IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ulice Królewskiej Przystani

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Pan Światła
R'hllor, Serce Płomieni, Bóg Ognia i Cienia
avatar


PisanieTemat: Ulice Królewskiej Przystani   Sob Lip 30, 2016 3:00 pm

First topic message reminder :

Wszystkie większe i mniejsze ulice Królewskiej Przystani.
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com

AutorWiadomość
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Pon Wrz 26, 2016 10:48 pm

16 marzec, 266 AC
ranek

Albert już od bardzo dawna nie był w Królewskiej Przystani, przeszło siedem lat. Po wjechaniu do miasta, smród się tylko nasilił. Albert zasłonił kawałkiem chusty nos, żeby jakoś przefiltrować powietrze, mało to dawało, ale zawsze coś. Miasto kompletnie się nie zmieniło, ten sam gwar i harmider. To było coś co Albert średnio lubił, ale obiecał sobie że da radę. Dla Etain. Jechał dość dużą ulicą, na tyle że trzech jeźdźców mogło przejechać bez problemu. Albert rozglądając się po otoczeniu, tak żeby zapamiętać jak najwięcej w razie nagłego przymusu do ucieczki, zauważył w jednej z uliczek, psa. Pies na pierwszy rzut oka, nie wydawał się być jakiś wyjątkowy. Jednak to co zrobił, było bohaterskie. Pies stał na przeciwko dwóch innych psów, najprawdopodobniej próbujących dobrać się do jakiegoś żebraka, pewnie właściciela. Był to piękny widok, kiedy jeden piesek zmusił do ucieczki dwa duże psy. Przerażony biedak, od razu rzucił się na szyję dla psa. Albert nie chcąc dłużej przystawać, wyjął trzy srebrne Jelenie z kiesy i rzucił w stronę dwójki przyjaciół. -Nagrodź go jakoś, należy mu się. Krzyknął i skwitował ich uśmiechem. Albert nie czekał na żadne podziękowania, po prostu ruszył przed siebie. Może te miasto nie było do końca tak okropne. Przejechał jeszcze trochę i jego oczom ukazał się jego stary przyjaciel Ned. Kompletnie się nie zmienił. Ciągle ta sama kaprawa morda. Był to jednak całkiem miły widok, Al zdążył się za nim bardzo stęsknić. Momentalnie Znachor odwrócił się do dwójki towarzyszy. Mam coś do załatwienia na mieście, Silasie przyjacielu. Wytłumacz Talasowi jak dotrzeć do willi Etain. Kiedy będę mógł, dotrę do niej. Zwrócił głowę do młodzika i rzekł. Kiedy już będziesz znał nasz pierwotny cel podróży, idź szukać w zapchlonym tyłku "Ślicznego Willa". To mój przyjaciel, ugości Ciebie jak najlepiej będzie umiał. Przejechał parę kroków od nich i na odchodne rzucił. Zrób sobie dzień przerwy Silasie. I odjechał do Neda. Stał on z grupą jakichś ludzi, Albert pomyślał że to pewnie jacyś nowi przydupasi. Podjechał do starego przyjaciela specjalnie pod słońce, tak żeby go nie poznał. Nadal nosi ten okropny naszyjnik. uśmiechnął się w duchu i na zewnątrz, i powiedział. Te zęby to chyba wybiłeś jakiemuś dziecku, bo wątpię że taki cherlak zdołałby, powalić choćby kobietę. Opryskliwie się odezwał, Albert wiedział ze zaraz najpewniej oberwie. Oby tylko nic się nie stało jego konikowi!


Powrót do góry Go down
Ned "Herold" Low
Sprzedawczyk
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Pon Wrz 26, 2016 11:39 pm

Stał sobie w słońcu ze swoimi ludźmi. Jeden z kupców nie zapłacił należnego Nedowi "podatku" i należało mu o tym przypomnieć. Kupiec otwierał swój sklep za jakieś pół godziny. Teraz Ned czekał tylko na jednego spóźnionego. Mógł zacząć bez niego ale wolał zaczekać. Dam mu jeszcze pięć minut a potem zaczynamy.pomyślał i popatrzył na sklep. Wtedy ktoś zaczął się zbliżać na koniu. Było pod słońce i Ned nie mógł zobaczyć jego twarzy, ale wtedy obcy się odezwał. Ten głos. Ten sposób bycia i..... ten żart pozbawiony najmniejszej chociażby szczypty humoru. Albert.... ostatnio dużo się o nim mówiło. Zabicie Lorda Hightowera było nie lada osiągnięciem. Cóż chyba dzisiaj nikogo nie upomnimy. Pomyślał Ned. Gwizdnął na swoich ludzi. Od razu posłuchali i odeszli w boczną uliczkę. Pokazał Znachorowi żeby poszedł za nim i wszedł w uliczkę w której przed chwilą zniknęli jego ludzie. Kiedy odeszli już kawałek od głównego traktu odwrócił się i uśmiechnął.
-Może byś tak zsiadł z tego konia panie Znachor? Dawno się nie widzieliśmy. Prawda? Od Bronzegate.  Cały czas od tamtego zastanawiałem się czy choć trochę zmądrzałeś od tego czasu? Chyba nie, bo słyszałem że zabiłeś biednego Gerolda. Co on ci biedaczek zrobił? Zapłacił ci ktoś za to chociaż? Czy to dalej stary głupi Znachor? Zrobiłeś to żeby zyskać sławę? No i masz o co prosiłeś. 500 złotych smoków... może sam zgarnę taką nagrodę?- Powiedział do Znachora. Jego ludzie w tym czasie 8 ludzi zablokowało wszystkie wyjścia z tego zaułka nie wpuszczając nikogo. Na ulicy stały też czujki wypatrujące straży. Szczerze mówiąc trochę zatęsknił za starymi czasami.
-Spokojnie tylko myślę na głos. Dobrze cię widzieć całego.- to powiedział tak aby tylko oni 2 usłyszeli. Znowu się uśmiechnął i wyciągnął rękę do Alberta.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Wto Wrz 27, 2016 12:06 am

Meh, Albert liczył na jakąś fajną bójkę na powitanie. A ten tutaj rozpoznał go od razu, no szkoda. Albert zeskoczył z konia. Spojrzał na Neda, a ten patrząc prosto mu w oczy tylko zagwizdał, a jego pieski ruszyły posłusznie do norki. Norki do której przyszło mu się chwilę później schować. Przywiązał konia i zaczepił po drodze jednego człowieka Neda, każąc mu pilnować Robina. [koń] Po wejściu w uliczkę, ludzie Neda okrążyli ich. Gdyby przyszło walczyć, Duran musiałby się posłużyć jedynie mieczem którym nie władał tak dobrze jak swą kochana włócznią. To już parę ładnych lat, na początku Ciebie szukałem. Potem już trochę mnie to znudziło, wróciłem do napadania na karawany. Tyle lat, a to nadal takie świetne zajęcie. Uśmiechnął się. Biednego? Miał całkiem sporo złotych smoków przy sobie. Czemu go zabiłem? Chciałem zwrócić uwagę pewnego rodu, nie za bardzo darzącego Hightowerów uczuciem. A ja mogę to wykorzystać. I też dla sławy. Pięćset złotych smoków to nadal mało, liczę że kiedyś będę wart więcej. Może zabiję samego, miłościwie nam panującego Viserysa? Była by zabawa. Roześmiał się i potarł tył głowy ręką. Oh.. krzywdzisz mnie, myślisz ze bym sobie z nimi nie poradził? Wskazał jego pieski głową i wrócił do rozmowy, tylko cichszym tonem. Mi też miło Ciebie widzieć. Na wyciągniętą rękę nie zwrócił uwagi, od razu rzucił się do uścisku. Co robisz w tym śmierdzącym mieście? Will nie wspominał mi o Tobie w listach, utrzymujesz z nim kontakt? Szczęśliwe spotkanie po latach, to było ważniejsze niż Etain. Przynajmniej tylko dziś.
Powrót do góry Go down
Ned "Herold" Low
Sprzedawczyk
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Wto Wrz 27, 2016 11:59 am

Pewny siebie, jak zwykle. pomyślał Ned. I wtedy Znachor rzucił się do uścisku.
-Co robię w tym mieście? Mieszkam i pracuję. Nie widać? Kontynuował bym swoją robotę gdybyś się nie pojawił. Zaraz po naszym rozstaniu przeniosłem się tutaj. Nie, nie utrzymuję kontaktów ze "Ślicznym". W gruncie rzeczy nie wiedziałem nawet że mieszka w Królewskiej Przystani. Nie zmienił zawodu?- powiedział uwalniając z uścisku Znachora. W momencie w którym w końcu się uwolnił błyskawicznie grzmotnął Alberta w podbródek, a w następnej chwili wyciągniętym nożem celował w szyję Znachora.
-Nikt nie nazywa mnie cherlakiem i żyje..... tak naprawdę nikt kto mnie denerwuje nie żyje. Jednak myślę że dla ciebie zrobię wyjątek.- schował nóż i pomógł Znachorowi się pozbierać, jednocześnie pozostawał czujny. On uderzył z zaskoczenia, nie chciał dawać Znachorowi okazji do odwetu.  
-A co ciebie sprowadza do tego miasta? Chyba nie przerzuciłeś się na pracę w mieście? Zawsze bardziej lubiłeś lasy i pola niż miejskie zaułki.- powiedział patrząc uważnie na Alberta.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Wto Wrz 27, 2016 3:13 pm

Tyle lat w jednym miejscu? Albert nie potrafiłby wysiedzieć w jednym miejscu. Mógł nie utrzymywać kontaktu ze ślicznym, ani o nim nie wiedzieć. Ale nie możliwe że Will nic nie wiedział o nim. Nie nadal jest tym samym poczciwym żigolakiem. Teraz tylko, awansował i zarabia w najlepszych burdelach. Ned go walnął i to porządnie, zamroczyło Ala na chwilę i upadł, momentalnie przy szyi znalazło się ostrze. Kiedy Albert już się otrząsnął pod nagłym ataku, wstał dzięki pomocy Neda. jeszcze się zemści, niech tylko ten głupiec straci czujność. Moja banda rozrosła się, ostatnio miałem przez to wiele na głowie. Teraz skończyłem pracę, i wybrałem się na wycieczkę do pewnej kobiety. Oj jaka ona piękna, chyba się zakochałem. Stwierdził jak nigdy Albert. Nigdy nie użył jeszcze tego słowa.
Powrót do góry Go down
Ned "Herold" Low
Sprzedawczyk
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Wto Wrz 27, 2016 4:46 pm

Skończył pracę? Raczej zrobił sobie krótką przerwę. Mówił że jego Banda się rozrosła, ciekawe do jakich rozmiarów? No i... zakochał się. Miłość źle robi na biznes. Zdecydowanie.
-A jakże ta piękność ma na imię? I jak ktoś taki jak ty poznał taką osobę? Bo chyba nie odwiedzasz jej wbrew jej woli? Co?- zapytał uśmiechając się. Zresztą co go to obchodziło? Nic, ale im więcej informacji będzie posiadał tym lepiej je wykorzysta.
-A co planujesz zrobić po tych swoich małych wakacjach? Napadać na kolejnych lordów? A może przerzucisz się na mniejsze zdobycze? Przecież dużą bandę trzeba utrzymać. I zapewnić im odpowiednią ilość odpowiedniej "zabawy". Chyba że chcesz aby pouciekali od ciebie. Przyznaję to też jest opcja, ale raczej nie o to chodzi. Prawda?- powiedział. Autentycznie był ciekaw odpowiedzi Znachora. Jego dalsze plany ciekawiły Neda. Co też on zamierza zrobić z taką ilością ludzi? zastanawiał się. Czekając na odpowiedź Alberta ani na sekundę nie spuszczał go z oczu. Jeśli Znachor miałby go uderzyć to Ned był na to gotowy.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Wto Wrz 27, 2016 7:15 pm

Alberta rozbolały trochę nóżki więc kucnął i zaczął kreślić na ziemi jakieś kształty. Ciągle patrząc na Neda. Nazywa się Cersei. Jest piękna jak diabli. Nie mógł zdradzić imienia swojej ukochanej, w końcu nie od dziś znał Neda. Mógłby wykorzystać tę sytuację żeby jakoś uprzykrzyć mu życie. Frank i Dav, dali jej się pobić na trakcie. Zabawne, te dwa goryle położone przez jedną kobietę. Zaintrygowała mnie, a potem pobiła i uciekła z moim koniem. To była piękna znajomość, ostatnio skontaktował się ze mną jej znajomy. To z nim tutaj przyjechałem. Na pytanie o kolejne cele, tylko się uśmiechnął i przestał kreślić palcem na ziemi, i usiadł na tyłku. Nigdy nie tracę okazji do zarobku, pomyśl ilu jest tutaj bogatych ludzi! Mieszka tu też sam król, pamiętasz nasze młodzieńcze plany na porwanie króla dla okupu? To były czasy, ale czemu by tego nie wprowadzić w życie? rzecz jasna, to na razie tylko myśli. Wstał nie robiąc żadnych podejrzanych ruchów, oklepał pupę z kurzu i wyprostował się. |Kiedy zebrałem tych wszystkich ludzi, obiecałem im coś. Nie ważne co.. dowiesz się jak z powrotem znajdziesz się w moich szeregach. W dodatku mam pieniądze na wielomiesięczne utrzymanie ich w ryzach. Może dasz mi odpłacić za ten cios w twarz? Nie chciałbyś zmierzyć się w pojedynku, jak kiedyś? Twoje sztylety kontra moja Anabelle.
Powrót do góry Go down
Ned "Herold" Low
Sprzedawczyk
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Wto Wrz 27, 2016 11:49 pm

Hoho niezła musiała być Panna żeby powalić Franka i Dava. Zwłaszcza jednocześnie. Słysząc tę informację aż zagwizdał. Jego ludzie popatrzyli na niego nie wiedząc o co może chodzić. Ned machnął tylko ręką. Chłopcy odwrócili się i dalej pilnowali ulicy. A więc chce abym wrócił? Teraz? Może to nie taki głupi pomysł? Przydałoby mi się trochę odpoczynku od stolicy. pomyślał a głośno powiedział.
-Chcesz żebym wrócił? To nie jest taki głupi pomysł, ale najpierw powiedz mi na jakich warunkach miałbym wrócić? Uczyniłbyś mnie szeregowym członkiem twojej grupy? A może oficerem? A co do walki to jeśli chcesz małego sparingu to tu. Teraz. Bez twojej włóczni, dawałaby ci za dużą przewagę.- powiedział wyciągając nóż zza pasa.

Jeśli już doszło do walki to Ned wykorzystuje fakt że ma parę sztyletów o których Alber nie wie. Więc jeśli przejdą do zwarcia Ned wyciągnie drugi sztylet i przystawi Albertowi do brzucha czy też gardła w zależności od okazji.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Sro Wrz 28, 2016 3:32 pm

Albert tylko powiedział że nie powie nikomu spoza bandy swoich planów, ale jeżeli Ned zrozumiał to w ten sposób to też dobrze. Zebrałby jeszcze Willa i tego obieżyświata od siedmiu boleści i banda wróciła by do pełnej świetności. Coś jak pięciu wspaniałych wojowników. Albert uśmiechnął się, myśląc że fajnie by było wrócić do starych czasów. -Czemu nie, tylko Jon dorównuje Ci w sztyletach, przydałbyś się nam. Warunki tak? Mógłbyś zostać dowódcą ludzi od czarnej roboty, wiem ze to lubisz. A obecny szef jest okropnym debilem, jednak nie było nikogo lepszego. A więc zdecydował się na pojedynek, jednak chwilę później powiedział że nie pozwoli mu użyć Anabelle. Oj no weź, moja włócznia od czasu Hightowera nie miała krwi na sobie. Uśmiechnął się rozbawiony. Może więc walczmy na pięści, i bez tych twoich nożyków poukrywanych wszędzie. Albert doskonale wiedział że ktoś kto walczy nożami, nie mógł mieć tylko jednej pary. W dodatku znał swojego starego kamrata.
Powrót do góry Go down
Ned "Herold" Low
Sprzedawczyk
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Sro Wrz 28, 2016 3:45 pm

Szef od czarnej roboty? To Ned mógł zdzierżyć. Pod warunkiem że znowu nie skończy się jak w Bronzegate. Nie miała krwi? Szkoda. Na propozycję walki na pięści odłożył nóż trzymany w ręku, odłożył też krótki miecz, a na koniec wyciągnął nóż z prawego buta. Po czym przyjął pozycję do walki.
- Dobrze walczmy zatem. To wszystko co mam. Naprawdę! Nie wierzysz mi? Szkoda bo to prawda. O szczegółach powrotu możemy porozmawiać jak skończymy walczyć.- powiedział czekając na Znachora. Nie zamierzał używać reszty poukrywanych noży. No chyba że zacząłby bardzo przegrywać. Wtedy użyłby jednego bo czemu nie?.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Sro Wrz 28, 2016 4:48 pm

Walka się rozpoczęła. Panowie postanowili wymierzyć sobie po jednym prostym, ale żaden nie dosięgnął celu. Ned chciał wymierzyć Albertowi sierpa, lecz cios zatrzymał się na lekkiej zbroi Znachora, który od razu wykorzystał odsłoniętą szczękę przeciwnika i odpłacił mu pięknym za nadobne. Silny cios sprawił, że zęby Neda zadzwoniły i ten padł na ziemię. Walka trwała jakieś pięć sekund i nic nie wskazywało nawet na potrzebę wyciągnięcia broni, bo pierwsze dwa ciosy były bardzo wyrównane. Ludzie Neda nie zaatakowali Alberta widząc całe zajście i znając warunki starcia, a jedynie starali się ocucić swego szefa, co dość szybko im się udało. Naturalnie na jeden znak Neda zaatakowaliby najpewniej Alberta, bo tylko Ned widział powolutku zbliżający się patrol straży, który chwilowo wcale nie był zainteresowany mężczyznami.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Sro Wrz 28, 2016 5:00 pm

Albert odrzucił swój miecz, a włócznię oparł o ścianę. Założył gardę i był gotowy do walki. Po chwili i Ned był gotowy, więc zaczęli. Pierwszy cios Alberta został uniknięty, tak samo cios Neda. Nie było większej trudności w uniknięciu jego ciosu. Jednak kolejny cios Lowa był celny, mimo że zatrzymał się na pancerzu Znachopra, to odczuł on niewielki ból. Szybko dostrzegł lukę w obronie i ją wykorzystał. Zaatakował z dołu, a jego przeciwnik upadł na deski. Zemdlał. Walka była skończona, Albert rozmasował rękę po dość mocnym uderzeniu i obserwował jak ludzie Herolda próbowali go ocucić, co się im wkrótce udało. Albert w między czasie z powrotem wziął miecz i włócznię, teraz poczekał na ogarnięcie się jego przyjaciela i jak mu się w końcu udało, kucnął do niego i odezwał się. -Popełniasz ciągle ten sam błąd, nie zawsze najlepszą obroną jest atak. Zapamiętaj to sobie. Walnął go leciutko pięścią w głowę. Po czym wytarmosił jego włosy. Może dziś zabalujemy? Znasz jakieś dobre karczmy? Wstał i ponownie rozprostował swoje kości.
Powrót do góry Go down
Ned "Herold" Low
Sprzedawczyk
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Sro Wrz 28, 2016 10:55 pm

Dostał w twarz. I stracił przytomność. No cóż zdarza się. Chyba też czas zacząć nosić zbroję. I jeszcze to zachowanie Znachora. Tarmoszenie za włosy. Jak to wyglądało? Zareagowałby na to nieco bardziej wybuchowo gdyby nie zbliżający się patrol straży. Jednak patrząc na okoliczności powiedział tylko
-Czas się zwijać.- wziął swoją broń i dał sygnał że spotkają się w kryjówce. Kiedy już byli w drodze zaczął mówić.
-Nie nie znam w okolicy żadnej karczmy. Nie chadzam do takich przybytków. Zazwyczaj przyciągają kłopoty. Ostatnim razem jak byłem w jednym... no powiedzmy że zapamiętali mnie tam, ale może jakiś znajdę.- Mówił idąc.

>
Powrót do góry Go down
Bors

avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Czw Paź 06, 2016 7:21 pm

15 lutego 266AC


Dzień po zakupie budynku, Bors udał się uzyskać pomoc od małego człowieczka, który zapewne znał te okolice oraz sztukę negocjacji o wiele lepiej od samego wojownika. W końcu strażnik lady Arryn - której wychodząc zostawił dwóch innych rycerzy - był prostym człowiekiem, który całe swoje życie opierał na służbie, ochronie i wojnie. Był zbrojnym straży Maidenpool, był najemnikiem w wojnach na wschodzie, a teraz był zaprzysiężoną tarczą Alyssy Arryn. Całe życie żył z miecza i dalej miał zamiar to robić, na niczym innym się nie znał.
Po krótkim spacerze ulicami miasta stanął pod właściwymi drzwiami i zapukał. Potężna dłoń okuta w stalową rękawicę załomotała kilkukrotnie drzwi, wywołując poruszenie na uliczce. Kiedy drzwi zostały uchylone, Bors powitał odpowiednio stojącego tam członka rodziny Westów i poprosił o spotkanie z głową rodziny, kupcem. Jeżeli mężczyzny nie było, to zapewnił, że poczeka.
Gdy doszło do spotkania z mężczyzną, który w końcu zawdzięczał Borsowi życie, wojownik przedstawił mu swój problem. Oferował kupcowi pracę, dobrze płatną - może - pracę. Potrzebował zarządcy, który zająłby się remontem i utrzymaniem w dobrym stanie budynku, załatwieniem sprzętu, służby, a przede wszystkim ludzi. No i zapewnieniem rozgłosu. Tak więc kupiec miał zająć się załatwieniem remontu budynku, załatwieniem służby, która zajmowałaby się gotowaniem, sprzątaniem i innymi tego typu rzeczami, ogłoszeniem o naborze ludzi - odpowiednich rzecz jasna - do kompanii oraz znalezieniem potencjalnych klientów. Po rozkręceniu wszystkiego zajmowałby się pilnowaniem żeby nadal działało. Bors natomiast zapewniał budynek, złoto, twardą rękę doświadczonego wojownika przy wyborze i szkoleniu ludzi oraz oczywiście swój wizerunek. Kupiec jako zapłatę miał otrzymać oczywiście wygodne kwatery dla siebie oraz córki - jeżeli uczył ją fachu mogła mu pomagać jako zastępca zarządcy - a także pensję odpowiadająca jednej piątej dochodów kompanii po opłaceniu wszystkich ludzi. Bors uważał, że to i tak sporo złota za siedzenie na tyłku i pilnowanie zapasów w piwnicy, a wiedział jakie dochody potrafią gromadzić najemne kompanie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Wto Paź 11, 2016 12:44 pm

Będąca w kuchni Laura podskoczyła i pisnęła przeciągle, kiedy ktoś załomotał w drzwi. Od czasu napadu nie lubiła takich niespodzianek. Natychmiast obudziła śpiącego ojca, informując go o przybyciu jakiegoś gościa. Staruszek przetarł oczy, ziewnął ospale i wsparty na drewnianej lasce, ruszył powitać przybysza.
Kiedy drzwi się otwarły, można było usłyszeć pełne ulgi westchnienie córki kupca. Był to ten sam wielkolud, który jakiś czas temu uratował im życie.
Mężczyzna powitał ciepło przybysza i życzliwym gestem zaprosił do środka. Polecił dziewczynie natychmiast przygotować coś do picia, samemu zaś usiadł przy stole - niedawno nowo kupionym, gdyż z tamtych odwiedzin pozostało im mało całych mebli - i ze skupieniem godnym najlepszego szwacza misternie zdobionych gobelinów, począł słuchać Borsa. W mgnieniu oka pojawił się uśmiech na jego twarzy. Wojownik doprawdy nie mógł lepiej trafić. Staruszek był geniuszem w tym co robił. Choć jego umiejętności zarządzania nie były może tak dobre, jak wszystkich tych majordomusów, którzy całe życie to robią, to jednak wprawna ręka do blefu i bardzo wysokie umiejętności dyplomatyczne czyniły go niezwykle przebiegłym i co ważniejsze skutecznym kupcem.
Natychmiast posłał córkę po swój dziennik i gdy tylko go przyniosła, zaczął skrzętnie notować polecenia wielkoluda małymi literkami. Według jego gustu nie powinno być z niczym problemu. Bez problemu mógł znaleźć materiały i ludzi do remontu za bardzo przystępną cenę. Także służba i chętni do kompanii powinni się znaleźć. Od kiedy Bors pozbył się bandy złodziei, w okolicy powróciło jakby życie. Na uliczkach ponownie rozstawiali się handlarze ze swoimi straganami, nie bojąc się już napaści czy zastraszenia. Okoliczni mieszkańcy ogólnie rzecz biorąc byli wdzięczni wojownikowi za to, co zrobił, a i pewnie pracą by nie pogardzili.
Po zanotowaniu wszystkiego staruszek zamknął notesik i zapewnił przybysza, że wszystkim się zajmie, prosząc o przynajmniej trzy dni na realizację poleceń, przy czym remont można już zaczynać następnego dnia...
Powrót do góry Go down
Bors

avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Sro Paź 12, 2016 5:43 pm

Bors z zadowoleniem wysłuchał zgody kupca na swoją propozycję. Doskonale, będzie miał teraz kogoś kompetentnego, kto będzie nadzorował wszystko pod nieobecność olbrzyma. Po omówieniu wszystkiego oraz zadeklarowaniu, że mężczyźnie zależy głównie na zaznajomionych z orężem mężczyznach - chociaż i słabszych może przyjąć na szkolenie, oczywiście za o wiele mniejszą stawkę niż weteranów - którzy będą uczciwie wypełniać swoje obowiązki i słuchać rozkazów. Zostawił jeszcze staruszkowi sakiewkę z pięćdziesięcioma smokami na pokrycie pierwszych kosztów i umówił się z nim na spotkanie następnego dnia w budynku. Bors miał przyjrzeć się wówczas rozpoczętemu już remontowi i dostarczyć złota na pokrycie reszty wydatków. Po ukończeniu drobnej renowacji, wstawieniu odpowiednich mebli, sprzętów i tak dalej, miał zamiar zobaczyć jakich ludzi znajdzie dla niego kupiec.
Powrót do góry Go down
Orla Snow

avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Czw Paź 13, 2016 12:11 am

22 luty 266 AC


Dziewczyna najpierw odczekała aż Hary upora się z młodzikami ze swojej szkoły, czekając cierpliwie w tym samym miejscu, gdzie uprzednio rozmawiali. Gdy zbiegowisko wreszcie rozbiegło się, a jeden z chłopców zajął się końmi, mężczyzna wrócił i ruszyli w stronę miejsca jej pracy.
- Tak, wygląda na to, że zostanę w mieście na dłużej. Może nawet na dobre - odparła, gdy ruszyli ulicami miasta, nawiązując do poprzedniego tematu ich konwersacji. Na wspomnienie o kuzynach, podrapała się lekko po głowie. To jej przypomniało, że nie widziała ich już od dłuższego czasu. Wiedziała, że zarówno Troy jak i Aidan zatrzymywali się nadal w tym samym miejscu oraz że starszy znalazł wreszcie stałą pracę u jednego z płatnerzy. Aidan wciąż łapał się jakichś tymczasowych robót. Mimo to nie widywali się zbyt często, ponieważ praca pożerała większość jej czasu. Kuzynom nie spodobał się fakt, że pracowała w burdelu, jednak ostatcznie zgodzili się zaakceptować jej wybór - z trudem, ale jednak - zważywszy na wysoką pensję. - Jeśli chodzi o moich kuzynów, także im się układa. Wydaje mi się, że także nie planują już dalszej podróży do Reach - dodała. Słysząc zapytanie o pracę, uśmiechnęła się pod nosem. Postanowiła, że nie będzie zagłębiać się w szczegóły pracy w takim miejscu, Haremu na pewno takie miejsca nie były obce, jakie burdele są każdy widzi.
- Tak, to miejsce o dość dobrej sławie. Dziewczęta są piękne, wszędzie jest schludnie i czysto toteż klientelę mamy nie byle jaką. No i właściciel opłaca strażników, także wszystko jest w porządku - dodala, gdy skręcali w kolejną uliczkę.
Powrót do góry Go down
Hary Flowers
Śmieszna Noga
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Czw Paź 13, 2016 7:09 am

- Cieszę się. - powiedział ponownie, uśmiechając się ciepło. Zauważył, kiedy zawahała się przy odpowiedzi na temat kuzynów, jednak jak się okazało i im nie wiodło się najgorzej.
- Czyli jednym słowem lepiej, niż zakładałaś. - skręcili w uliczkę i omal nie wpadł na wóz z garbowanymi skórami. Wyminął go i ruszył dalej.
- Może i tak, ale nie raz bywałem w takich czy podobnych miejscach. Klientela może czasami trafić się różna i strażnik może nie zdążyć na czas. Umiesz posługiwać się bronią, nożem chociażby..? - zapytał wyłącznie z troski o jej bezpieczeństwo. - Zawsze warto mieć schowany pod kurtą sztylet i zrobić z niego użytek, kiedy będzie trzeba. Jeżeli nie, to mogę nauczyć Cię kilku technik... - zaproponował nie spoglądając na dziewczynę. Nie chciał teraz widzieć jej wzroku, ani tego aby ona widziała jego. Prawdopodobnie mogłaby wyczytać wszystko. A może nic..?
- Jeżeli oczywiście chcesz się nauczyć... - dodał na koniec i zamilkł w oczekiwaniu...
Powrót do góry Go down
Orla Snow

avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Czw Paź 13, 2016 9:32 pm

- Znacznie lepiej, niż zakładałam - odparła zgodnie z prawdą. Słysząc jego kolejne słowa, z początku nie wiedziała do czego zmierza, ale z czasem wszystko stało się jasne. Orla nigdy nie była zbyt pojętna jeśli chodzi o władanie jakąkolwiek bronią białą. Była na to zawsze zbyt chuderlawa i zwyczajnie nie miała czasu na to, aby nauczyć się czegoś konkretnego. Potrafiła strzelać z łuku, co wiele razy pozwalało jej wychodzić z różnych opresji.
- Szczerze to nie potrafię posługiwać się żadną z tych rzeczy. Mimo to dożyłam dwudziestu czterech dni imienia co możemy uznać za sukces. Obawiam się jednak, że nie jestem zbyt dobra w tych sprawach i nawet taki wybitny nauczyciel jak Ty nie będzie w stanie nic z tym zrobić - dodała z małym entuzjazmem, ponieważ znała swoje możliwości. Pomimo tego że życie jej nie oszczędzało od najmłodszych lat, to nadal pozostawała tylko młodą i niezbyt silną dziewczyną, której podnoszenie miecza przychodziło z trudem. - Obawiam się, że jestem w tym naprawdę beznadziejna.
Powrót do góry Go down
Hary Flowers
Śmieszna Noga
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Czw Paź 13, 2016 9:58 pm

- Yhym. - przytaknął na słowa Orli, większość zbywając milczeniem. Spoglądając na nią miał z goła inne zdanie, ale cóż, szanował jej zdanie i decyzje.
Skręcili w kolejną uliczkę i byli już na ostatniej prostej do przybytku Rosha.
- Choć jestem innego zdania, uszanuję Twoją decyzję. - podjął po dłuższej chwili milczenia.
- Spójrz, jesteśmy na miejscu. - zatrzymał się kilka kroków od wejścia do budynku i wręczył jej księgę. Uśmiechnął się ciepło, spoglądając jej na moment w oczy. - Miłej lektury raz jeszcze życzę - rzekł, poprawiając pas z mieczami przy biodrach...
Powrót do góry Go down
Orla Snow

avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Pią Paź 14, 2016 2:41 am

Nim Orla się zorientowała, znaleźli się na ulicy, na której znajdował się przybytek Rosha. Po przejściu kilkudziesięciu metrów, znaleźli się przed wejściem. Pomimo faktu, że burdel był nadal zamknięty, do jej uszu nawet z dołu docierały urywane dźwięki chichoczących dziewcząt oraz skrawki ich rozmów po valyriańsku. Gdy stanęli przed drzwiami, Orla odebrała od niego księgę i postanowiła, że zamieni z nim jeszcze kilka słów nim wejdzie do środka.
- Dziękuję za odprowadzenie i przytachanie za mnie tego ciężkiego tomiska - rzekła z grzeczności, unosząc wolumin lekko ku górze aby podkreślić raz jeszcze, o czym mowa. W sumie to dałaby radę przynieść go sama, ale tak czy siak wypadało podziękować za kłopot. - Wiesz, możesz wejść do środka i wypić kielich araborskiego. Jednak ostrzegam, mamy tam niezły burdel - powiedziała, starając mu się zasugerować tą dobraną grą słowną co zastanie w środku. W końcu stali przed burdelem, a nie wyszukaną karczmą.
Powrót do góry Go down
Hary Flowers
Śmieszna Noga
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Pią Paź 14, 2016 10:27 am

Miał już pożegnać się i ruszyć w swoją stronę, kiedy Orla zaproponowała wejście do środka na kielich wina. Być może była to jedna z niewielu szans. Jak do tej pory nie odwiedził jeszcze przybytku Rosha, nie mając ku temu okazji.
Właściwie to miał - i stała ta okazja przed nim - ale jakoś tak według niego nie wypadało. Teraz niestety nie miał na to czasu.
- Dziękuję za zaproszenie, ale nie skorzystam. Czas mnie goni, a chętnie zjadłbym coś. Zapewniam jednak, że następnym razem skorzystam z zaproszenia. - odpowiedział z uśmiechem na ustach. - A teraz żegnaj Orlo, miłego dnia życzę. I pamiętaj, gdybyś jednak zmieniła zdanie co do treningów, wiesz gdzie mnie szukać. Do zobaczenia! - pożegnał się bezceremonialnym buziakiem w policzek i raźno ruszył w swoją stronę, zręcznie przeskakując kupę końskiego łajna. Może było to nazbyt pochopne, ale taki już był...

zt.
Powrót do góry Go down
Rosh z Ashford
Mistrz Opowieści, Król Burdeli
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Lis 20, 2016 3:39 pm

24 marca 266 AC
Następnego dnia mniej więcej godzinę przed południem postanowił w końcu poszukać tego burdelu o którym wspominała Orla. Rzecz jasna panna Snow chciała pomóc i w sumie musiała, bo wieczorem nawet nic nie wspomniała gdzie ma go szukać, jak on wygląda i tak dalej. Rosh tego dnia chodził ciągle zadowolony, zapewne dzięki wydarzeniom mającym miejsce kilka godzin wcześniej. Czekał jeszcze, aż Orla postanowi się obudzić, bo sen miała twardy. Za ten czas ubrał zbroję i miecz, bowiem cholera wie co ich może spotkać jeżeli okaże się, że cały ten przybytek stoi w zapchlonym tyłu, dodatkowo Jack miał iść z nimi. Ufał nowemu ochroniarzowi, bo mało mówił a zawsze słuchał rozkazów, takich ludzi najemnik szanował. Kiedy już maszerowali uliczkami Królewskiej Przystani, nadal szedł uśmiechnięty.
- To może dasz w końcu jakąś wskazówkę, gdzie mamy szukać tego burdelu, bo wiesz tak jakby nic nie powiedziałaś wcześniej, albo wyleciało mi z głowy? Wiesz zająłem się czymś innym, heh. - Ludzie biegali, krzyczeli, chcieli coś im sprzedać. Kupił trzy jabłka dla siebie, Orli i Jacka, który maszerował kilka metrów za nimi, bo czego on nie może sobie niby zjeść soczystego owocu. W Królewskiej Przystani jak zawsze jebało gównem, czyli wszystko pozostało po staremu. Nic szczególnego się nie wydarzyło, a on miał jedynie nadzieję, iż jak najszybciej znajdą ten burdel. Chciał zająć się później resztą planu w czego skład wchodziło odwiedzenie nowej grupy najemnej.
Powrót do góry Go down
Orla Snow

avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Lis 20, 2016 5:08 pm

Orla tak naprawdę wcale nie miała tej nocy twardego snu, a zwyczajnie zwlekała z opuszczeniem swojego pokoju jak najdłużej się da. Musiała obmyślić strategię co do tego, co powie Roshowi kiedy już się zobaczą i on zacznie sobie z nią pogrywać. O nie, nie miała zamiaru dać mu satysfakcji ani czerpać przesadnej radości z tego, że wczoraj miała chwilę słabości, której srogo żałowała. Gdy już spotkali się na parterze w burdelu, dziewczyna spojrzała na zbroje, które mieli na sobie Rosh jak i Jack i uniosła lekko brwi w zdziwieni.
- A wy co się tak poubieraliście jak na wojnę? - Zmierzyła ich jeszcze wzrokiem, a potem wyszli na ulice Królewskiej Przystani. Udali się na tę ulicę, na której było najwięcej burdeli, takie małe kurewskie zagłębie. Orla właściwie nie wiedziała o który burdel chodzi, nie znała nazwy, widziała jedynie szyld i wiedziała, że gdy tylko natrafią na taki sam będzie w stanie go rozpoznać. Rosh już zaczynał coś odzywać się na temat wczorajszych wydarzeń, ale panna Snow postanowiła, że nie da się sprowokować tym razem.
- Mówiłam Ci, chodzi o burdel z koniem w szyldzie. Nie znam pełnej nazwy, ale Ty powinieneś znać swoją konkurencję - odparła, patrząc na niego wyczekująco.
Powrót do góry Go down
Rosh z Ashford
Mistrz Opowieści, Król Burdeli
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Lis 20, 2016 11:40 pm

Czyli Orla wiedziała całe nic, mogła chociaż powiedzieć gdzie ten cholerny burdel jest, czy gdzieś w bogatej dzielnicy, albo może w zapchlonym tyłku, bo jeżeli okaże się, że ta druga opcja jest prawdziwa, to dziewczyna jeszcze im podziękuje tego zbrojenia się. Zapchlony tyłek był dzielnicą mało gościnną, toteż większość odwiedzała ja mając jakąkolwiek broń. Rosh należał do tych osób, po ostatniej przygodzie z Ciulasem.
- "Znać swoją konkurencję." - Powtórzył, patrząc po chwili na Orlę i mówiąc dalej - Zapiszę sobie to w mądrościach panny Orli Snow, heh. Nie muszę znać nazw jakiś podrzędnych burdeli, bo one nie stanowią dla mnie problemu, jeśli bym chciał to mógłbym robić, to samo co ta cała "wiara wojująca" i palić swych konkurentów, ale rzecz w tym, że jesteśmy kurwa najlepsi. Burdelu "Pod kiecką" nie odwiedzają prostaczkowie tylko ludzie mający ciężkie sakiewki, co nie Jack? - Popatrzył do tyłu, a w odpowiedzi dostał "Tak Rosh". Jack zazwyczaj mówił jedynie te dwa słowa, bowiem rozmowny nie był, zaś Rosh często pytał czy ma rację, więc odpowiadał jedynie tymi słowami. Głos miał twardy i dość mroczny, co zawsze najemnika śmieszyło.
- Widzisz... A może wiesz chociaż w jakiej dzielnicy ten burdel się znajduje? - Nagle bez słowa stanął obok kuźni patrząc na wystawę broni, jakby go to zahipnotyzowało. Właśnie patrzył na rzeczy potrzebne do jego ulubionego hobby, czyli do spuszczania wpierdolu.
- Ale zajebiste miecze, orzesz kurwa. Orla mogę chwilę popatrzeć i jak coś sobie kupić? - Zapytał jakby potrzebował jej zgody, w sumie nie wiedział dlaczego to zrobił.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   

Powrót do góry Go down
 
Ulice Królewskiej Przystani
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Lochy Królewskiej Przystani

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja II :: Królewska Przystań-
Skocz do: