IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Plac Szewski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Plac Szewski   Wto Kwi 21, 2015 9:09 pm

20 lutego 226AC

Tuż przed południem strażnicy wprowadzili na plac Cortesa Martella, którego czekało pięćdziesiąt batów za obrazę królewskiego majestatu. Zbrojni przyprowadzili Dornijczyka pod pręgierz i przykuli do niego. Zbierający się wokół tłum zaczął buczeć i obrzucać Martella wyzwiskami, a co niektórzy także odpadkami. Po kilku minutach na placu pojawił się jeden z Gwardzistów Królewskich, który wyciągnął kawałek papieru i przeczytał:
- Z rozkazu Baelora z rodu Targaryenów, Drugiego Tego Imienia, Króla Andalów, Rhoynarów oraz Pierwszych Ludzi, Władcy Siedmiu Królestw i Protektora Państwa zostajesz skazany na pięćdziesiąt batów za obrazę królewskiego majestatu. Kara zostanie wymierzona natychmiast.
Kiedy tylko Gwardzista skończył czytać, zbrojni wetknęli Martellowi kawałek szmaty w usta, a królewski kat chwycił bat i podszedł do skazańca. Bat uderzył raz, później drugi, trzeci i uderzał dalej do akompaniamentu pomruków i okrzyków zgromadzonych wokół ludzi. W końcu wymierzono pięćdziesiąt. Strażnicy odpięli słaniającego się na nogach Cortesa od pręgierza, zdjęli mu kajdany i zaciągnęli do portu, gdzie rzucili pod pierwszym lepszym magazynem.
- Teraz wracaj na swoją pustynię psie -rzucił jeden i splunął na Martella.
Po chwili pod magazynem pojawiła się dziewczyna, której uroda sugerować mogła własnie pochodzenie z Dorne, a wraz z nią młodzieniec z łańcuchem maestera na szyi. Podnieśli razem Martella i zabrali na jeden ze stojących w porcie statków.
Powrót do góry Go down
Aurora Arryn
Królowa Królików i Pierwszych Ludzi, Władczyni Doliny, Tridentu oraz Zatoki Czarnego Nurtu
avatar


PisanieTemat: Re: Plac Szewski   Sob Maj 02, 2015 11:43 pm

24 luty 226 AC


Szli jak na razie wolno, a Aurora czuła jak wiatr wprawia lekko w ruch jej sukienkę. Trochę się skrzywiła, bo pomyślała, że nie będą już mieli okazji się jeszcze rozglądnąć po mieście. Ludzie przechodzili i spoglądali na nich. Raczej nie meli pojęcia kim jest Aurora, a Książę w towarzystwie nieznajomej - zdecydowanie wzbudzało zainteresowanie.
Aurora została poprowadzona do jakiejś uliczki. Poczuła na swoim nosie kroplę i spojrzała w niebo. Było niezwykle zachmurzone. Nie minęła chwila - najpierw lekki deszczyk, który z każdą sekundą się nasilał. Musiała szybko znaleźć schronienie, gdyż wolałaby nie mieć prześwitującej sukienki, a co ważniejsze, nie zachorować.
Powrót do góry Go down
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Re: Plac Szewski   Sob Cze 06, 2015 3:35 am

29 kwietnia 226AC

Robb po rozesłaniu listów udał się z trzema ze swoich rycerzy na mały obchód. Na początku przeszli się po zamku, a kiedy zwiedzili twierdzę ruszyli do miasta. Reyne kupił tam dwie beczułki złotego arborskiego, prosząc uprzednio kupca, aby ten sam spróbował wina. W końcu warto sprawdzić, czy nie jest zatrute... Zwłaszcza teraz. Później nowy Namiestnik odwiedził port, gdzie przyjrzał się królewskiej flocie, a następnie złożył krótką wizytę Wielkiemu Septonowi, przy czym poruszył również sprawę koronacji. Złożył także wizytę alchemikom z Gildii i kowalom na ulicy Stalowej, zapewniając obie grupy jak korona ceni ich usługi.
Wracając do zamku przechodzili przez Plac Szewski, gdzie zatrzymał ich mały... incydent. Reyne usłyszał nagle krzyk kobiety, obejrzał się i zobaczył jak jakiś mężczyzna popycha dziewczynę w czarnym płaszczu na ścianę i podchodzi do niej łapiąc za ramiona i dociskając do budynku. Napastnik nie był specjalnie wysoki, jednak na pewno był masywny. Robb już chciał interweniować, kiedy dziewczyna kopnęła agresora w krocze, a kiedy zgiął się w bólu wymierzyła mu kolejne celne kopnięcie w szczękę. Mężczyzna zwalił się z jękiem na ziemię, gdzie otrzymał jeszcze trzeciego kopniaka w brzuch... a tak żeby na pewno nie wstał. Reyne kątem oka zauważył, że dwóch innych idzie w stronę panienki. Podszedł do strażników przyglądających się sprawie i zapytał:
- Nie macie zamiaru nic zrobić?
- Zrobić? Z tymi patałachami lepiej nie zadziera... - strażnik przerwał w pół słowa dostrzegając broszę w kształcie ręki. - My już... to znaczy... Już się tym zajmujemy Panie!
- Nie fatygujcie się... Wracajcie do koszar i powiedźcie swojemu dowódcy, że za godzinę ma się stawić w Wieży Namiestnika. Jeżeli mnie nie będzie ma czekać... No chyba, że woli zaczekać w lochu. Zrozumiano? - zapytał ze spokojnym uśmiechem.
Strażnicy tylko skinęli głowami i natychmiast ruszyli w kierunku garnizonu. Robb skierował się w stronę zamieszania zagradzając drogę dwóm oprychom. Rycerzom dał gestem znak, że sobie poradzi.
- Radzę Panowie, żebyście zawrócili... - rzucił z uśmiechem, kładąc dłoń na rękojeści miecza.
Mężczyźni nie wydawali się jednak przekonani i musiało bardzo zależeć im na losie towarzysza, ponieważ byli na tyle szaleni, aby wyciągnąć sztylety i zaatakować Królewskiego Namiestnika na ulicach stolicy. Robb tylko się uśmiechnął i wyciągnął miecz. Przynajmniej dzień nie będzie taki nudny... Reyne sparował cięcie pierwszego sztyletu, po czym uderzył, jednocześnie usuwając się poza zasięg drugiego oprycha. Udało mu się ciąć pierwszego w ramię, a po chwili ranić drugiego w nogę. W pewnym momencie poślizgnął się jednak na rybie, która spadła z jakiegoś straganu i jeden z napastników ciął go w lewe ramię. Lew szybko odzyskał równowagę i pozbawił zbira głowy, po czym już kilkoma szybkimi cięciami wykończył drugiego. Reyne spojrzał na ranę... Heh... trzeba się było nie bawić z nimi. W tym samym czasie leżący na ziemi delikwent również dobył sztyletu i próbował się podnieść, co zakończyło się zapewne pogruchotanym nadgarstkiem, kiedy dziewczyna wcisnęła mu go obcasem w ziemię. Jeden z rycerzy natychmiast podbiegł do niego z kawałkiem płótna, który szybko zawiązał mu na ręku jako prowizoryczny bandaż. Robb przyjął tą bardzo troskliwą postawę gwardzistów z lekkim uśmiechem po czym podszedł do niewiasty.
- Ładnie go potraktowałaś Pani, o co poszło?
- I nawzajem... Ci dwaj już chyba nie wstaną - odpowiedziała, a Reyne mógł zauważyć jak uśmiecha się spod ciemnego kaptura. - Ohh... po prostu nie spodobało mu się, że zabroniłam mu zastraszać kupców na placu. Straż schodzi na psy w tym mieście... - Dziewczyna podeszła bliżej. - Przedstawisz się, czy będziesz tak stał jak pieniek?
Robb nie umiał powstrzymać uśmiechu słysząc coś takiego.
- Ktoś tu ma ostry język... Robb Reyne, Królewski Namiestnik.
- Widzę... - powiedziała, trącając przypiętą do jego piersi broszę. - Bardzo lekkomyślny Namiestnik, skoro rzuca się sam na opryszków. Chociaż... lubię cię za to bardziej niż innych. - Dziewczyna zrzuciła kaptur, odsłaniając białe włosy. - Daena Waters, córka księcia Aemona Targaryena. Jeżeli wracasz do twierdzy, to może mnie odprowadzisz? - Nie czekając na odpowiedź złapała go za zdrowe ramię i pociągnęła w stronę zamku. - Ładnie machasz mieczem... ale dałeś się zaciąć. Swoją drogą to było komiczne, jak poślizgnąłeś się na tej rybie.
Robb skrzywił się lekko.
- Na pewno... Często tak wypuszczasz się na miasto sama Pani?
- Dosyć często... I wystarczy Daena, jestem tylko bękartem... Na dodatek mój ojciec wolał wyjechać do Cytadeli i kuć sobie łańcuch, zamiast się zajmować córką. Na szczęście stryj Baelor nie pozbył się mnie z Czerwonej Twierdzy, kiedy Aemon wyjechał, a stary ser Criston zlitował się nade mną i przygarnął jak swoją. W końcu rycerze gwardii nie mogą mieć własnych dzieci.
Dziewczyna wyraźnie posmutniała, na wspomnienie zmarłego Lorda Dowódcy.
- Ahh... Ser Criston był porządnym człowiekiem. Pamiętam go z czasu, który sam tutaj spędziłem jako chłopiec. Jednak chyba nie wychował cię na uprzejmą damę.
- Jestem bardzo uprzejma - prychnęła. - Kiedy chcę... Może i nie nauczył mnie jak biegać w sukniach i uśmiechać się sztucznie. Ohh... przepraszam. Damy w sukniach nie biegają, jeszcze by coś sobie zrobiły... Nauczył mnie za to jak radzić sobie w trudnych sytuacjach.
- Machać mieczem tez cię uczył? W końcu w tym był niedościgniony...
- A żebyś wiedział Lewku... Może mały sparing na górnym dziedzińcu? O ile rączka zbytnio cie nie boli...
Lew i Smok stanęli w końcu pod bramą twierdzy Targaryenów.
- Za godzinę na dziedzińcu... Mam jeszcze coś do załatwienia.
- Na pewno... tylko niech ci nie wypadnie "coś ważnego"... Na przykład strach.
Po tych słowach Daena obróciła się na pięcie i odeszła. Robb stał jeszcze chwilę w bramie spoglądając za nią, po czym ruszył w stronę Wieży Namiestnika, gdzie powinien czekać na niego dowódca Złotych Płaszczy.
Powrót do góry Go down
Viserys Targaryen
Smok Czerwony
avatar


PisanieTemat: Re: Plac Szewski   Pią Paź 02, 2015 9:47 pm

5 lipca 226 AC

Na placu stała szubienica strzeżona przez dwa tuziny Złotych Płaszczy. Wokół od jakiegoś czasu gromadzili się ludzie. Egzekucja została zapowiedziana kilka godzin temu, jednak mało kto z przybyłych wiedział kogo będą pozbawiać głowy. Słychać było liczne rozmowy pełne ciekawości i niecierpliwości.
W końcu na plac wkroczyli Król z Królową u boku, Wielki Maester, Starszy nad Szeptaczami, dwa Białe Płaszcze i trzydziestu zbrojnych. Za nimi prowadzono trzy skute łańcuchem osoby, wśród nich była młoda kobieta i dwóch mężczyzn. Żołnierze wprowadzili ich po schodach na szubienicę i ustawili w równych odstępach. Wśród tłumu zapanował gwar. Na podwyższenie wyszedł herold.
- Drodzy mieszczanie! - Krzyknął jednocześnie rękami dając wszystkim znak do uciszenia. - Stoją przed wami zdrajcy! Mordercy! Grabieżcy! Spiskowcy! Ale nie martwcie się! Dziś zostanie wymierzona sprawiedliwość! A dokona tego osobiście ten, który obronił nas przed najeźdźcą! Ten, który walczył ramię w ramię z żołnierzami i posyłał agresorów do grobu! Ten, który spuścił na nich ogień z nieba! Viserys Targaryen trzeci tego imienia!
Vis wkroczył na podwyższenie powolnym krokiem. Specjalnie zabronił wymieniania wszystkich tytułów, ludzie i tak ich nie pojmują. Na tak pompatyczną przemowę herolda namawiał go Vernon. Chciał tym zdobyć jeszcze większą przychylność ludu. No cóż, Vis zgodził się. Ten szpieg miał lata doświadczeń i znał się na rzeczy. Baelor zawsze liczył się z jego zdaniem i Vis nie miał zamiaru robić inaczej.
Wkroczył na podwyższenie z Ser Waynwoodem i Ser Blackwoodem u boku. Przywdział na tę okazję swoją zbroję w której walczył w oblężeniu. Wziął do tego półtoraręczny miecz, nieco cięższy od tego, którym wczoraj siekał wrogów. Idealny do pozbawiania główek.
Białe Płaszcze ustawiły się po dwóch stronach szubienicy. Vis miał już wyjść na środek i coś powiedzieć, gdy oczami przebiegł po twarzach wszystkich skazańców i zobaczył, że dziewczyna płacze. Cicho i dyskretnie. Zdradzały ją tylko łzy. Król podszedł bliżej i spojrzał jej w oczy. Jej wyraz twarzy był obojętny.
- Nie płacz. Niedługo będzie po wszystkim. - Powiedział cicho, tak żeby tylko ona słyszała, po czym otarł kciukiem jedną łzę. Nienawidził widoku płaczących kobiet. Postanowił, że zetnie ją na początku. Zdał sobie sprawę, że nawet z nią nie rozmawiał. Całą "brudną" robotę zostawił Robbowi i Vernonowi. Może to i dobrze.
Wyszedł na środek i spojrzał na tłum. Po kilku chwilach hałasy ucichły.
- Mieszczanie! Na początku chciałem podziękować wam za wytrwałość! To również dzięki wam miniona bitwa zakończyła się naszym zwycięstwem. Ochotnicy byli dzielni a ich odwaga napełniała wszystkich nadzieją. Wykazali się pod Smoczą Bramą, nie dając wrogowi wejść na mury! Pokazaliśmy wszystkim, że nawet mimo licznych przeciwności, Królewska Przystań potrafi się bronić! I robi to dobrze! Dziś przyszedł czas na załatwienie niedokończonych spraw. Trójka, która przed wami stoi... - Wskazał ręką na skazanych. - ...dopuściła się niewybaczalnych grzechów! Morderstwa, zdrady i grabieży! Dopóki ja jestem waszym królem, takie zbrodnie nigdy nie pozostaną bez kary! A jedyną słuszną karą za te uczynki jest śmierć!
Gwar znów podniósł się do ogromnych poziomów. Vis dał znak Ser Waynwoodowi. Rycerz chwycił dziewczynę za ramię i podprowadził ją dwa kroki do katowskiego pieńka. Vis widział, że nie stawia oporu. Mimo braku dłoni uklękła sama.
W tym czasie on wyciągnął miecz z pochwy i oparł na nim dłonie. Znów zwrócił się do zebranych.
- Zapewne większość z was drodzy mieszczanie słyszała o śmierci księżniczki Daenerys. Przed wami klęczy ta, która jest za to odpowiedzialna. Zabiła moją siostrę podstępem. Użyła trucizny - broni tchórzy. - Oraz kobiet i dornijczyków. Dodał w myślach. Ale to tylko detal. - Na śmierć została skazana już dawno. Pozostało tylko jedno.
Chwycił miecz za rękojeść. Najpierw przymierzył a potem zamachnął się i pozbawił dziewczynę głowy. Krew trysnęła strumieniem a ciało opadło bezwładnie na deski.
Gdy było po wszystkim, podszedł do mężczyzny, który dotychczas stał w środku. Ser Waynwood powtórzył to co zrobił poprzednio.
- Ten oto człowiek to Dagon Greyjoy. Były Lord Żelaznych Wysp, który w swojej zachłanności i żądzy władzy postanowił najechać na wybrzeża Westeros, ograbić nadmorskie wsie i zamki, zabijać chłopów i porywać ich kobiety! Setki, albo i tysiące ludzi poniosły przez niego śmierć! Za takie coś nie dostanie litości!
Powtórzył to samo co zrobił chwilę temu. Przymierzył i zamachem oddzielił głowę od ciała.
Przyszedł czas na ostatniego. Dla Visa on był najgorszy z całej trójki.
- Lord Wilis Brune. - Wskazał ręką na skazańca. - Zdrajca. Najgorszy z najgorszych. Jego zamiarem było otwarcie bram dla najeźdźców podczas oblężenia. Chciał tu ich wpuścić! Zdradził nas wszystkich! - Gwar wzmógł się do ogromnych rozmiarów. Ludzie krzyczeli klątwy i wulgaryzmy w stronę klęczącego. Vis postanowił nie czekać. Powtórzył szybko tę samą sekwencję ruchów i pozbawił zdrajcę głowy. Poczuł się wtedy... przyjemnie. Okrzyki tłumu wyraźnie zmieniły się na lepsze, choć nadal leciało sporo klątw na zmarłego już Bruna.
Vis bez zbędnych ceremonii udał się w drogę powrotną. Zszedł z podwyższenia i poszedł w stronę Czerwonej Twierdzy po drodze biorąc żonę pod rękę. Musi z nią jeszcze pogadać.
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com/t334-komnata-viserysa#4562
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Plac Szewski   Sro Maj 11, 2016 12:09 am

17 września 226AC - po zachodzie słońca

Mniej więcej w tym momencie rozpoczyna się walka w Warowni Maegora, a kładka Stannisa spada do fosy. Rycerze Zachodu (80%) wjeżdżają do miasta, a na drodze stają im jedynie rozproszone patrole wróbli (50%), a także zbrojni (55%) - rycerze Wiary i patrole Baratheonów. Atakujących prowadzi Namiestnik (80%) na czele szarżujących sił. Ludzie z Zachodu przebijają się przez bramę i pierwsze uliczki skutecznie, atak został starannie przygotowany i wszyscy wiedzą jakie pozycje mają zająć. Za oddziałami już wolniej suną obstawione wozy ze sprzętem od Lorda Bloodravena, a z północy powinni ruszać ludzie Darklyna i Rosby'ego, poinformowani przez gońców. Wojska z Casterly Rock nie mają zamiaru zajmować całego miasta, a pozycje najbliżej bramy zostały zdobyte sprawnie i umocnienia oparte na ulicach zaczęły już powstawać w tej okolicy.

Siły:
 

Namiestnik (145%) powala wraz ze swymi rycerzami (65%) oddziały zbrojnych (15%) z niezwykła łatwością. Jedynie wróble (70%) sprawiają pewne problemy, ale ostatecznie oddziały Zachodu zajmują wyznaczoną sobie w planie część miasta. Lwia Brama oraz Brama Bogów są w ich rękach, tak samo Plac Szewski. Ulice prowadzące do obszaru kontrolowanego przez ludzi ze Skały zostają zabarykadowane, a w mieście zostają rozstawieni zwiadowcy. Wozy od Bloodravena zawierają części skorpionów do rozstawienia w kluczowych punktach oraz dwie katapulty, aby odpowiedzieć ogniem, jeżeli Baratheon będzie na tyle bestialski żeby strzelać nimi wewnątrz miasta.

Siły:
 

Kilku rycerzy pod chorągwią pokoju ruszyło tymczasem w stronę Czerwonej Twierdzy, a oddziały obwieściły miastu zwycięstwo grając na rogach.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Plac Szewski   

Powrót do góry Go down
 
Plac Szewski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Plac zabaw nieopodal głównej ulicy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja I :: Ziemie Korony :: Królewska Przystań :: Miasto-
Skocz do: