IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ulice Królewskiej Przystani

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Ulice Królewskiej Przystani   Pią Paź 21, 2016 6:56 pm

First topic message reminder :

Wszelkie ulice, uliczki i przejścia znajdujące się w mieście. Zależnie od dzielnic zmienia się oczywiście wygląd oraz sort ludzi zamieszkujących miasto.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Pan Światła
R'hllor, Serce Płomieni, Bóg Ognia i Cienia
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Pon Kwi 10, 2017 4:14 pm

27 maja 266AC - ranek


Wraz ze wschodem słońca miasto rozbrzmiało dźwiękiem dzwonów, których lament niósł się opustoszałymi jeszcze ulicami. Na ich wezwanie ludzie zaczęli wychodzić z domów, z wyrazem przerażenia i niedowierzania malującym się na twarzach zwracali się w stronę Wzgórza Aegona. Z początku nikt nie chciał pogodzić się z tym co wydawało się już pewne, aczkolwiek tak trudne do zaakceptowania. Niestety dzwony nie cichły, a z każdym kolejnym uderzeniem tląca się jeszcze w ludziach nadzieja rozwiewała się na wietrze. Król nie żył... Czy zabrała go choroba, sędziwy wiek czy ręka wroga, ludzie nie wiedzieli jeszcze na pewno, chociaż plotki o truciźnie roznosiły się od kilku dni po stolicy. Nie miało to jednak w tej chwili znaczenia, ponieważ odszedł władca umiłowany przez wszystkich mieszkańców Królewskiej Przystani, a nie mógł wybrać gorszej godziny niż ta, gdy ciemne chmury konfliktu zbierały się po raz kolejny nad miastem. Tego dnia nie było słychać śmiechów czy widać radości, nawet bawiące się na ulicach dzieci jakby zniknęły, wyczuwając atmosferę żałoby jaka zapadła w stolicy...
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com
Sir Ian

avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Sro Maj 03, 2017 9:02 pm

29 maja 266 AC


Po prawie miesiącu tułaczki po traktach Ziem Korony - och, jaka to szkoda, że czwórka naszych bohaterów nie znalazła żadnej przygody w tym czasie - Sir Ian oraz jego trzej kompanioni, zaciekawieni ogłoszeniem, na które dzień temu przypadkiem się natknęli, dotarli do pobliskiej Królewskiej Przystani. Nie wszyscy przyjaciele Iana z początku palili się do prawdziwej bitki, obrony zamku. Rudy Joe nie był do końca przekonany, jednak ostatecznie dał się namówić. Co innego miał do roboty? A wraz ze swoimi przyjaciółmi mógł śpiewać i grać. A i pieniądze by wpadły. Ostatecznie przecież jeździli po traktach szukając bandytów czy innej niebezpiecznej przygody, bitwy zbrojne przecież nie były tak bardzo różne od tego, prawda?
Prawda?
Czwórka jechała we względnej ciszy przez zaludnione ulice stolicy. Tylko Sir Ian cicho podśpiewywał coś pod nosem, rozglądając się za kimś, kto wyjaśniłby mu co się dzieje. Bo, trzeba wiedzieć, dzielny rycerz nie miał zielonego pojęcia o buncie. A jeśli coś o tym kiedyś usłyszał, to zdążył już dawno zapomnieć.
- Niech dzień wam przyjemny będzie - zakrzyknął do dwójki patrolujących złotych płaszczy, podjeżdżając do nich na swoim koniu - jam jest Sir Ian i przybyłem wraz z mymi druhami, by bronić honoru jakoli domeny króla mego, Viserysa Trzeciego! Heroldzi głoszą po wsi, coby Jego Miłość wzywał mężnych do stolicy obrony! Ja, Sir Ian, jako i me kompaniony, gotowi bronić królewskiego domu własnym życiem, choćby i za darmo!
Na te słowa Rudy Joe odchrząknął głośno zza Iana, a Flowers pokręcił energicznie, przecząco głową. Oczywiście chcieli bronić króla, ale bez przesady. Narażać życie za darmo?!
- Chcieliśmy się nająć do obrony - wtrącił Peter z delikatnym naciskiem na słowo "nająć".
- Dobrzy ludzie, powiedzcie - kontynuował, niczym niezrażony, Sir Ian - gdzie nam dane udać się, by służyć naszemi mieczemi Miłościwie Nam Panującemu Viserysowi i jego rodzinie oraz przed kem walczyć będziem?
Przekrzywił delikatnie głowę i spojrzał dobrodusznie na strażników miejskich.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Czw Maj 04, 2017 11:02 am

Obaj strażnicy spojrzeli w stronę nadjeżdżających. Ten wyższy, z wielkim pryszczem na czubku nosa wsparł się na drzewcu swojej halabardy i podrapał po policzku. Wyraźnie nie był zadowolony, iż ktoś ośmielił się zakłócić ich leniwy patrol.
- Psi trącali ten dzień. Słońce piecze jak nigdy. - rzucił, przeżuł coś w ustach i splunął na bruk. - Nie wiecie to najnowszych wieści..? Miłościwie nam panujący król Viserys nie żyje, a władzę objął jego syn Jaehaerys. -
- Niech was siódme piekło pochłonie! Kurwie obszczymurki! - zakrzyczał kmiotek w wybrudzonej koszuli, kiedy banda dzieciaków spłoszyła jego konia, czego konsekwencją było przewrócenie się wozu. Na brukowane kamienie posypały się bulwy rzepy tarasując całą ulicę.
- Niech to szlag! Zabieraj kmiocie swój wóz z drogi ale to już! - mężczyzna ubrany w bogato zdobioną jelenią kurtę zatrzymał swojego konia na środku ulicy.
- Jedźcie wprzódy tamuj ulicą prościutko jak w rzyć kopnął... - strażnik wskazał palcem kierunek, po czym odwrócił się w stronę ogniska nowego konfliktu. - Koryn ruszże dupsko i uspokój paniczyka w leniej skórce. - rzucił do kolegi, po czym zwrócił się do Iana. - Kiedy już miniecie kamienną kapliczkę, zakręćcie za nią w stronę portu. Tamuj prościutko do szkoły, co się Finta zowie dojedziecie. W niej to zbierają takowych podobnym wam najemników. - nie widząc potrzeby dalszej rozmowy z przybyszami oddalił się w stronę przewróconego wozu. Przyspieszył, kiedy jegomość na koniu zamierzał się ruszyć poprzez porozrzucane rzepy, czemu srogo sprzeciwiał się mężczyzna w brudnej koszuli. Nie przebierał przy tym w słowach, tęgo obrzucając bluźnierstwami matkę, babkę i prababkę konnego...
Powrót do góry Go down
Pan Światła
R'hllor, Serce Płomieni, Bóg Ognia i Cienia
avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Cze 04, 2017 2:03 pm

1 czerwca 266AC


Po postawieniu w płomieniach Warowni Maegora, Rhaenyra Velaryon ruszyła nad miasto. Smok prowadzony przez kobietę wypuszczał strumienie ognia na domy i ludzi wędrujących wąskimi uliczkami stolicy. Mężczyźni, kobiety i dzieci stawali w ogniu i umierali w agonii, budynki płonęły, a ogień rozprzestrzeniał się po ciasno zbitym osiedlu z olbrzymią prędkością. Całe miasto popadło w panikę, ludzie wrzeszczeli umierając i uciekając przed płomieniami, szukając miejsca by ukryć się przed szalejącą na ulicach pożogą. Złote Płaszcze uparcie próbowały zaprowadzić jako taki porządek i walczyć z płomieniami, jednak tysiące panikujących mieszkańców stolicy utrudniały im i co bardziej zdyscyplinowanym zbrojnym z przebywającej w mieście armii opanować sytuację. Sytuacja całkowicie wymyka się spod kontroli, gdy podpalony zostaje składzik dzikiego ognia przygotowany podobnie jak czterdzieści lat temu na oblężenie, aby załogi trebuszy miały substancję pod ręką. Zielony płomień eksploduje, trawiąc pobliskich zbrojnych, cywilów i budynki. Na szczęście nie była to nawet połowa zapasów Gildii Alchemików, więc eksplozja nie jest aż tak druzgocąca.
Płomienie ogarnęły znaczną część miasta i rozprzestrzeniały się coraz bardziej. Wraz z nimi roznosiła się przeraźliwa panika oraz chaos, które jak na razie uniemożliwiały jakiekolwiek działania przeciwko pożodze. Jedynie lekka mżawka łagodziła szalejące inferno, ale i ona nie była godnym przeciwnikiem dla takich płomieni.
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com
Sir Ian

avatar


PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   Nie Cze 04, 2017 5:57 pm

Sir Ian siedział wraz ze swymi kompanami w gospodzie, w której się zakwaterowali i umilał wszystkim tam obecnym chwile śpiewem i grą na lutni, gdy do budynku wpadł zdyszany i przerażony człowiek. Mężczyzna szybko złapał oddech i zaczął krzyczeć o szalonym smoku siejącym zniszczenie w mieście. I rzeczywiście - teraz, gdy czwórka muzykantów umilkła, dało się słyszeć ogólną wrzawę i zmieszane wrzaski agonii i paniki na zewnątrz. Sir Ian, Peter i Flowers szybko złapali za swoją broń i pośpieszyli do drzwi, a za nimi o wiele mniej pewnie Rudy Joe. Z progu było już widać szybko ogarniane przez piekło budynki stolicy.
- Na Bogów... - Ian zbladł, na kilka chwil zamurowany, tak samo jego przyjaciele. Pierwszy obudził się Peter. I trzasnął Iana płaską dłonią w ramię tak, że bękart z Zachodu prawie się zatoczył.
- Trzeba działać! - wrzasnął i wybiegł w kierunku studni.
Flowers też oprzytomniał, ale szybko uznał pomysł gaszenia tego inferno wodą za bezsensowny. Płomieni było za dużo, smok wciąż latał po niebie i nawet mżawka, która teraz powoli moczyła grzywę pryszczatego młodzieńca nie mogła być wystarczającą pomocą.
- Ewakuujmy miasto! - krzyknął nagle Sir Ian - Ludzie! Bierzcie co macie przy sobie i natychmiast do bramy!
- Tylko bez paniki! Bez paniki! - dodał Rudy Joe, zdając sobie sprawę, jak bardzo panika teraz jest niepotrzebna.
Podczas gdy Peter próbował zapobiec rozprzestrzenianiu się ognia, Sir Ian wraz z Joem i Flowersem próbowali zarządzać ewakuacją mieszkańców z ich okolicy. Jeśli natrafili na Złote Płaszcze czy inną zorganizowaną już grupę ratującą cywili, bez zająknięcia dołączyli do nich.
Ian raz po raz zerkał w kierunku latającego po niebie smoka uważając, czy ten nie zbliża się zanadto do ich pozycji. Do grobu nie było mu blisko. W pewnym momencie smok zbliżył się do Czerwonej Twierdzy, a w niebo wzniosło się trochę szybkich, cienkich, czarnych kształtów. Rycerz szybko zrozumiał, że zamek musiał stawiać opór najeźdźcy. I faktycznie - po chwili gad wierzgnął, trafiony, i spadł za mury Czerwonej Twierdzy, gdzie Ian już go nie widział. Odetchnął z ulgą.
- Smok nie żyje! Smok nie żyje! Spokojnie, ludzie! Wszystko będzie dobrze!
Poza tym, że prawdopodobnie w mieście nie została ani jedna osoba, która kogoś nie straciła w pożodze.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulice Królewskiej Przystani   

Powrót do góry Go down
 
Ulice Królewskiej Przystani
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Lochy Królewskiej Przystani

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja II :: Królewska Przystań-
Skocz do: