymał się niepewny, widząc Pierwszy Miecz Braavos, lecz już po chwili wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi.
- Morski Lordzie. - skinął głową w geście powitania. - Ten tutaj chłopak... - wskazał go wyciągniętą dłonią. - okradł mnie, kiedy zajęty byłem załatwianiem opłaty cła za nowo nabyte towary! Zabrał moją sakiewkę, w której było pięćdziesiąt złotych monet na opłaty i żołd dla załogi. -
- Nieprawda! Nikogo nie okradłem! - wyparł się chłopak, próbując uwolnić z uścisku strażników. - To jakaś pomyłka, ja nic nie zrobiłem. Sprzedawałem ostrygi i małże dla mojej matki. - zapierał się na dobre...


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Pon Paź 03, 2016 2:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Pią Sie 05, 2016 10:32 pm

- Usiądź chłopcze - Powiedział ojcowskim tonem i lekkim ruchem dłoni wskazał na krzesło, jeszcze niedawno zajmowane przez Harlawa. Skinął na strażników, aby puścili chłopaka. Ci spoglądnęli po sobie z niepokojem wymalowanym na twarzach skrytych pod hełmami. Po chwili jednak wypełnili polecenie i stanęli po obu stronach krzesła zajmowanego przez złodziejaszka, gotowi aby zainterweniować w razie potrzeby.   - Ciebie również proszę abyś usiadł - Wskazał na drugie krzesło stojące w lekkim oddaleniu od biurka. Oba krzesła wykonane były, jak prawie wszystkie meble w gabinecie, z czarnego drewna. Prosta, solidna konstrukcja siedzisk wydawała się wyjątkowo niewygodna, jeśli porównać by ją do wielkiego, przypominającego tron fotela Morskiego Lorda.
- A więc ten chłopak ukradł twą sakiewkę w której było pięćdziesiąt sztuk złota - Powtórzył patrząc kupcowi głęboko w oczy szukając w nich choćby cienia kłamstwa. - Za to ty sądzisz, że nic nie zrobiłeś lecz jedynie sprzedawałeś ostrygi i małże... - Stalowoszare oczy zwróciły się w stronę chłopca - Wygląda na to, że któreś z was kłamie. - Powiedział, choć dla wszystkich w pomieszczeniu było to oczywiście jasne.
- Czy przy chłopcu znaleziono jego łup? - Spytał po chwili milczenia - Proszę przyprowadzić strażników, którzy dokonali aresztowania domniemanego złodzieja. - Powiedział do jednego z gwardzistów. Ten zasalutował, odwrócił się na pięcie i wyszedł z gabinetu aby wydać rozkazy.
- A wy  w tym czasie możecie opowiedzieć co zaszło. Zacznijmy od twojej wersji wydarzeń - Wskazał na kupca. Splótł dłonie w piramidkę i uważnie wysłuchał opowieści handlarza. Kiedy ten skończył o swoją wersję wydarzeń poprosił domniemanego złodzieja. W tym czasie gwardzista powinien przyprowadzić strażników, którzy zaaresztowali chłopaka. W trakcie opowieści chłopca dyskretnie, niby przyjacielsko, zapytał kim jest jego matka, czym i gdzie się zajmuje oraz o jej stan zdrowia.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Sob Sie 06, 2016 3:58 pm

Chłopak dumnie zadarł podbródek i wyrywając się strażnikom usiadł na krześle. Po chwili to samo uczynił kupiec.
- Żadnej sakiewki przy nim nie znaleziono. - zaraportował jeden ze strażników.
- Dzisiejszego poranka zawinął do portu mój statek z nowymi koronkami z Myr i barwnikami do nich. Jak to zwykle bywało, udałem się do celnika, aby zapłacić cła za towary i zaraz potem wypłacić załodze należne żołdy. Kiedy tak stałem i rozmawiałem, poczułem szturchnięcie z tyłu. Instynktownie odwróciłem się i spostrzegłem tego chłopca biegnącego i brak mojej sakiewki. Ruszyłem za nim najszybciej jak tylko mogłem, wołając straże. Kiedy skręciłem dwa razy za nim w uliczkę, w końcu stał przy wózku z owocami zatoki i zaraz też pojawiły się straże. Po tym kazałem im go aresztować za kradzież i tak oto jesteśmy tutaj. - kupiec opowiedział swoją wersję wydarzeń. Wyglądał na bardzo wzburzonego i pewnego do granic możliwości o winie pojmanego. Po nim przyszła kolej na chłopaka.
- To kłamstwo! Od samego rana sprzedawałem ostrygi i małże, chodząc po Porcie Łachmaniarza. W pewnej chwili przybiegł ten facet i oskarżył mnie o kradzież! Potem pojawili się strażnicy i próbowałem im wytłumaczyć, że to pomyłka. - taką oto opowieść usłyszał Morski Lord z ust chłopaka oskarżanego o kradzież. Nim jednak zdążył coś powiedzieć, otwarły się drzwi, w których stanął kolejny strażnik a zaraz próg przeszła jakaś kobieta.
- Mamo! Oskarżają mnie o kradzież! - krzyknął chłopak gwałtownie wstając. Kobieta zatrzymała się zdziwiona na pierwsze słowo, jednak tylko na uderzenie serca.
- Jak to, dlaczego?! - zapytała, niedowierzając i podchodząc bliżej.
- Ten kupiec oskarża mnie o kradzież jego sakiewki. - odpowiedział młodzieniec, wskazując mężczyznę.
- Przecież nie znaleźli przy Tobie żadnej sakiewki... - szybko ugryzła się w język. - Znaczy tak mi się zdaje, prawda..? - lekko się speszyła.
- Zaraz, zaraz... - chrząknął kupiec, przyglądając się kobiecie. Coś zaczynało mu świtać w głowie... - Widziałem ją! - krzyknął pełen nadziei. - Kiedy goniłem tego młokosa, omal na nią nie wpadłem, kiedy schylała się po coś... - zerwał się z miejsca, jednak zaraz usiadł. Co ta wiadomość wnosiła do sprawy..? Chyba, że.. spojrzał raz jeszcze na nią i nagle dostrzegł przy jej pasie kawałek wystającego czerwonego woreczka z wyszytymi żółtymi i zielonymi różami...
- Ona z nim współpracuje! - wycelował palcem w kobietę. - Ma mój woreczek! Nie wiem jak to się stało, ale ma go! - chwycił róg materiału i wyszarpnął pokazując wszystkim. Był on jednak pusty. - To moja sakiewka! - mężczyzna był pewien swego.
- To moje! Oddawaj! - wrzasnęła kobieta. - Nie wiem o czym mówisz. Nigdy się nie spotkaliśmy. Poza tym dzisiaj byłam cały dzień w domu. - odpowiedziała na zarzuty, lekko zdenerwowana zaczęła bawić się palcami. Tę małą scenę przerwało otwarcie się drzwi i zapowiedzenie pojawienia dwóch strażników, którzy aresztowali chłopaka. Callo miał szczęście, gdyż mężczyźni właśnie mieli przerwę i spożywali posiłek w koszarowej kuchni...
Powrót do góry Go down
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Sob Wrz 03, 2016 8:09 pm

Barsavi siedział i wysłuchiwał słów kupca i chłopaka, nie przerywając nikomu i nie zadając żadnych pytań. Na nie przyjdzie czas za chwilę. Chwilowo nie przyjmował żadnej strony w konflikcie. Fakt, kupiec z racji na swoją reputację był bardziej wiarygodną postacią niż jakiś tam chłopiec. Kto wie, może zauważył, że sakiewka nie jest zamocowana tak jak trzeba i postanowił ją zwędzić, aby poprawić swój los sprzedawcy małży? Wszak nie od dziś wiadomo, że okazja czyni złodzieja.
Nim zdążył zadać jakiekolwiek pytanie drzwi otwarły się i stanęła w nich kobieta podająca się za matkę chłopaka. Drzwi otwarły się nagle i, co Barsavi stwierdził z niesmakiem, nie były poprzedzone choćby najcichszym pukaniem. Na bogów! Czy ktoś nad drzwiami owalnego gabinetu wywiesił tabliczkę oznajmiającą że to burdel że każdy wchodził tu kiedy mu pasowało?! Morski Lord postanowił, że będzie musiał poważnie porozmawiać z gwardzistami. Zarówno tymi pilnującymi wejścia do pomieszczenia jak i z tymi przy głównej bramie pałacu.
- Bardzo proszę zasiąść - Powiedział słysząc, że wchodząca kobieta jest matką domniemanego złodzieja. I tak miał zamiar wysłać po nią któregoś ze swych gwardzistów aby potwierdziła zeznania chłopaka. Udał jednak, że nie słyszał jej przejęzyczenia.
- Ach, witam również i panią - Powiedział uśmiechając się lekko. Uśmiech jednak nie objął jego oczu które wpatrywały się w kobietę nie zdradzając przy tym żadnych emocji. I tak miał zamiar wysłać kilku strażników do mieszkania kobiety aby potwierdziła wersję chłopaka. Skoro przyszła sama to jakiś człowiek zaoszczędził właśnie kilku setnych części cala powierzchni butów. Jednakże po tej przypadkowej pomyłce językowej postanowił zmienić charakter jej obecności. Ze świadka w mgnieniu oka stała się podejrzaną o współudział.
- A więc... - Chciał zacząć kolejne pytanie, jednak kupiec rzucił się na kobietę wyrywając jej coś zza pazuchy i wrzeszcząc niemiłosiernie. Barsavi delikatnym gestem dłoni wskazał na sakiewkę. Jeden z obecnych w sali gwardzistów niezbyt uprzejmie wyrwał ją kupcowi z ręki i podał Morskiemu Lordowi, który przyglądnął się przedmiotowi przez zwoje binokle.
- A więc sugerujesz... - Wzrokiem i dłonią dał znać gwardziście, który zdawał się dobrze wiedzieć o co Morskiemu Lordowi chodzi. Podszedł pod ścianę gdzie stały proste, hebanowe krzesła. Przyniósł jedno, postawił za kobietą i urękawiczoną dłonią stanowczo położoną na ramieniu usadowił ją na twardym siedzisku. Barsavi zdjął binokle i przez chwilę bawił się nimi objeżdżając długimi, bladymi niczym pająki palcami po srebrnych drucikach utrzymujących szkła. Sakiewka zdecydowanie nie wyglądała na coś, co mogło znaleźć się w rękach kogoś kogo syn był zmuszony handlować owocami morza w Porcie Łachmaniarza. - ...Że siedziałaś dzisiaj cały dzień w domu a ta sakiewka, rzekomo własność tego tutaj kupca - Wskazał na mężczyznę - Przypadkowo - Wyraźnie zaakcentował to słowo - wpadła przez okno twego domostwa i zupełnie przypadkiem - Znów wyraźnie zaakcentowanie - Znalazł się za twoim paskiem a ty nieświadomie przyniosłaś go tutaj? - Spytał w końcu mierząc kobietę wzrokiem i czekając na jej odpowiedź. Wtem drzwi otwarły się po raz kolejny. Barsavi miał właśnie wygłosić jakąś uwagę na temat pukania i drzwi od karczmy, jednak zorientował się, że przyszli wezwani przez niego strażnicy.
- Ach są i nasi dzielni stróże prawa. Mam do was kilka pytań - Strażnicy wydawali się nieco przejęci tym, że wezwano ich do Pałacu, zwłaszcza w czasie przerwy. Robota w straży była całkiem dochodową posadką a z pewnością lepszą niż smażenie langust w portowej tawernie - Najpierw jednak wysłuchajmy co ma do powiedzenia ta pani - Strażnicy odetchnęli. Kiedy Barsavi wysłuchał opowieści kobiety wezwał strażników i nakazał aby opowiedzieli co się wydarzyło. Wypytał ich głównie o to, skąd wiedzieli, że to właśnie ten chłopak jest złodziejem. Uciekał? A może pobiegli po prostu za wskazaniem kupca?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Pią Wrz 09, 2016 1:37 pm

Kobieta trochę speszona, wykonała wszystkie rozkazy. Zarumieniła się na twarzy, kiedy Barsavi wspomniał o jej pobycie w domu. Bogowie jak mogła być tak głupia!
- Eee... to znaczy... Nie cały dzień w domu byłam, ale się nie znamy! Nigdy go nie widziałam. - próbowała się wytłumaczyć. Kłamstwo. - A ten woreczek jest mój. Dostałam go od swojej babci, kiedy jeszcze nasza rodzina zajmowała się jeszcze handlem. - kolejne kłamstwo. Nie miała jednak wyboru, musiała brnąć w to dalej, skoro już się tu znalazła.
Gdy pojawili się strażnicy, chłopaka na uderzenie serca ogarnął strach. Mężczyźni - kiedy przyszła ich kolej - zgodnie opowiedzieli swoją wersję wydarzeń. Odbywali patrol w Zatoce Łachmaniarza, kiedy na jednej z uliczek podniósł się rumor. Pospieszyli i tam i zobaczyli kupca szarpiącego się z chłopakiem, którego znali już z widzenia. Niejednokrotnie podpadał im, biegając po ulicach czasami oskarżany o kradzież czegoś, jednak nigdy nie było dowodów...
Powrót do góry Go down
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Pon Wrz 12, 2016 12:01 am

- A więc wszystko jasne - Powiedział kiedy strażnicy opowiedzieli swoją historię. Chłopak nie był aż tak niewinny za jakiego chciał uchodzić. Jego matka też wyglądała na taką, która niejedno ma na sumieniu.
- Wszyscy wyjść - Rozkazał - Z wyjątkiem ciebie - Wskazał na chłopaka, który już zerwał się z krzesła z myślą, że znów mu się upiekło. Widząc ponure oblicza gwardzistów mówiące "stoimy za drzwiami i nawet nie próbuj stąd uciec" usiadł posłusznie z powrotem. Rozkaz oczywiście nie dotyczył też Pierwszego Miecza, który jednak odsunął się pod ścianę z kielichem wina w ręce i udawał że bardziej niż rozmowa interesują go tytuły ksiąg na jednej z półek.
- Chłopcze - Powiedział Barsavi wstając z krzesła. Chwycił hebanową laskę zwieńczoną srebrną gałką, do tej pory opartą o biurko i stanął za chłopakiem. Ojcowskim gestem położył mu dłoń na ramieniu - Wiesz, że to co tutaj usłyszałem wystarczy żeby skazać cię na kilka lat w Pałacu Sprawiedliwości. Chyba wiesz co to za miejsce? - Każdy w Braavos wiedział czym jest Pałac Sprawiedliwości. Bardzo ponurą twierdzą zbudowaną na nagiej samotnej wyspie położonej gdzieś w okolicach Braavoskiego wybrzeża. - Zaufaj mi chłopcze, nie chcesz tam trafić - Czy tylko mu się wydawało, czy złodziejaszek zbladł słysząc wzmiankę o ponurym więzieniu - Jak zapewne słyszałeś tamtejsze cele nie należą do zbyt wygodnych. Słyszałem, że czasem bywają zalewane przez pływy. A jeden z moich poprzedników, Lord Terys, nie bez powodu zwany Szalonym kazał sprowadzić i umieścić w lochach jadowite pająki, skorpiony i węże. - Lord Terys Szalony, rządzący kilkaset lat temu rzeczywiście kazał sprowadzić jadowite zwierzęta i umieścić je w lochach. Oczywiście żadne z nich nie przeżyło w zimnym klimacie Braavos, jednak na ich truchłach wyżywiła się całkiem spora populacja pospolitych szczurów, które stały się istną plagą więzienia z którą oczywiście straż nie mogła walczyć z powodu ograniczonych funduszy - Kiedy będziesz stąd wychodził w długim korytarzu będziesz mógł obejrzeć jego portret. To ten otyły mężczyzna z czerwonymi, wyłupiastymi oczami i zakrwawionymi kleszczami w ręce. Na pewno poznasz. - Do pustego kielicha nalał odrobinę wina i podał go chłopakowi - Kobiety nie mogą liczyć na lepsze traktowanie. Fakt, strażniczkami tam są również kobiety, ale nie sądzę żeby były zbyt zadowolone że muszą pilnować kogoś w takim oddaleniu od swych mężów i domów. A przypominam, że twoja matka też jest zamieszana w całą sprawę. Wszak znaleziono przy niej prawdopodobnie kradziony przedmiot a to bardzo wielki dowód.
- Więc - Zaczął po chwili milczenia dając chłopakowi czas, aby przetrawić nowe informacje i dobrze sobie to wszystko przemyśleć - Twój los spoczywa teraz w moich rękach. Jednym podpisem pod aktem oskarżenia jestem w stanie przekreślić całe twoje życie. Widzę jednak wyjście z tej sytuacji - Twarz chłopaka rozpromieniła się nieco - Jeśli powiesz mi gdzie ukryłeś łup nakażę umieścić w was nieco... przyjemniejszym miejscu. Powiedzmy w celi w koszarach straży albo pałacowej gwardii. Zaufaj mi to zdecydowanie lepsze miejsca. Postaram się, abyście mieli regularnie wymieniane sienniki i żeby nikt wam nie pluł do zupy, podawanej zresztą również regularnie. Przemyśl to... - Zasiadł za biurkiem i przysunął do siebie kawałek czystego papieru ze stojącego na biurku stosu. Wyciągnął pióro i zanurzył je w inkauście - Jeśli nie chcesz abym w akcie skazania wpisał "Pałac Sprawiedliwości" powiedz gdzie ukryliście łupy i czy ktoś jeszcze jest zamieszany w ten złodziejski proceder?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Pon Paź 03, 2016 2:53 pm

Chłopak pobladł na moment, kiedy Barsavi rozkazał wszystkim poza nim wyjść. Jednak zaraz przybrał ten sam wyraz twarzy, wyraz pewnego siebie młodzieńca. Już zamierzał zaprotestować na pierwsze słowa Callo, kiedy usłyszał "Pałac Sprawiedliwości".
Dobrze znał to miejsce z opowieści innych zdeprawowanych mieszkańców Braavos. Na moment serce zabiło mu szybciej. Nie miał ochoty tam trafić.
Kiedy jednak Morski Lord wspomniał o wyjściu z tej sytuacji, chłopak uśmiechnął się chytrze w duchu. W jego oczach błysnęła... chytrość..? Niee, lepszym słowem będzie przebiegłość. Tak, przebiegłość. Skoro Callo Barsavi chciał grać dalej, to niech gra, ale na jego zasadach. Przy odrobinie szczęścia uda mu się upiec trzy pieczenie nad jednym ogniskiem. I to z przyprawami!
- Proszę tylko nie Pałac! - zaraz wybuchnął histerycznym błaganiem. Nawet kilka łez zakręciło się w oku. - Tylko nie Pałac! - powtórzył. - Zgadza się, kradłem, ale nie miałem wyboru, zmusili mnie! Powiem wszystko za chwilę. - spróbował opanować "szloch". Z wolna uspokajał się i przyjmował obojętny wyraz twarzy. Poprawił się na krześle i spojrzał na Barsaviego.
- Owszem powiem wszystko, ale dopiero gdy uznam sytuację korzystną dla mnie. - tym razem wyraz jego twarzy zmienił się. Młodzieniec wyglądał teraz na starszego... - Uwierz mi Lordzie, sporo wiem... - i bardziej pewnego siebie niż zwykle. Kilkukrotnie zastukał palcami w poręcz krzesła, dając monarsze czas do namysłu.
- Znam ludzi, którzy przemycają towary o wartości większej, niż Lord może sobie wyobrazić. Zastanawiał się może Pan, czemu Pałac Sprawiedliwości ostatnimi czasy jest taki pusty..? - zabawne jak los bywa przewrotny. Zazwyczaj żaden złodziej czy przemytnik nie zwracał uwagi na takiego młokosa jak on, dzięki czemu odwiedził chyba wszystkie dziuple i kryjówki w mieście w ciągu ostatnich kilku lat swojej złodziejskiej kariery. Nigdy by nie przypuszczał, że ta wiedza okaże się nad wyraz przydatna.
- Wróćmy jednak do przedmiotu naszej rozmowy, czyli mojej wolności. Owszem mogę wydać wszystkich tych niebezpiecznych ludzi, a heroldowie rozgłoszą wielki triumf Morskiego Lorda, zaś ludzie uwielbiać. Cóż jednak ja będę z tego miał..? Celę więzienną..? Nie dziękuję, mam lepszy pomysł. Zabiorę kilka monet ze sobą i wsiądę na najbliższy statek opuszczający Braavos. Ty Lordzie pojmiesz bandę przemytników i zyskasz przychylność mieszkańców, ja zacznę nowe życie w innym mieście i słuch po mnie zaginie. Jak to mówią - wilk syty i owca cała. - na twarzy chłopaka pojawił się przebiegły uśmieszek, który zaraz zniknął...
Powrót do góry Go down
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Pon Paź 10, 2016 12:11 am

Barsavi spiorunował chłopaka wzrokiem. Wzrokiem od którego ponoć kwaśniało mleko, kury przestawały znosić jaja, zaś ludzi oblewał zimny pot. Atmosfera w gabinecie zrobiła się tak gęsta, że można by ją kroić nożem. Nawet Pierwszy Miecz przestał udawać zainteresowanie okładkami ksiąg i odwrócił się powoli obserwując dalszy rozwój akcji.
- Chyba się nie zrozumieliśmy chłopcze - Powiedział w końcu Morski Lord po chwili milczenia. Jedna z jego wąskich brwi uniosła się. Z pióra, które wciąż trzymał w ręce spadła kropla inkaustu, tworząc na czystym arkuszu papieru paskudnego kleksa.  Lewa dłoń Barsaviego, zacisnęła się na srebrnej główce laski tak mocno, że knykcie zbielały jeszcze bardziej niż zwykle. - Nie wiem czy zauważyłeś, ale to nie jest Port Łachmaniarza a ja nie jestem marynarzem, któremu próbujesz wcisnąć śmierdzące małże. Nie zwykłem się targować z kimś, kto ma za chwilę zostać skazany.
- Skoro jednak ty lubisz się targować to mam dla ciebie propozycję -
Barsavi obserwował, jak twarz  złodziejaszka znów wykrzywia się w lekkim uśmiechu. Czyżby pomyślał, że uda mu się wykpić z opresji w jakiej się znalazł? - Powiedzmy, że podnoszę stawkę. Ty grzecznie odpowiadasz na moje wcześniejsze pytania a ponadto przekazujesz mi całą wiedzę której posiadaniem pochwaliłeś się przed chwilą - Oczy Barsaviego cały czas były skierowane w oczy chłopaka - A ja zastanowię się czy informację przez ciebie przekazane są istotne i zastanowię się co z tobą zrobić, albo... - Morski Lord przerwał na chwilę swoją wypowiedź jakby zastanawiał się na drugą opcją. Nawet jego wzrok oderwał się na chwilę i obiegł skromnie wyposażone pomieszczenie, jakby w poszukiwaniu inspiracji - Każę cię natychmiast powiesić. W ogrodach mamy bardzo ładne drzewa a i kawałek sznura na pewno się znajdzie. Kto wie, może nawet wezwę "Zatańcz ze mną" Boba. To istny wirtuoz wieszania. Nikt tak jak on nie potrafi dopasować sznura. Nie bez powodu dostał swój przydomek. Ponoć przygrywa na harmnoszce kiedy skazaniec tańczy swój ostatni taniec. Ciekawa perspektywa, co nie? - Spytał na koniec. Jego usta wygięły się delikatnie w lekkim uśmiechu - Radzę ci się jednak pośpieszyć z wyborem. Mój czas jest bardzo cenny i nie mogę poświęcić całego dnia czekając aż podejmiesz decyzję. Powiedzmy, że masz... - Barsavi otworzył szufladę biurka i wyciągnął z niej małą, szklaną klepsydrę. Postawił ją na na środku biurka - Pięć minut - Piasek powoli zaczął się przesypywać odmierzając, kto wie, może ostatnie minuty życia skazańca.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Pon Paź 17, 2016 11:02 pm

Nawet chłopak wyczuł napiętość sytuacji, co mogło podziałać na jego korzyść... lub nie. Moneta ma dwie strony, jak to mówią.
- A ja nie zwykłem pomagać komuś, kto chce mnie skazać. - wycedził, bezczelnie patrząc mu się w oczy. Napięte mięśnie jego szczęki zaczęły lekko drgać.
- Owszem, grzecznie odpowiem na wszsytkie poprzednie pytania, ponadto przekażę całą wiedzę, którą się pochwaliłem, ale... - przerwał na moment. - Dopiero w momencie, kiedy będę miał potwierdzenie na piśmie mojego wyjazdu z tego miasta i bezpiecznej podróży do najbliższego. - wciąż nie spuszczał wzroku.
Prychnął z pogardą na wzmiankę o wieszaniu. Co to ona ma się bać..?
- Ja nie z tych co to boją się śmierci. Przez lata zaglądała mi w oczy niemal codziennie. Zresztą w końcu wszyscy i tak umrzemy. Czy to ważne kiedy..? - zapytał retorycznie i zaraz ciągnął dalej. - Możesz mnie powiesić nawet tu i teraz, ale nic z tego nie będziesz miał. Pozbędziesz się kolejnego drobnego złodziejaszka, jakich tu pełno i nic więcej nie osiągniesz. Z moją pomocą możesz pozbyć się ludzi dużo bardziej wartościowych. Masz minutę na odpowiedź. - skinieniem głowy wskazał na klepsydrę, w której zostało piasku tyle, by odmierzyć idealnie sześćdziesiąt sekund. Młodzieniec postanowił zagrać jego kartą...
Powrót do góry Go down
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Wto Paź 18, 2016 12:12 am

Bezczelność tego chłopaka przechodziła wszelkie granice. Nie dość, że nie wystraszył się bezpośredniej groźby śmierci to jeszcze śmiał stawiać warunki i dawać mu czas do zastanowienia. Jemu! Morskiemu Lordowi Braavos! To przechodziło już wszelkie pojęcie!
- Minutę, tak? - Spytał opierając łokcie na blacie biurka i łącząc palce w piramidkę. Chłopak miał odrobinę racji. Perspektywa złapania naprawdę grubych ryb przemytu była bardzo kusząca, jednak sposób w jaki przedstawiał swoją ofertę nie mógł obejść się bez kary. Barsavi milczał więc, zatopiony w swoich myślach.
- Czas minął - Powiedział chłopak z satysfakcją przyglądając się, jak ostatnie ziarnko piasku przesypuje się przez zwężenie w klepsydrze.
- Owszem - Przytaknął Morski Lord nie spuszczając wzroku z chłopaka - Proszę wezwać gwardzistów - Powiedział, tym razem do Pierwszego Miecza, który podszedł do drzwi, aby zawołać członków pałacowej gwardii. Nie musiał wołać zbyt głośno. Prawie wszyscy, łącznie ze strażnikami stali przy drzwiach nasłuchując co dzieje się w owalnym gabinecie. Dobrze, że chociaż jeden z nich pamiętał o swoich obowiązkach i pilnował matki chłopaka.
- Proszę zabrać skazanego do Pałacu Sprawiedliwości i umieścić w celi. Akt skazania wyślę później. - Dwóch gwardzistów podeszło do chłopaka, chwyciło go za ramiona i wyprowadziło z gabinetu. Tuż za drzwiami zapewne wezmą od strażników rzemienie, zwiążą go jak szynkę, zapakują na łódź i wywiozą na owianą złą sławą wyspę. Chłopak wyjdzie stamtąd jedynie nogami do przodu. Oby tylko dożył do egzekucji. "Zatańcz ze mną" Bob byłby bardzo niepocieszony, gdyby jakiś współwięzień załatwił to, co powinien załatwić porządny kawał konopnego sznura. Barsavi specjalnie nie wspominał, że ma zamiar powiesić chłopaka. Mogłoby to całkowicie zniechęcić kobietę do współpracy.
- Syn nie skorzystał z mojej propozycji - Powiedział do kobiety - Musiałem więc wyegzekwować prawo miasta. Może jednak pani będzie bardziej rozmowna? - Spytał. Domyślny gwardzista wiedział już o co chodzi. Położył dłoń na ramieniu kobiety, zaprowadził ją do biurka i usadowił na krześle, gdzie jeszcze kilka minut temu siedział jej syn.
- Możesz jeszcze ocalić siebie i swojego syna. Odpowiedz tylko na moje pytania. Gdzie jest łup, kto jeszcze bierze udział w tym procederze i co wiesz na temat przemytu na terenie miasta? - Spytał. Liczył, że ta kobieta będzie nieco mądrzejsza od swojego krnąbrnego syna i powie wszystko nie próbując żadnych targów.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Sro Paź 19, 2016 11:46 pm

Jeżeli Barsavi myślał, że zmiękczy tym chłopaka, to się grubo mylił. Ten z dumnie uniesioną głową opuszczał salę. Przybyła po nim kobieta wydawała się być bardziej wystraszona niż przejęta losem syna... Bo przecież Morski Lord nie mógł wiedzieć, że owa kobieta była tylko przykrywką dla chłopaka i nie łączyły jej z nim żadne więzy rodzinne, nawet chociażby najdalsze. Ot miała wyciągać go z tarapatów, jak teraz.
Przecież Morski Lord nie mógł wiedzieć, że cała akcja była skrzętnie wymyślona i wiele już razy wcielona w życie.
Zawsze tak samo.
Chłopak kradł sakiewkę, po czym uciekał przez miasto, porzucając ją w pewnym momencie w szczególnie określonym miejscu. Chwilę później pojawiała się jego "matka" i podnosiła ją niepostrzeżenie, po czym zanosiła do umówionego miejsca. W przeciągu godziny pieniądze znikały, a im zostawało dziesięć procent sumy do podziału. Stawka marna, ale co zrobić jak grożą torturami i śmiercią..?
Przecież Morski Lord nie mógł wiedzieć, że kobieta niczego kompletnie nie wiedziała, poza tym że miała dostarczać skradzione pieniądze w jedno z kilku miejsc w mieście. Nawet nie wiedziała, że wszystkie te miejsca są obserwowane, więc próby jakichkolwiek zasadzek ze strony stróżów prawa na nic by się zdały.
- On.. nie jest moim synem. Miałam go tylko wyciągać z tarapatów, jeżeli w jakieś wpadnie, udając jego matkę. Skradzione pieniądze zapewne już dawno są w rękach przemytników i nie wiem kto jeszcze bierze w tym udział. Nic nie wiem i nie chce wiedzieć! Ja chcę tylko przeżyć - załkała, a kilka łez pociekło jej po policzku...
Powrót do góry Go down
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Wto Lis 08, 2016 11:52 pm

- Tym razem jednak nie wyszło tak ja powinno - Stwierdził oczywistość. Plan wydawał się niezbyt dokładnie dopracowany. Kobieta może i byłaby w stanie zapewnić swojemu "synowi" alibi, gdyby nie fakt, że został przyłapany praktycznie na gorącym uczynku. Ponadto przynoszenie do pałacu ukradzionej sakiewki również w żaden sposób nie mogło pomóc w uwolnieniu chłopaka a wręcz przeszkodzić w tym i zrzucić podejrzenia również na kobietę.
- No cóż... - Zabębnił palcami o biurko i sięgnął po arkusz papieru. Przez kilka minut nie było słychać nic oprócz skrobania pióra, zapisującego fioletowym atramentem jakieś słowa. - Twoja wina w całej jest zdecydowanie mniejsza niż twojego "syna". - v Zadbał o to, żeby cudzysłów był wyraźnie słyszalny - A ponadto przyznałaś się do winy. Dlatego też nie widzę potrzeby zesłania do Pałacu. Możesz udać się do swojego domu. Proszę pokazać tej kobiecie wyjście - Zdziwiony gwardzista zasalutował i wyprowadził kobietę z sali.
- Wezwij szpicli - Polecił drugiemu gwardziście. Nie minęło kilka minut a w gabinecie pojawiła się trójka smutnych panów odzianych w wyblakłą czerń - Z pałacu właśnie wychodzi pewna kobieta. Macie uczepić się jej jak pąkle do stępki. Chcę wiedzieć z kim się spotyka, gdzie chodzi i co robi. Wszystko. - Szpiedzy skłonili się lekko i wyszli z pomieszczenia, aby zabrać się za swoją robotę. Barsavi sądził, że kobieta może jednak kłamać i zna swoich zleceniodawców. Kto wie, może postanowi się z nimi skontaktować, żeby opowiedzieć im o swojej prawie wpadce? Ale o tym posłani za nią ludzie będą z pewnością wiedzieć.
- Chłopaka potrzymamy kilka dni w Pałacu Sprawiedliwości. Zapewne zdarzy mu się kilkakrotnie spaść ze schodów...
- Pod warunkiem, że nie osadzą go na parterze - Wtrącił Pierwszy miecz
- Jestem pewien, że jakieś schody się znajdą. Pozostaje jeszcze kwestia kupca. Zaproś go proszę. - Wywołany mężczyzna wkroczył do gabinetu, również zdziwiony że kobieta nie została skazana na więzienie.
- Niestety nie udało nam się znaleźć skradzionych pieniędzy. Śledztwo będzie jednak kontynuowane. Jedyne co mogę dla ciebie zrobić w tej sytuacji to wypisanie tymczasowego - Słowo "tymczasowego" zostało szczególnie zaakcentowane - Zwolnienia z opłat portowych. Niestety, wydaje mi się, że sprawę z załogą musisz załatwić we własnym zakresie. Jestem pewien, że Gildia Kupców wspomoże cię w potrzebie - Podał kupcowi dokument oddalający dokonania opłaty portowej. Oczywiście pieniądze musiały zostać kiedyś uiszczone.
- Sądzę że jesteś batdzo zapracowany. Nie pozwól mi się dłużej zatrzymywać -
Powrót do góry Go down
Callo Barsavi

avatar


PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    Nie Lis 13, 2016 8:50 pm

21 lutego 266AC

Marynarze w knajpach i burdelach Braavos bardzo lubili opowiadać o Lorath. Niegdyś były to głównie żarty, typu "dlaczego w Lorath nie ma łabędzi? Bo lorathyjczycy szybciej dopływali do chleba", wyśmiewające biedę jaka panowała w mieście i nieokrzesanie lorathyjczyków. Ich fanatyzm religijny i dziwny sposób wysławiania się również nie umknęły uwadze wszelkiego rodzaju żartownisiów i komediantów.
Wszystko jednak zmieniło się kilkadziesiąt lat temu, kiedy w Lorath osiedlili się ród Lothstonów. Żarty zaczęto opowiadać jakby ciszej i mniej chętnie. Za to częściej powtarzano o strasznych rzeczach, jakie zaczęły dziać się w mieście. Z przerażeniem przekazywano sobie opowieści o czarnoksięskich orgiach jakie odbywały się w mieście. Marynarze opowiadali o kanibalistycznych ucztach, wisielcach przyozdabiających każde skrzyżowanie i rynsztokach wypełnionymi krwią i flakami. Oczywiście niektóre z tych wydarzeń w opowieściach marynarzy urosły do wręcz nieprawdopodobnych rozmiarów. Chyba jedynie ktoś niespełna rozumu mógłby uwierzyć, że nad Lorath latają nietoperze wielkości smoków, które wysysają krew z ludzi i zwierząt, albo że wody wokół wyspy stały się trujące i pozbawione ryb.
Nic więc dziwnego, że niepokojące wiadomości docierające z najbliżej położonego Braavos miasta zainteresowały Morskiego Lorda. Dlatego też dobre osiem lat temu Barsavi wysłał do Lorath jednego ze swoich najlepszych szpiegów. Miał on za zadanie obserwować rozwój sytuacji w mieście, stworzyć odpowiednią siatkę szpiegowską i regularnie przesyłać raporty odnośnie ruchów Lothstonów. Z początku wszystko szło po myśli Morskiego Lorda. Za pośrednictwem zaufanych kapitanów szpieg donosił, że dotarł do miasta i udało mu się wmieszać w tłum. Kolejny raport opisywał ogólną sytuację w mieście. Trzeciego raportu już nie było. Ot po prostu wiadomości przesyłane przez szpiega urwały się nagle, jakby człowiek ten zapadł się pod ziemię. Barsavi, sądząc, że jego człowiek został wykryty i złapany, wysłał kolejnego szpiega. Tym razem jednak nie otrzymał od niego ani jednej wiadomości, co mogło wskazywać, że jego stopa nawet nie dotknęła brzegu wyspy. Sprawa Lorath została przesunięta na dalszy plan.
W końcu po kilku latach milczenia podejrzanie wyglądający ibbeńczyk przyniósł do bram pałacu skórzaną teczkę wypełnioną listami. W listach tych szpieg wysłany do Lorath donosił, że ciągle działał w mieście, jednak obawiając się dekonspiracji, nie wysyłał regularnych raportów. Ostatnio jednak żołnierze nietoperzy zaczęli intensywniej węszyć po mieście, więc musiał uciekać z miasta i obecnie przebywa w Porcie Ibben. Morskiego Lorda ta wieść wprowadziła w dobry humor. Nie dość, że jego człowiekowi udało się ujść żywcem z miasta to jeszcze przynosił mnóstwo wieści o sytuacji w Lorath. W odpowiedzi zwrotnej nakazał szpiegowi jak najszybszy powrót do Braavos i stawienie się w owalnym gabinecie.
Barsavi, przy pomocy lunety, patrzył właśnie z okien gabinetu jak ibbeński statek wielorybniczy cumuje w Porcie Łachmaniarza. Wyraźnie widział odzianych w czerń urzędników portowych, każdy z nieodłączną tabliczką do notowania, zmierzających w stronę okrętu aby odebrać należność za cumowanie w porcie i oclić przywiezione towary. Widział również, że jedna z postaci, nieco różniąca się posturą od ibbeńczyków, schodzi z okrętu i ginie gdzieś w tłumie.
- Chyba nadchodzi - Powiedział odrywając oko od lunety. Podszedł do biurka na którym leżała rozłożona stara mapa przedstawiająca Lorath. Zasiadł w swoim fotelu i wrócił do swych ksiąg rachunkowych. Kilkadziesiąt minut później rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść - Rozkazał Barsavi z trzaskiem zamykając księgę. Drzwi otworzyły się i szpieg wszedł do środka.
- Mężczyzna wita - Powiedział zamykając za sobą drzwi. Na lorathyjską modłę połowę sięgających ramion włosów zafarbował na czerwono, drugą zaś na biało. Przejął nawet charakterystyczny sposób mówienia o sobie w trzeciej osobie. Zaiste, ten człowiek potrafił wczuć się w rolę!
- Cieszę się, że widzę cię w zdrowiu - Barsavi wskazał na krzesło stojące po drugiej stronie biurka i gestem zachęcił aby gość raczył spocząć - Jakie wieści przynosisz?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Owalny Gabinet    

Powrót do góry Go down
 
Owalny Gabinet
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Gabinet Banshee

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja II :: Pałac Morskiego Lorda-
Skocz do: