IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ulice Królewskiej Przystani

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Ulice Królewskiej Przystani   Pią Paź 21, 2016 6:56 pm

Wszelkie ulice, uliczki i przejścia znajdujące się w mieście. Zależnie od dzielnic zmienia się oczywiście wygląd oraz sort ludzi zamieszkujących miasto.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Pią Paź 21, 2016 7:22 pm

Wieczór 16 Marzec, 266 AC


Styl w jakim Etain i Albert przemierzali ulice można było z pewnością nazwać spacerem. Dziewczyna rozglądała się nieco po przeróżnych witrynach, wypominając sama sobie jak długo jej tu nie było. Powinna częściej doglądać interesu, ale cóż.. obowiązki.
- Zapomnij o tym. Miałam raczej na myśli całokształt Twoich przedsięwzięć i życie w leśnej utopii, niż samo nasze spotkanie i jego następstwa. Jak w ogóle uważasz - nasze życia są kształtowane przez wielkie przełomy, czy codzienne wydarzenia?
Droga nie była zbyt zawiła, lecz długa. W końcu musieli pokonać co najmniej dzielnicę, nim dostaną się do głównych magazynów. Przynajmniej wieczór był stosunkowo ciepły. Właściwie na tyle, że Etain czuła, że jest jej zbyt ciepło i ściągnęła płaszcz, niosąc go teraz w dłoniach.
- Za tym człowiekiem, którego uratowałeś kryje się jakaś dłuższa historia? - kiedy ktoś podejmował temat, Etain raczej wolała zawsze go kończyć, a do tego po prostu ją zainteresował.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Pią Paź 21, 2016 7:48 pm

Spacerowali sobie długą uliczką jakby byli na randce. Troche to zakłopotało Ala i się speszył. W ogóle nie mógł się skupić, kiedy był w obecności Etain. Nigdy się tak nie czuł jak dzisiaj. Chyba się zakochał. Dalej nad tym rozmyślając chciał chwycić rękę Et, ale szybko się powstrzymał. Miał nadzieję że tego nie widziała. Zawstydzony, odrazu odwrócił głowę spoglądając na te same witryny co białowłosa. Leśna utopia? Bardziej jestem górskim poszukiwaczem przygód. Silas pewnie już powiedział gdzie mnie znalazł, tak? Na pytanie, udał zamyślonego. Nie chciał pokazać że w ogólę nie myśli i działa impulsywnie. Myślę że przez codzienne wydarzenia, gdyby nie parę spontanicznych i na pozór małych wyborów, to byś teraz spacerowała tutaj sama. Pewien starzec nazwał to kiedyś, Efektem motyla. Poczciwy człowiek, żal mi było go zabijać. To oszukałem zleceniodawcę, to były jaja. Roześmiał się i założył ręce na głowę, wypiął klatkę i maszerował przed siebie. Etain była pierwszą osobą która chciała znać tę historię jaśniej. Tak.. Camillo, był kupcem z jakiegoś miasta w Essos, nie jestem pewien Lys albo Bravos. Człowiek o wielu talentach, był dobrym inżynierem i wojownikiem. Jednak jego kariera się dopiero zaczynała, nie było go stać na ochroniarzy. Podróżował z innymi karawanami, ale czasami był zmuszony do samotnej podróży. I podczas takiej tułaczki, spotkało go paru dzikusów.. Wiesz, ci z doliny. Przypadkiem śledziłem go. puścił Etain oczko.Więc uratowałem mu życie, razem pokonaliśmy tamtą zgraję i zaprzyjaźniliśmy się. Zostaliśmy braćmi krwi. Nie wiem co się potem z nim stało, bo rano ukradłem mu konia. Tego samego konia, który teraz wszędzie mi towarzyszy. Akurat ta historia przypomniała mu jego początki, piękne czasy. Rozpromienił się i przyśpieszył kroku. W zasadzie to gdzie zmierzamy? zapytał i wystawił rękę proponując potrzymanie płaszcza.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Sob Paź 22, 2016 11:19 pm

- Tak właściwie, to nie wspominał. Powiedzmy, że nie było na to czasu. Ostatnio dużo się dzieje, że tak powiem. - uznajmy też, że skoro patrzyła w witryny, to nie zauważyła poczynań Znachora. 
- Efekt motyla, powiadasz? Ciekawe. To pewnie jakoś związane z tym motylem, który jest wszędzie? Ho, ho, grasancie, nie wypinaj już tak klaty, bo Ci żyłka pęknie - zaśmiała się, tym razem zwracając uwagę na Alberta. Może nawet troszkę więcej uwagi, niż zamierzała tym spojrzeniem. Oho, w środku opowieści posłał jej oczko. Cóż to mogło znaczyć według Alberta? Nie wiedziała, więc nie zareagowała, by nie wygłupić się jakimś nieodpowiednim czynem, lecz skinęła głową i słuchała dalej, stawiając krok za korkiem. - Hmm, ciekawe. To chyba był jeden z tych przełomowych momentów. Uratować kogoś, a potem go okraść. Nie masz problemów z czymś takim? W sensie.. sumienie Cię nie męczy, czy coś w tym stylu? - kiedy Albert przyśpieszył, wzruszyła lekko ramionami i także to zrobiła. 
- Nie chcę chodzić od sklepu do sklepu, więc idziemy bezpośrednio do magazynów. - odnośnie okrycia, wyjęła z płaszcza kilka rzeczy, które przełożyła do kieszonek u paska i podała ubranie Albertowi. Ważył tak gdzieś około sześciu kilogramów, a kieszenie miał wyładowane.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 23, 2016 1:50 pm

Dużo się działo, mimo że zaciekawiło to leciutko Ala, to nie pytał. Nie była to jego sprawa. Szczerze, to nie wiem. To mnie nurtuje do dziś, i codziennie szukam odpowiedzi. Chciałem raz jeszcze porozmawiać z dziadkiem, ale już nie mogłem go odnaleźć. Jestem pewien że żyje, chętnie bym go odnalazł.. Nah, często tak robię i nic nigdy mi nie pękło. A nawet jeżeli, to umiem sobie poradzić. Wskazał wzrokiem torbę z ziołami. Przy okazji wyprostował się i szedł dalej. Robiło się coraz ciemniej i większość ludzi już wracała do domu lub karczm. Na pytanie wzruszył ramionami. Zabiłem pierwszą osobę w wieku.. Chyba pięciu lat, niespecjalnie. Kolejną jak miałem szesnaście. Więc okradanie nie robi na mnie wrażenia. Z czasem przyzwyczaiłem się też do zabijania, jednak jak mam szanse kogoś uleczyć to robię to z uśmiechem na ustach. Traktuje to poniekąd jako odkupienie win za pierwsze zabójstwo. Gdyby Et chciała poznać historię pierwszego morderstwa, to Al z bólem serca ją opowiedział. Po co idziemy do tych magazynów? W dodatku robi się ciemno i jesteśmy sami, nie boisz się takiego mordercy? Uśmiechnął się smutno, tak jakby zaczął mieć poczucie winy. Odrazu odebrał płaszcz od białowłosej kiedy go opróżniła.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 23, 2016 4:54 pm

Etain mogła przeżyć bez znajomości historii pierwszego morderstwa, które uczynił Albert.
- No jak to po co? Przecież nie będziesz paradował w koszuli oblanej winem! Znajdziemy Ci coś nowego. Poza tym, jesteśmy praktycznie na miejscu, to tuż za rogiem. Ja? Nie, nie boję się - już raz sobie z Tobą poradziłam. - spoważniała, przystanęła i zajrzała mu w oczy - A czy Ty nie boisz się morderców czyhających w cieniu ulic..? - zapytała i przeniosła wzrok z oczu Alberta na coś za nim.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 23, 2016 5:24 pm

Nie chciała słuchać tej historii, i całe szczęście. Poznał ją tylko Mały Jon. Była dość niechlubna, w sumie jak każde zabójstwo. Zostawiłem u przyjaciela tobołek z ubraniami zamiennymi, nie musimy nigdzie iść. Skłamał, iść gdzieś po zmroku z kobietą której kiedyś popsuł szyki? Nikt nie był na tyle głupi. Poradziłaś sobie dzięki podstępowi, gdybym był czujniejszy to nic by mi się nie stało.. Chyba. Uśmiechnął się. Po chwili przystaneli, Etain spojrzała mu w oczy. Albert poczuł się nieswojo, dreszcz przeszedł mu po karku, a wtedy usłyszał pytanie. Zaniepokoił się kiedy przeniosła wzrok za niego, ale zachował zimną krew. Tylko głupiec niebał by się śmierci. Przezornie położył dłoń na rękojeści(nie ma co walczyć włócznią na ulicy) i zachował czujność. Gdyby tylko usłyszał jakiś podejrzany dźwięk to starał się odskoczyć.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 23, 2016 6:02 pm

Tu, gdzie byli ulice oświetlał jedynie słaby blask przedostający się przez drewniane okiennice na piętrach budynków. Mówiąc w tej sytuacji, że jest nieco ciemno, to tak, jakby stwierdzić, że złoto jest troszkę warte. Gdzieś z oddali dobiegały głosy kłócącej się pary, pod ścianą siedział jakiś żebrak z drewnianą miską w miejscu, gdzie powinien mieć nogi, a jakieś niedomknięte drzwi skrzypiały upiornie przecznicę dalej. Albert mógłby przyrzec, że zobaczył w uliczce za Etain jakiś ruch. Chwilę później jakby skrzypnięcie, ale tym razem nie drzwi, a metalu o metal. Teoretycznie panowała cisza, lecz nie była to cisza pustkowia, a cisza miejska, przerywana dziesiątkami dźwięków, których człowiek wyłapywał tym więcej, nim dłużej słuchał. Podobnie było ze wzrokiem. Gdzieś po dachu przechodził kot, lecz przystanął i zaczął świecącymi oczyma wpatrywać się w parkę na ulicy. Trzeba też przyznać, że ochłodziło się. Etain mimo wielu warstw ubrania dostała gęsiej skórki. Nie mówiąc już o Albercie, który podróżował bez żadnego odzienia przystosowanego do zimowych warunków. Mówi się, że gdy człowiek umiera czuje przyjemne, wszechogarniające ciepło i przypomina sobie sceny ze swojego życia. Para przestała się kłócić, drzwi ktoś domknął, a kot zeskoczył z dachu. Teraz panowała tu cisza i chłód. Całkiem jak po odejściu w objęcia kostuchy. Gdzieś między budynkami błysnęła stal. W różnych miejscach, spomiędzy budynków, na samej ulicy  zaczęli pojawiać się ludzie. Wysocy, dobrze zbudowani, twarze poważne i milczące. Spod ubrań wystawały kawały metalu. Najpewniej ciężkie zbroje. Na głowach otwarte hełmy, a przy pasach miecze i noże. Niektórzy mieli w pogotowiu łuki. Mężczyźni postawili kilka kroków w stronę pary. Albert widział aż pięciu. Wtem za Znachorem, w miejscu w które spoglądała wcześniej Etain otworzyły się na oścież drzwi, zalewając ulicę przenikliwym światłem. Postaci było nie pięć, a dwanaście.
- Spodziewałem się Was wcześniej, kochani. - głos mężczyzny był miły, lecz dziwnie wesoły, jakby miał w związku z nimi jakieś plany. Mężczyźni z mieczami u pasów zatrzymali się, gdy drzwi się otwarły. Część z nich była już kilkanaście łokci do pary.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 23, 2016 9:41 pm

Wcześniejsze i tak rzadkie dźwięki nagle umilkły, kot który od dłuższego czasu wędrował po dachu za parą, też zniknął. Powietrze zrobiło się jakby morowe, czuć było śmierć tego dnia. Albert po czternastu latach zabijania potrafił to wyczuć, potrafił też wyczuć kłopoty. Zwłaszcza jak pięciu ciężkozbrojnych wystąpiło z cienia, przeciwko nim. Po chwili z uliczki, za ktorą stał Al wybiegło siedmiu kolejnych ludzi. Byli pożądnie okuci, nie było tu mowy o żadnych podrzędnych bandytach. Zaniechał używania miecza. Przeciwko takiej ilości ludzi, mógł się popisać Anabelle. Zacisnął więc mocniej na niej rękę i czekał. Kiedy mężczyźni podeszli bliżej, Al poczuł się sprowokowany. W każdej chwili mógłby dźgnąć człowieka który wystąpił i zaczął mowić, w twarz. Po jego słowach Albert wystąpił, osłaniająć piersią Etain. Kim jesteście, czego chcecie? Zapytał przez zęby, był wyraźnie wściekły. Gdyby doszło do walki, to liczył na to że Ned się pomimo tylu lat nie zmienił się, i śledził go. Nie zbliżajcie się, ostrzegam... Ostrzegł, mogli by go zabić, ale napewno paru by zabrał do grobu ze sobą.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Pon Paź 24, 2016 5:34 pm

Mężczyźni niewzruszenie stali na miejscu, jak kamienne posągi obleczone we wspaniałe zbroje i odzienie. Jedynie jeden z nich prychnął, lecz stojący nieopodal kompan zgromił go wzrokiem. Panowie nie tyle obserwowali Alberta, czy Etain, a okolicę. Sama zaś dziewczyna nie wydawała się w żaden sposób zaskoczona ich obecnością. Znachor zagrodził jej właśnie drogę, więc położyła mu dłoń na piersi i delikatnie przesunęła, a jeśli to nic nie dało, to okrążyła włócznika i z rozłożonymi ramionami podeszła do mężczyzny w drzwiach, by go uściskać.
- Witaj Alum, dawno się nie widzieliśmy. Jakieś ciekawostki od ostatniego razu? - zapytała, na co mężczyzna odparł z machnięciem ręką:
- A gdzie tam. Kilka nowych zadawek, ale nic poza tym. Wciąż czekamy na przełom. Ale co tu dędę tak opowiadał, wejdź! Och, dzień dodry, pana też zapraszam!Co to za przystojny jegomość? - szepnął do Etain tak, że Albert nie mógł usłyszeć, ale zaraz zwrócił się do Znachora - Zwą mnie Alum, pracuję tu jako magazynier. Jeśli masz ochotę, to mogę Cię oprowadzić.
- Jasne Alum, bo przecież nie mamy co robić, tylko chodzić po magazynie.
- No dodrze, w takim razie zapraszam na herdatę i zaraz powiecie mi, po co przyszliście. Śmiało, w środku jest cieplej. - Etain po chwili zniknęła w środku, a jeśli Al nie kwapił się do wejścia, to z progu machnęła do niego ręką, żeby się nie guzdrał. Jeśli Albert udał się do środka, to z grupy mężczyzn piątka weszła do środka i zniknęła w pierwszym pokoju po lewej, a reszta rozproszyła się w mroku ulicy.

>
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Sob Paź 29, 2016 8:49 pm

Ten sam dzień, jakieś dwie i pół godziny później.

- No, no, nie wyglądasz najgorzej, muszę przyznać. - wyjaśnienia, które usłyszała Etain w końcu rozjaśniły nieco sytuację, gdyż dziewczyna dopytała się, o co chodzi z tymi Hightowerami. Ciekawe, że Albert, którego miała za jakiegoś szefa szajki okazał się organizatorem zabójstwa.. no cóż, całkiem ważnej osoby. Wydawał się całkiem miły, jak na bezwzględność, którą reprezentował. To dopiero! I jeszcze na tych ulicach tak pusto. Ani jednej żywej duszy. Co jakiś czas tylko szmer zbrojnych przemierzających ten sam dystans.
- No tak, oczywiście! Właściwie to mam trzech wspólników. Wszyscy mówią, że jedna kobieta i trzech mężczyzn to dysproporcja, ale mnie to nie przeszkadza. Nie wiem, co stoi na przeszkodzie, skoro wszystkim to pasuje.. ech, świat jest dziwny, a ludzie niewyrozumiali.
Dotarcie do końca ulicy nie zajęło dużo czasu. Ledwo się obejrzeli i dochodzili już do skrzyżowania, na którym o dziwo zebrał się mały tłumek. Co do cholery robiła zbieranina jakichś szuj w łachmanach na środku drogi? Nudzi im się w nocy? Może powinni znaleźć sobie kogoś? Etain pewna siebie kroczyła naprzód, chcąc jedynie wyminąć grupę, lecz gdy byli jakieś piętnaście kroków do nich, powietrze przeszył syk i błysnęła stal. To wystarczyło.
- Dwuszereg! Żwawo do cholery! Już! Już! Już! - ryknął Malor, nie zwracając uwagi na późną porę. - Czekać! - krzyknął krótko do towarzyszy i szepnął do Etain - Mamy się nimi zająć, czy czekamy aż przyjdą? Nikogo nie zauważyliśmy, ale ich ziomkowie mogą chować się w domach, czekając, by uderzyć. Ja bym tak zrobił.
- Czekamy -  może mają tylko jakąś wiadomość. Głupio byłoby robić masakrę na ulicy. I dlaczego nie ma tu strażników?! - rozejrzała się nerwowo, lecz nikogo innego nie było, a okiennice pozostały pozamykane co do jednej. Nim ustalili cokolwiek więcej, zgraja zaczęła kroczyć w ich kierunku, przyśpieszając co krok, by ostatnie metry przebiec biegiem. Jeśli Albert postanowił stanąć na środku, to został zepchnięty w bok. Mężczyźni z praktyki woleli ścianę tarcz niż pojedynki. Znachor miał więc stosunkową dowolność co do swego pozycjonowania i wybrania momentu do ataku lub postanowienia o obronie. Etain posłusznie pozostała za mężczyznami i dobyła długiego sztyletu.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 30, 2016 7:22 am

Oh, pochwaliła go! W takich sprawach Albert był niesamowicie ufny. Jednak jego zadowolenie zmalało, kiedy usłyszał o poligamicznym związku Etain. Kiedy ona dokończyła to Znachor uśmiechnął się i cicho powiedział do siebie.Dureń. W sumie, to Al nie był pewny czy nie mówiła o życiu prywatnym. Rozbawienie zastąpiło, zwątpienie i rozmyślanie. Po dotarciu na koniec ulicy, oczom pary ukazała się zbieranina plebsu. Kiedy chcieli obok nich przejść, tłum wyjął broń. Nagle plac zalali ludzie Etain. Ustawili się na polecenie dowódcy w dwuszeregu. No cóż, Albert nie był jeszcze mistrzem taktyki bitewnej, ale wiedział że gdyby reszta napastników była poukrywana, to ta formacja mogła by się łatwo załamać. Uważaj na skrzydła, nie wiemy własnie czy nie będzie posiłków. Zwrócił się do Malora, z nadzieją że ten go usłucha. Malor był pewnie długo dowódcą i znał się na tym bardzo dobrze. Jednak książki i doświadczenie najemnicze też Gtasanta czegoś nauczyło. Mimo porywczej natury Alberta, skorej do walki to rozumiał że formacji nie można psuć. Stanął w szeregu jako jeden skrzydłowy. Kiedy przeciwnicy zaczęli podchodzić, a potem biec Albert mocno chwycił i podniósł Anabelle. Był gotowy do walki. Gdyby łachmaniarze zostali zatrzymani na ścianie tarcz, to Książę Wróżek zaatakował z flanki, nie posiadał tarczy więc mógł tylko atakować.
Powrót do góry Go down
Pan Światła
R'hllor, Bóg Ognia i Cienia, Serce Płomieni
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 30, 2016 12:47 pm

Początek:
 

Banda łachmaniarzy ruszyła na tarczowników, wymachując swoją prowizoryczną bronią. Ale zaraz! Patrzcie! Jeden z nich miał nawet lekko wyszczerbiony miecz. Musiał być kimś ważnym wśród tej grupy. Niestety nie był ważny zbyt długo, ponieważ w czasie natarcia zginął przebity mieczem Malora, podobnie jak dwóch jego kompanów. Dowódca strażników poza zadaniem śmierci trzem napastnikom ranił też jednego ustanawiając niewątpliwy rekord w tej fazie walki. Albertowi udało się posłać do Siedmiu Piekieł nadbiegającego z okrzykiem mężczyznę z młotem w ręku oraz śpieszącego mu z pomocą kompana z okutą pałką, a także ranić grubego wąsacza walczącego grubą deską z powbijanymi gwoździami. Mur tarcz wytrzymał natarcie, a dwóch łachmaniarzy osunęło się martwych na ziemię. Niestety zbrojni poczuli się zbyt pewnie, sami tracąc dwóch ludzi.

Potyczka:
 

Napastnicy nie uciekają i popełniają w tym momencie największy błąd w swoim życiu. Malor wciąż przodując w zabijaniu łachmaniarzy posyła aż pięciu na drugą stronę, Albert to samo czyni z trzema, raniąc jeszcze jednego, który rzuca się do ucieczki. Tworzący mur zbrojni zaczynają przeć do przodu, zarzynając każdego opryszka jaki stanie im na drodze.

Potyczka:
 

Większość napastników leży martwa na mokrej od krwi ulicy, pozostała przy życiu szóstka, częściowo ranna, rzuca się do ucieczki.
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 30, 2016 7:51 pm

Gdy ostatni z napastników niknął w uliczce, Malor wytarł miecz o łachy jakiegoś leżącego na ziemi ścierwa. Mało brakowało, a poślizgnąłby się na wszechobecnej krwi. Jucha wypływała jeszcze z poprzecinanych mężczyzn. Brak zbroi nie pomagał w tego typu starciach.Skurwysyny zabiły dwóch naszych, a to nie powinno się zdarzyć. Nie w naszym oddziale. Zwrócił spojrzenie na Etain, która przypatrywała się walce ze stosunkowo bezpiecznej odległości. Jedna z okiennic uchyliła się nieco, ale ten kto z niej wyjrzał szybko pożałował wyboru i już nikt nie wyściubiał nosa. Odsiecz dla bandytów także nie nadeszła.
- Bierzemy naszych i wynosimy się stąd. Nie ma na co czekać. Albert, masz jakieś bezpieczne miejsce na nocleg, czy wybierasz się z nami? - rzuciła w stronę Znachora, obwiązując rannego bandażem. Na szczęście to tylko draśnięcie w ramię. Pozostali zbrojni wzięli martwego kolegę na ramiona i chcieli już ruszyć, jednak to kobieta decydowała o wyruszeniu. Etain z niepokojem patrzyła na Alberta. Nie był to ewidentnie czas na pogaduchy, a chwila na stanowczą decyzję. Z nim lub bez niego najpewniej ruszyła do bezpiecznego miejsca, a jeśli Albert postanowił zostać, to obiecała rano jakoś go znaleźć.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 30, 2016 9:23 pm

Co by dużo mówić? To nie była walka, tylko rzeź. Żadne posiłki wroga się nie pokazały, tyle dobrego. Jednak gwardziści Etain stracili dwóch towarzyszy. Smutne, reszta czuje się tak jak Al, po stracie braci podczas zasadzki. Czasu się nie cofnie. Ostatnich sześciu zaczeło uciekać, Albert chciał wiedzieć czemu ich zaatakowali, więc ruszył w bieg. Chciał pojmać chociaż jednego, kiedy Etain się odwróciła kończąc pytanie, Grasant był już daleko i machał ręką na pożegnanie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 30, 2016 9:50 pm

Albert wystartował. Lekka zbroja podzwaniała w biegu, którego szybkie tempo Albert mógł bez problemu narzucić mając za sobą lata treningu. Uciekający mężczyźni chyba nie spodziewali się pościgu, a Znachor niemiłosiernie skracał dystans. Któryś musiał usłyszeć klekot jego butów po ulicy, bo zaczęli krzyczeć do siebie i uciekać czym prędzej. Po chwili wpadli w jakąś uliczkę, poganiając się nawzajem, a Albert wciąż deptał im po piętach. Pchani zgrozą na myśl o złapaniu, zaczęli przebierać nogami coraz szybciej i gdy niknęli za kolejnymi zakrętami, Albert widział już tylko jednego, czy dwóch, zamykających grupę uciekinierów.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 30, 2016 10:01 pm

Znachor co chwilę skracał dystans, miał na sobię zbroję mimo że lekką to nadal zbroję. Nie stanowiła ona jednak dla niego problemu, no chyba że te klekotanie którego chyba nigdy nie polubi. Po kolejnym zakręcie Albert widział już tylko jednego i kontury drugiego ciała. Musiał się śpieszyć. Zrzucił z siebie jedną ręką torbę z ziołami i podobnymi. Mieszek jednak został na miejscu, nigdy w podróż nie zabierał cennych lekarstw. Więc ważniejsze były pieniądze. W sumie to miał tylko nadzieję że gdy wróci to torba będzie nadal stała za zakrętem.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 30, 2016 10:38 pm

Kilka minut sprintu po uliczkach dało się wszystkim we znaki i nieco zwolnili. Na szczęście dla Alberta, bo w przeciwnym razie nie zdążyłby wyminąć otwartych na oścież zaraz przed jego nosem drzwiami. Niestety nie udało mu się przeskoczyć rozlanej własnie kałuży pomyj. Na szczęście dla jego spodni wylądował zaraz za nią, lecz nim wstał, minęło kilka cennych sekund. Ze względu na późną porę oddalający się odgłos biegu był jeszcze słyszalny. Co postanowi zrobić Albert?
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 30, 2016 10:44 pm

Biegł i biegł, dobre parę minut. Brak torby lekko go przyśpieszył, ale nie dał za dużo. Nagle przed Alem ktoś otworzył drzwi, dzięki refleksowi zręcznie je ominął. Jednak przez to nie zauważył kałuży, poślizgnął się i upadł, odrazu się podniósł i zaczął znowu biec. Jednak odgłosy biegu były już daleko, a Albert był zmęczony i nieznał dobrze miasta. Nie chciał ryzykować zgubienia się, a może i posiłków wroga. Postanowił wrócić po torbę, a potem na ulicę na której opuścił Etain. Jeżeli zostawiła kogoś, żeby zaczekał na Alberta to poszedł z nim do kryjówki Etain. A jeżeli nie, to poszedł do Willa. Książe Zapchlonego Tyłka, napewno coś wiedział o tych bandytach.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 30, 2016 11:14 pm

Torba czekała tam, gdzie Albert ją pozostawił. Bandyci uciekli i nie sposób byłoby ich teraz odnaleźć. W miejscu do którego Albert podążył nie czekał nikt z ludzi Etain, lecz zebrał się tam oddział strażników miejskich w liczbie czterech osób. Dwóch klęczało nad martwymi, z których kilku drgało jeszcze w konwulsjach, wciąż zapełniając ulice juchą, lecz dwóch rozglądało się, starając się wyłapać jakieś istotne szczegóły. Wyłapali Alberta wychodzącego z uliczki.
- Derk, widzisz go? Jest we krwi i jeszcze ta włócznia! Panowie, biegiem! - krzyknął do reszty i czwórka zbrojnych już pędziła w stronę Znachora. Trupy nigdzie się raczej nie ruszą, a ten jasnowłosy jak najbardziej.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 30, 2016 11:21 pm

Albert był cały we krwi pachołków, co prawda zakrzepła już ale obrzydzała Alberta, oglądał z obrzydzeniem swoje ciało i nieuważnie wyszedł z uliczki. Wtedy usłyszał głosy strażnika. No kurwa pięknie. Szybko wyliczył że nie ma co walczyć, odpocząl już co nieco i znał nawet tamte uliczki. W dodatku strażnicy byli spowolnieni przez pancerze. Albert zdecydował się na ucieczkę.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 30, 2016 11:41 pm

Albert wystartował w uliczkę i zyskał kilkanaście metrów, lecz chwilę później któryś zbrojny już odbijał się od ściany kilka susów za swym cele. Biegli tak dalej, biegli i biegli, a Albert minimalnie zyskiwał przewagę. Fakt jednak faktem, że niedawno stoczył bitwę oraz co nieco już pobiegał.. nie patrząc na to, parł do przodu. Nie w myśl było mu stawać, by zastawić im drogę jakimiś przedmiotami, czy wspiąć się po ścianie jakiegoś budynku. Po prostu biegł i.. w którymś momencie usłyszał daleko za sobą Skurwysyn jest dobry.. i tyle było z pościgu. Gdy tylko ochłonął - wcześniej, czy później - na pewno zwrócił uwagę na to, że.. nie miał bladego pojęcia gdzie się znajduje. Po prostu szedł jakąś ciasną uliczką, którą pierwszy raz w życiu widział na oczy.
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Paź 30, 2016 11:48 pm

Znowu biegł, dawno się tak nie nabiegał, ale okropnie to lubił. Po paru minutach udało mu się zgubić pościg, ale wolał się jeszcze nie zatrzymywać. Podbiegł truchtem jeszcze trochę i nie wiedział kompletnie gdzie się znajduje. Kiedy zobaczył drzwi zaczął do nich leciutko pukać, nie chciał budzić ludzi. Liczył że ktoś po prostu jeszcze nie śpi. Jeżeli nikt nie zareagował, to szukał gościny u innych, do skutku.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Pon Paź 31, 2016 12:10 am

Praktycznie po kilku minutach chodzenia od drzwi do drzwi, jedne z nich uchylił pewien wysoki i wyposażony w wielki brzuch wąsaty mężczyzna z widocznymi zakolami. Ubrany w jakieś połatane spodnie związane sznurkiem i średniej jakości koszulę nie przejmował się tym, że pępek wystaje mu na wierzch. Minę miał nietęgą, otworzył chyba tylko z ciekawości, aczkolwiek nie wykazywał agresywnego nastawienia. Z szerokich ust wydostało się nieco przeciągłe
- Czego szuka po zmroku, hę?
Powrót do góry Go down
Znachor Albert
Pierwszy Grasant Westeros
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Pon Paź 31, 2016 12:23 am

W końcu ktoś otworzył! Pora nie była tak późna żeby wszyscy spali, ale chyba przecenił gościnność mieszczan. Na wsi ludzie są bardziej gościnni. Mężczyzna który mu otworzył, przypominał mu swojego starego kumpla, który kiedyś wraz z nim był najemnym u jednego kupca. Jeżeli to on, to miał wielkie szczęście. Hary? Czy nazywasz się Panie Hary? Jeżeli odpowiedź była przecząca to Albert się nie zdziwił, to było dawno temu i dużo ludzi może wyglądać podobnie. Wiem że mój wygląd nie jest zaciekawy, ale chciałbym prosić o pomoc. Pomożesz mi się dostać do zapchlonego tyłka? Płacę w jeleniach. Wyjął parę monet na wierzch i pokazał.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   

Powrót do góry Go down
 
Ulice Królewskiej Przystani
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Lochy Królewskiej Przystani

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja II :: Królewska Przystań-
Skocz do: