IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Lothar Bolton

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lothar Bolton

avatar


PisanieTemat: Lothar Bolton   Pią Maj 05, 2017 8:22 pm

Godność:
Lothar

Ród:
Bolton

Wiek:
35 Dni Imienia

Miejsce urodzenia:
Dreadfort, 22 lipca 231 po Podboju

Stanowisko/Zawód:
Lord Dreadfort

Wygląd:
Lothar wdał się bardziej w rodzinę ojca, niźli matki z Hornwoodów i wygląda jak typowy Bolton, czyli nietypowy człowiek Północy. W porównaniu do rosłych Umberów, krępych Mormontów i atletycznych Starków jest bardzo szczupły, choć też i całkiem wysoki, sięgający sześciu stóp wzrostu. Prześladuje go ewidentny brak czystej siły fizycznej, za to jest w nim pewna gibkość, zwinność i wyczucie ruchów. Nie jest zamaszysty jak mniej okrzesani lordowie. Na bladym ciele owłosienia nie posiada prawie wcale, choć głowę porasta mu czarna jak węgiel czupryna, krótko ścięta aczkolwiek całkiem gęsta. Brody również nie nosi, goli się regularnie i na całkowitego gładysza, ot dla komfortu i higieny. W konsekwencji z twarzy jest raczej przystojny, ale też może nieco zbyt łagodny jak na seniora dużego rodu Północy, o rysach gładkich i przyjaznych. Czasem może sprawiać wręcz wrażenie nieopierzonego młokosa. Nieco więcej powagi dodaje mu prosty, ale nieco przygarbiony nos, zaś surowości gęste brwi i chłodne oczy typowe dla Boltonów. Barwy niemalże czystego lodu bądź śniegu, przenikliwe i przerażająco obojętne, ale przy tym czujne i bystre. I to właśnie tym spojrzeniem nadrabia niedostatki w surowej powadze reszty fizjonomii, jak i głosem, który to z gładkiego i spokojnego szybko umie przerodzić się w jadowity i okrutny ton.

Lord Bolton bardzo dba o higienę i swoje osobiste zdrowie. Regularnie bierze kąpiele, takoż zwykłe jak mineralne, i orzeźwiające prysznice w lodowatej wodzie. Nawet na największych ucztach zachowuje umiar w jedzeniu, nigdy też nie upija się w stupor. Od gorzkiego piwa i kwaśnego wina, woli raczej trunki słodkie jak miody pitne lub doprawiane grzańce jak np. hipokras, co nie znaczy że tych pierwszych w ogóle nie pije. Często popija też ziołowe napary, choć raczej nie zdaje się w tym na służących, a raczej sam je zrywa bądź kupuje i przyrządza osobiście. Woli nie ryzykować wypicia wywaru zaprawionego jadem lub trucizną, które przecież ciężko wyczuć w wonnych i mocno aromatycznych trunkach. Żeby pozbyć się starej krwi, każe przykładać sobie pijawki. Aby oczyścić płuca od morowego powietrza – wdycha opary soli mineralnych. Ma ustalony rytm dnia w którym znajduje miejsce na poranne rozciągnięcie się lub przejażdżkę konną. Generalnie jest człowiekiem raczej schludnym i pedantycznym. Potem ani brudem czuć od niego rzadko, nawet w podróży, zaś odzienie ma schludne.

Właśnie. Co  Lothar ubiera się jak na człowieka Północy przystało, czyli skromnie i praktycznie. Nie stroi się jak modna panienka ani fircyki z południa. Nawet na uroczyste lub ceremonialne okazje zazwyczaj ubiera skromne wamsy, tabardy, dublety lub tuniki, czasem herbowe, a czasem w innych stonowanych barwach i bez szału ozdób. Na co dzień nosi się jeszcze skromniej, bo w naturalnej barwy skóry i niemalże skromne sukna. Jedyną ozdobą jest zazwyczaj rodowa kolorystyka, lub herb wypalony bądź wyszyty w widocznym i estetycznym miejscu. Czasem na wszystko narzuca jeszcze płaszcz bądź opończe, różową jak kobiecość pięknej panny, choć nieco bardziej przerażającą, bo nakrapianą czerwienią krwi i z wizerunkiem obdartego ze skóry człowieka rozpostartego jak do rozrywania końmi. Gdy mu zimno narzuca futra, nomen omen wilcze, lub po prostu ubiera cięższe płaszcze skórzane. W boju preferuje swobodę, w końcu i tak nie walczy w pierwszej lini – kolczuga do kolan uzupełniona o elementy płytowe w newralgicznych punktach ciała to wszystko co mu potrzeba. Na kolczudze zaś rodowa tunika, na głowie hełm odziedziczony po ojcu, w kształcie ludzkiej czaszki. Przy boku trójkątna tarcza i miecz, dosiadający gniadej klaczy typu destrier.


Osobowość:
Także i tutaj Lothar wdał się w Boltonów. Jako że od najmłodszych lat natura skąpiła mu solidnych i mocnych mięśni, polegać musiał raczej na wrodzonym sprycie, inteligencji i swoich szarych komórkach. Tych całe szczęście mu nie brakowało, a wręcz przeciwnie, dlatego też wyrósł na człowieka na jakiego wyrósł. Wypisz, wymaluj, zupełne przeciwieństwo typowego Umbera.

Lothar jest człowiekiem ambitnym, ale też powściągliwym w czynach. Zamiast bezpośrednich i frontalnych rozwiązań, które mogą wyjawić jego intencje i motywacje, często woli podejście do sprawy z boku, żeby nie rzec od tyłu. Pociąga go władza, może i wstyd przyznać, choć też niekoniecznie musi być kimś na pełnym splendoru piedestale. W końcu niewiele trzeba, żeby kogoś z piedestału zrzucić. Boltonowie od zawsze woleli działać za kulisami, gdzie rzadko imają się ich zdradzieckie sztylety, zatrute wina bądź strzały z ukrycia. Doskonale zdaje sobie sprawę z opinii, jaką „cieszą się” Boltonowie i nie ma zamiaru podkładać pod nią więcej ognia. Czasem trzeba zachować pewną grę pozorów. Także w bitwie trzyma się raczej z dala od pierwszych linii. Odziedziczył uzdolnienia po ojcu – polityczne i dyplomatyczne, bojowe okazując tylko w pewnym stopniu.

Nie jest też w sumie niemoralny, nie czuje perwersyjnego podniecenia z powodu czystego cierpienia, nie rozkoszuje go widok krwi sam w sobie, ani nie szuka zwady dla adrenaliny. Bardziej pasuje do niego oskarżenie amoralność, czysty i niezmącony pragmatyzm. Etyka jest dla niego rzeczą względną, toteż i jego czyny bywają bezwzględne, jeśli tylko może odnieść z nich jakąś korzyść. Okrucieństwo stanowi w jego wydaniu bardziej pokaz siły, wpływów, czy też zwyczajne zastraszenie, niźli czyny dokonywane z sadyzmu. Nie boi się kłamać, by osiągnąć swój cel, jak i złamać danego słowa. Honor uważa za przeszkodę, nie pozwalającą trzeźwo myśleć i sięgnąć po to co człowiekowi należne.

W codziennym obyciu sprawia wrażenie spokojnego i przyjaznego, serdecznego niemal. Śmieje się często i głośno, często uzupełni wypowiedź żartem, nawet na swój temat. Ceni sobie ironię i groteskowy czarny humor. Za kulisami sroży się często, ale publicznie praktycznie nigdy się nie gniewa, ani nie rzuca nieobyczajnymi słowami. Nawet gdy wpadnie w gniew jest jadowicie uprzejmy, a słowa raczej starannie cedzi, a nie ciska bezwładnie na wiatr. Na obelgi reaguje w sposób wyważony, zadowalając się sarkastycznym odbiciem piłeczki. Rzadko decyduje się na konfrontację wprost i to tylko jeśli czyn odwrotny spowodowałby utratę reputacji. Co go obchodzą obelgi? To tylko słowa. Pieski niech szczekają, a karawana i tak pojedzie dalej. Na naradach zawsze sprawia wrażenie głosu rozsądku i pojednania, choć wprawne oko zauważyłoby też, że jego wariant pojednania zawsze zawierał korzystny dla niego kruczek.

Drażni go lizanie butów Starków i to jak wilczy panowie są w siebie zapatrzeni, no ale cóż ma zrobić? Toksyczna symbioza Starków i Boltonów jest gwarantem spajającym Północ i zapobiegającą rozlewowi krwi. Póki Starkowie są szanowani i mocni, póty Boltonowie nie mają szans sięgnąć po władzę dla siebie, zaś żaden Stark nie usiądzie spokojnie w Winterfell, jeśli nie będzie cieszył się choćby jako-taką lojalnością pana z Dreadfort. Lothar zdaje sobie sprawę ze znaczenia tej symbiozy, a także siły Starków, tak więc zamierza kontynuować rozważną politykę zmarłego pana ojca, jednocześnie na własną modłę i niekoniecznie podzielając jego sympatie. Dba o reputację także wśród innych rodów, zwłaszcza tych spokrewnionych bądź bliskich interesami, zwłaszcza Ryswellów, Dustinów, czy Karstarków.

Co zaś tyczy się w końcu jego rodziny. Nie czuł do nikogo szczególnie zażyłego afektu, niemniej jednak naprawdę szanował zmarłego ojca, przynajmniej dopóki nie zaczął popadać w obłęd, który zagrażał jemu samemu i przyszłości rodu. Stryja uważa za nieco zbyt miękkiego, jednak również traktuje z respektem, stary Baltan to prawdziwy geniusz wojny. Braci trzyma raczej na odległość i stara się mieć ich w szachu, by w razie wykrycia knowań uderzyć szybko i bezlitośnie. O matkę dba i uprzejmie się do niej zwraca. Żonę również traktuje dobrze, choć też z drugiej strony są rzeczy, których jej nie pokazuje. No ale czego się nie widzi, tego nie żal. Ano tak, Lothar nie za bardzo dba o wierność małżeńską i czasem, aczkolwiek z dyskrecją, sypia z innymi kobietami, byleby była ładna i zgrabna. Gdyby starannie po sobie nie sprzątał po tym jak wybranka na boku mu się znudzi prawdopodobnie miałby już kilka bękartów. Nie chce jednak by cokolwiek stanęło na przeszkodzie jego prawowitym dzieciom, zwłaszcza Domericowi. Ciężko powiedzieć by ojcem był szczególnie obecnym i kochającym, ale zarówno on jak i Cregan dbali o wychowanie lotharowych latorośli. Nie jest wobec nich przesadnie surowy, ale równocześnie nie znosi sprzeciwu. Starał się dbać o to by poza wszystkim co mógł im powiedzieć maester, w dzieciach zostało coś także i po ich przodkach Boltonach – pragmatyzm i realizm.

Ciężko powiedzieć co planuje dalej, jako świeżo upieczony pan Dreadfort. Ledwo rozesłał kruki niosące wieści o śmierci jego ojca, sam otrzymał wezwanie pod broń. A więc Północ dołączała do wojny na południu.  Przed Lotharem stanęło trudne zadanie decyzji co do przyszłości rodu w bardzo newralgicznym momencie jego historii.

Historia:
Lothar Bolton urodził się siódmego miesiąca roku 231 po targaryeńskim podboju jako syn Cregana Boltona. Był pierwszy i najstarszy, a więc od najmłodszych lat traktowano go jako dziedzica i przyuczano do objęcia w przyszłości władzy po ojcu. Po nim też odziedziczył wszystkie stosowne talenta, to jest żywy umysł i umiejętność zjednywania sobie ludzi.

Od najmłodszych lat Lothar był ambitnym i pracowitym perfekcjonistą. Do nauk wykładanych przez maestera przykładał się należycie, a nawet z nawiązką wypełniając swoje obowiązki. Prawdziwą szkołą życia było jednak dla niego życie z rówieśnikami. Lothar był wysoki, zwinny i zdrowy, ale w stosunku do innych chłopców w jego wieku brak mu było krzepy i mocnej postury. To nauczyło go polegać raczej na darach umysłu i sprycie. Lawirował między silniejszymi od siebie, zgłębiając sztukę zjednywania sobie ludzi swoim intelektem i słowami, a czasem wręcz bezczelnym blefem. Nastawiał jednych przeciwko drugim. Razem z grupą podległych mu osiłków terroryzował nielubiane dzieciaki, choć bynajmniej nie po to by obserwować ich cierpienie i upokorzenie samo w sobie, ale nasycić się władzą. Czasem nie oszczędzał także młodszych braci, choć zważał też, by nie rozsierdzić tym ojca. W przeciwieństwie do wielu innych, ojciec prawie zawsze przejrzał Lothara. W końcu była to krew z jego krwi. Wiedział czego się spodziewać po latorośli wychowywanej na swoją modłę. Młody Bolton bardzo szanował ojca i podziwiał jego kunszt krasomówczy i dyplomatyczny. Często śmiał się z na co dzień łagodniejszego Baltana, swojego stryja, ale jednocześnie respektował go. Szeroko znane były talenty wojenne jego stryja, a i on miał też drugie oblicze, godne Boltona.

Ojciec często brał go w podróże, by nie zasiedział się w Dreadfort nie znając realiów świata. A to odwiedziny u Hornwoodów, a to znowu u Karstarków, bowiem planowano jego małżeństwo z córką tego rodu, to znowu u Cerwynów gdzie ojciec zabiegał o żonę dla jego młodszego brata. Raz nawet był w Królewskiej Przystani, na hucznym weselu ciotki z jakimś smoczym książątkiem. Odwiedzał też Starków i inne rody Północy, pewien czas nawet spędził w Barrowton jako tymczasowy wychowanek Dustinów. Ot życie dziedzica rodu. Był na wojnie w 247, tej w której poginęli Darkwaterowie, choć bardziej jako obserwator, niźli aktywny uczestnik. Ot zobaczył realia dowodzenia na wojnie i ją samą w praktyce, w boju w pierwszej linii jednak nie stawał. Po wojence poślubiono go ostatecznie z Dacey Karstark. Było to nawet urodziwe dziewczę, więc pierwsze lata małżeństwa można było uznać za udane, choć też ileż można spać z jedną kobietą? Lothar od czasu do czasu lubił skoczyć sobie w bok, niemniej jednak zachowywał stosowną dyskrecję, a i samą żonę okręcił sobie wokół palca tak, że nie dowierzała żadnym pogłoskom na jego temat. W roku 249 urodził mu się syn Domeric, a już pięć lat później miał trójkę dzieci.

Dalsze lata spędził coraz bardziej angażując się w życie polityczne. Choć tajemniczy ojciec nie mówił mu też wszystkiego, to jednak dzielił się co najważniejszymi przemyśleniami, planami na przyszłość. Przenosił część obowiązków na Lothara, razem odpowiadali na listy i noty dyplomatyczne, uczył się już mniej o byciu człowiekiem wykształconym, a o byciu lordem. Mariaż jego brata z rodem Cerwynów, flankujących Starków od zachodu, był pomysłem Lothara. Po pewnym czasie zaczął też odbywać własne podróże, pod nieobecność ojca wespół ze stryjem sprawując władzę w Dreadfort. W tym właśnie czasie, całkiem niedługo po wojnie 247 roku, jego ojciec dość niespodziewanie dla innych zaprzyjaźnił się z Correnem Starkiem. Lothar jako człowiek swojego ojca godny i o uosobieniu na wskroś podobnym doskonale jednak wiedział o co w tej przyjaźni chodziło. Cóż jest lepszego niż wróg, który ci ufa? Wtedy to właśnie poznał trochę lepiej Torrhena Starka, typowego przedstawiciela tego rodu, to jest w jego opinii mało rozgarniętego i ślepo zapatrzonego w honor. Było to niepojęte i dziwne dla Boltona, zwłaszcza że poza tym Torrhen był całkiem bystry i lotny. No ale cóż znaczy bystrość przy niemożności stosownego jej wykorzystania?  W jego ocenie zdecydowanie za mało było w młodym Starku krwi Lannisterów. No ale cóż, jego strata, a zgadnijcie czyj zysk?

Lothar nie za bardzo wierzył w zamach maestera na ojca, niby jaki cel miał w tym mieć ten stary szczur?  Zresztą nawet jakby się powiódł to przecież musiałby zostać w Dreadfort, wiązał go tu dosłowny łańcuch u szyi. I nawet jakby dostał za to worek smoków, to chyba nie spodziewał się że umknie to Lotharowi? Nie rozmawiał o tym za bardzo z ojcem, ale wiedział że powinien grać w te same nuty co on i domyślał się o co mogło chodzić. Lord Winterfell oburzył się na egzekucję maestera zanim zdążył sam go przesłuchać. Widać i on coś węszył, choć jak każdy Stark zaślepiony był swoimi sympatiami i honorem. Chyba tylko Starzy Bogowie wiedzieli jak z takim nastawieniem do świata, ludzi i życia, Starkowie zdołali utrzymać się na swoim tronie w Winterfell.

Lothar z niepokojem zaczął odnotowywać dziwne zachowanie swojego ojca, z którego chyba niewielu nawet w rodzinie zdawało sobie sprawę. Razu pewnego nakrył go w jego samotni, jak wpatrywał się w ten tajemniczy płaszcz na ścianie. Choć nic nie mówił, wyglądało jakby z nim rozmawiał. Lothar odstąpił nim ojciec go spostrzegł, szkoda narażać się na jego gniew, choć od teraz miał starego na swoim własnym oku. Ewidentnie krył on coś, czym nie chciał się dzielić.

Wtedy to też huknęła wieść o skandalu w stolicy. Podobno chciano otruć króla Viserysa, zaś skutecznie otruto dziedzica tronu Maekara. Miała tego dokonać rodzona królewska siostra Rhaenys. Ona sama oskarżyła o współudział Aerysa i Myrielle Targaryenów, skądinąd boltonowych krewniaków. Podobno były nawet na to jakieś żałosne dowody. Król dał popis iście targaryenowskiego temperamentu i bezmyślności, bez dalszego procesu ściął całą trójkę. Nie baczył że zabija krewniaków Hightowerów, chyba swoich najpotężniejszych wasali. Ze względu na powagę sytuacji Lothar w końcu dowiedział się o całości planów ojca, o których wiedział też oczywiście jego stryj. Cały plan zdawał się być trochę szalony, ale z drugiej strony, czemu by nie? Stawka była wysoka, ale nagroda też wspaniała. Boltonowie, Namiestnicy Północy. Stark zaczął coś podejrzewać, w czym na pewno maczał palce wyrodny syn Lothara, Eddard. Tak przynajmniej twierdził Domeric, który z młodszym bratem wyruszył do Winterfell, a powrócił sam. Mimo wszystko, Cregan Bolton przybił układ z Hightowerami, a dokładniej goszczącym w  Dreadfort Edwynem. Wtedy układ ten nosił jeszcze pewnie znamiona rozsądku, pomimo to iż ojciec z dnia na dzień zachowywał się coraz dziwniej. Mimo to turniej w Dreadfort minął bez godnych uwagi wydarzeń lub przełomów. Po pewnym czasie spiski wyszły na jaw i wojna wybuchła z całym impetem.

Plany pewnie nawet by mogły wypalić, gdyby nie splot kilku dalszych wypadków. Hightower dał się ponieść ambicjom i miast wznieść sztandar w imieniu Aegona Targaryena, ogłosił niepodległość Reach. Lord Cregan Bolton wściekł się na te wieści, na to jawne złamanie umowy, nawet po jego zazwyczaj opanowanej twarzy było to widać. Rychło zaczął zamykać się w swojej samotni, często nie chcąc widzieć nikogo, nawet stryja ani najstarszego syna. Mijały nerwowe tygodnie, w których Lothar  z Baltanem musieli częstokroć zastępować Cregana w jego podstawowych funkcjach dworskich, tłumacząc że zachorzał bądź zasłabł. Bunt na południu zaś trwał w najlepsze. Zabawnym zrządzeniem losu Viserysa otruto tak czy inaczej, a tron przejął jego wnuk Jaeherys. Ze zrozumiałych względów, nowy król również nie miał żadnych przesłanek by zgodzić się na secesję Reach. W tej wojnie coraz mniej było miejsca dla Boltonów. Co mieli zrobić? Rzucić się na połączone siły Winterfell i Żelaznego Tronu z wszystkimi ich sojusznikami, tylko po to by wywalczyć niepodległość dla odległego królestwa na południu? Układ sił obrócił się na niekorzyść wcześniejszych planów. Na domiar złego, Lord Cregan coraz częściej mamrotał sam do siebie i ogółem zachowywał się coraz dziwniej. Baltan jak to miał w zwyczaju, nie miał charakteru i siły woli by zrobić cokolwiek zdecydowanego. Lothar zaczął obmyślać więc własny plan. Plan okropny i okrutny, ale przecież wypełniał tylko wolę jego ojca, czyż nie? W końcu to on go uczył o tym jak ważny jest ród, jego znaczenie i dobrobyt. Szaleniec nie może rządzić! I wtedy to właśnie, gdy już był zdecydowany poprowadzić swój spisek do końca, pewnego wieczoru jego ojca odnaleziono zawiniętego w ten sam płaszcz, w który zwykł się ostatnio wpatrywać. Rzucał się po podłodze, wrzeszczał i rzęził, tocząc pianę z ust. Nim zdołano go obezwładnić i zawołać maestera, lord Cregan Bolton poczerwieniał jak dojrzałe winogrona i umarł. Jego własna krew uderzyła mu do mózgu.

Lothar był trochę zszokowany gwałtownym sposobem w jaki umarł jego ojciec, ale musiał przyznać, że była mu ta śmierć bardzo na rękę. Sam planował ją tylko w ostateczności, jednakże los okazał się być dla niego łaskawy. Miał teraz całkowicie wolną rękę, do tego wcale nie brudną od zbrodni i rodzinnej krwi. Jak było w zwyczaju dobrego syna, pocieszył zapłakaną matkę, która miłowała ojca bardziej niż ktokolwiek inny. Razem z Baltanem i braćmi odbyli czuwanie nad jego ciałem. Nad ranem zaś ogłoszono wieści służbie dworskiej i rozesłano w świat. Wzbogacone o nieco dramatycznych szczegółów, by wzbudzić współczucie, o ile ktokolwiek na współczucie wobec Boltona był w stanie się zdobyć. Pierwszy list powędrował do lorda Winterfell.

Do rąk własnych Czcigodnego Lorda Correna z domu Starków, Pana Winterfell i Namiestnika Północy

Wasza lordowska mość,
Z najwyższym ubolewaniem i smutkiem zawiadamiamy o tragicznej śmierci Czcigodnego Lorda Cregana Boltona, Pana Dreadfort. Od dłuższego czasu słabując i zmagając się z atakami boleści, a także rozpaczą po śmierci ukochanych krewniaków i zamachu na jego życie, zszedł on był z tego świata dnia 1 czerwca roku 266 po Podboju, gdy z żalu za osobistą stratę i szalejącą w kraju wojnę pękło mu serce.
Wiemy, że był on dla waszej lordowskiej mości jak rodzony brat i on sam także wielce was cenił imiłował. Dlatego też datę pogrzebu ogłaszamy na równo dwa tygodnie po śmierci, abyście i wy wespół z nami i innymi krewnymi, mogli go odprawić ku jedności z naszymi Bogami. Jednocześnie upraszamy o powrót do domu naszego syna, Eddarda Boltona, by mógł złączyć się w bólu razem z resztą rodziny.
Ponadto, ogłaszamy niniejszym, że jako syn i dziedzic zmarłego, jęliśmy od tej pory tytułować się Panem Dreadfort i wszystkich należnych nam z tego tytułu ziem oraz wasali. Liczymy, że przy okazji pogrzebu naszego Czcigodnego Pana Ojca, będziemy mogli odnowić więzi honoru i przyjaźni łączące wielkie rody Starków i Boltonów.
Z wyrazami największego szacunku i współczucia
Podpisane i poświadczone własną pieczęcią
Lord Lothar Bolton, Pan Dreadfort


Taki oto uniżony list wysłał do swojego seniora. Cokolwiek dziać się ma na tej wojnie, im później Stark do niej dołączy, tym lepiej. A co będzie potem, czas pokaże.

Umiejętności:
Wrodzone:
Geniusz (+7)
Dar Przekonywania (+3)
Słabeusz (-3)

Wyuczone stopniowane:
Jazda konno (+1)
Blef II (+3)
Dyplomacja III (+6)
Zastraszanie (+1)
Dowodzenie II (+3)
Kultura i historia (+1)
Uwodzenie (+1)

Sztylety (+1)
Walka jedną bronią (+1)

Wyuczone niepoziomowane:
Używanie średniej zbroi (+2)
Elokwencja (+2)
Dworskie wychowanie (+2)
Zwinność  (+2)


Wyposażenie:
Ma w zasadzie wszystko, czego mu potrzeba. Jedzenie przygotowuje mu służba, która też przynosi cokolwiek sobie zażyczy. Co zaś tyczy się tego co nosi przy sobie.

a) Do boju
- Kolczuga do kolan uzupełniona o elementy płytowe na torsie, plecach, ramionach i barkach. Pod kolczugą gambeson.
- Kaptur kolczy z czepcem ochronnym, na to zaś hełm po ojcu, stylizowany na ludzką czaszkę.
- Prosty, lecz bardzo dobrej jakości miecz. Typowy rycerski, z prostą i obosieczną głownią oraz krzyżową, otwartą rękojeścią. W miejscu gdzie osadzona jest głownia, broń zdobi szlifowany rubin.
- Zakrzywiony i niezwykle ostry puginał o rękojeści zdobionej trzema małymi rubinami.
- Klacz bojowej rasy „destrier”. Gniada, nazywa się Posoka.
- Do podróży, ażeby nie przemęczać Posoki, kary wałaszek imieniem Czarny.

b) Na co dzień
Zazwyczaj jeno ubrania (opisane w wyglądzie) i miecz u boku, reprezentacyjnie. Często schowany gdzieś czai się też balisong.
[/i]


Ostatnio zmieniony przez Lothar Bolton dnia Sob Maj 06, 2017 1:23 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Pan Światła
R'hllor, Serce Płomieni, Bóg Ognia i Cienia
avatar


PisanieTemat: Re: Lothar Bolton   Sob Maj 06, 2017 1:25 am

Akcept (+5pkt.)
Pan z Tobą!
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com
 
Lothar Bolton
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» TV Bolton

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja II :: Karty Postaci-
Skocz do: