IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Dziedziniec   Sob Maj 09, 2015 6:42 pm

Główny dziedziniec zamku, który znajduje się między bramą główną oraz wewnętrzną. Wokół wzniesiono wszystkie zabudowania, takie jak stajnie, psiarnie, czy magazyny. Tutaj zazwyczaj trenują również zbrojni Reyne'ów oraz znajduje się przejście do ogrodów.
Powrót do góry Go down
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sob Maj 09, 2015 10:43 pm

4 kwietnia 226AC


Robb został obudzony tuż przed południem przez swojego giermka, był to młody Anton Marbrand, jego dziesięcioletni kuzyn od strony matki. Miły chłopak o kasztanowych, rozczochranych włosach sięgających ramion. Trochę zaspał... ale można się było tego spodziewać, kiedy młody Marbrand próbował ściągnąć go z łóżka już trzeci raz. Wcześniejsze dwie próby zakończyły się zarzuceniem przez lwa kołdry na głowę i marudnymi pomrukami. Podobnie reagował zajmujący połowę poduszki kot, który próbował zabić Antona wzrokiem, ilekroć ten zbliżał się do łóżka. W końcu jednak Reyne musiał wstać, niedługo mieli przybyć pierwsi goście. Zjadł szybkie śniadanie, po czym ruszył na dziedziniec zarządzać przygotowaniami do ślubu. Jego brat zajmował się w tym samym czasie polem turniejowym. Wkrótce pojawili się pierwsi zaproszeni lordowie. Stryj Reyne'ów - Lord Marbrand z Ashemarku oraz Westerlingowie z Turni. Niewiele po nich przybyła panna młoda z rodziną. Lord Sarsfield nie wyglądał na zadowolonego, jednak nie był też specjalnie zły. Może i został pobity i zmuszony do pokrycia kosztów uroczystości, ale mógł wydać córkę za drugiego najpotężniejszego Lorda Zachodu... Całkiem niezła partia. Rodzinę Sarsfieldów witał już razem z Reynaldem. Brat wydawał się zadowolony z przyszłej żony. Goście zostali szybko zakwaterowani i przygotowania mogły trwać dalej i tak było to już tylko ostatnie szlify.
Powrót do góry Go down
Rosh Tarth
Fuck the King, Rzeźnik z Ashford, Mistrz Czatowych Opowieści
avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sob Maj 09, 2015 11:19 pm

7 kwietnia 226 AC

Po drodze rzecz jasna musiał wstąpić do Lannistoportu, by zakupić ubranie na ślub oraz prezent dla pary młodych. Oczywiście, odwiedził, też burdel. Gdy już wszystko kupił ruszył w dalszą drogę. Mieli zatrzymać się, aby odpocząć, lecz Rosh stwierdził, iż niedługo będą. Tak, więc, cały orszak Tartha wjechał na dziedziniec wraz z pieniem koguta. Tym razem jego dewiza "Przynosimy Świt" się sprawdziła. Zobaczył młodego człowieka, który najwyraźniej przyszedł przywitać gości. Lord Szafirowej Wyspy zsiadł mówiąc od razu.
- Hmmm, kim ty kurwa jesteś? - Bez Bola i Lola obejść się nie mogło. Byli oni więksi niż człowiek stojący przed nimi.
Powrót do góry Go down
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sob Maj 09, 2015 11:35 pm

Przygotowania zostały już praktycznie zakończone, teraz już tylko Lady Reyne biegała po zamku poganiając służbę. Matka chciała, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik przed ślubem najstarszego syna. Pojawili się już również prawie wszyscy lordowie Zachodu, chociaż wciąż brakowało najważniejszych z gości - Lannisterów. Robb zaczynał myśleć, że Złote Lwy uznały ślub Reynalda za uroczystość poniżej ich godności. Akurat ćwiczył z włócznią w ogrodzie, kiedy jeden ze zbrojnych przybiegł informując o kolejnych gościach. Robb rzucił broń Antonowi i ruszył na dziedziniec, giermek podreptał za nim. Po chwili kolumna jeźdźców wjechała na plac. Reyne natychmiast rozpoznał ich herb. Tarth... Spokojnym krokiem ruszył w stronę człowieka, który prowadził konnych i właśnie zsiadał z konia. Kiedy usłyszał pytanie przechylił lekko głowę w prawo przyglądając się z zaciekawieniem rozmówcy.
- Anton! - zawołał giermka. - Kim ja kurwa jestem?
- Ser Robb Reyne z Castamere! - odpowiedział natychmiast jego młody kuzyn.
- Ahh... no tak... Robb Reyne - powiedział wyciągając rękę do Tartha. - Witamy w Castamere.
Powrót do góry Go down
Rosh Tarth
Fuck the King, Rzeźnik z Ashford, Mistrz Czatowych Opowieści
avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Maj 10, 2015 5:06 pm

Zdziwił się nieco, że tym wielkoludem był Robb. Jeszcze raz zmierzył go wzrokiem mówiąc uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Kurwa, wyższym, to chyba się już nie dało być. No dobra, Bolo i Lolo są wyżsi, ale ich w, to nie wliczajmy. Zapamiętałem cię jako młodego gnojka, który wymiękł po kilku kuflach dobrego piwa. Pamiętam jak cię brat wynosił haha. A teraz, to, dziewki mogą ci na stojąco opieprzyć. - Wtem nieco parsknął śmiechem, lecz nadal kontynuował. - Cóż, chociaż zarost nadal cię omija. Mimo wszystko miło cię widzieć Robbie, jeśli mogę być na "ty". Wybacz, ale przynoszenie świtu nieco mnie zmęczyło. Pozwól, iż udam się na spoczynek. Do zobaczenia. - Jego ludzie poszli się szlajać po karczmach, niektórzy rozłożyli namioty, a Bolo, Lolo, Martin oraz Rosh ruszyli ku zamkowi, by tam odpocząć. W końcu podróżowali całą noc.
Powrót do góry Go down
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Maj 10, 2015 5:13 pm

Robb skrzywił się słysząc o wypadzie do karczmy lata temu.
- Miałem trzynaście lat... i było to więcej niż kilka nędznych piw. A brat mnie dopiero następnego dnia znalazł zalanego na stole, pamiętałbyś, gdybyś sam obok nie leżał zlany w trupa!- rzucił do burzowca, po czym roześmiał się głośno słysząc komentarz o swoim wzroście. - Dobrze mnie karmili... Oczywiście, że możemy być na Ty. Moi udzie wskażą wam komnaty oraz miejsce pod obóz dla reszty twojej gwardii.
Kiedy Tarth odszedł, Robb ruszył dopilnować innych spraw weselnych.
Powrót do góry Go down
Belthasar Bolton
Twórca Płaszczy; Detektyw Bolton
avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Maj 10, 2015 7:30 pm

13 kwietnia 226AC

Wjechał przez bramę zamku Castemere na czele kolumny trzydziestu zbrojnych i dwukrotnie większej liczby koni. Jechał zakuty w swą stalową zbroję płytową, do pasa miał przypięty buzdygan o dwudziestu trójkątnych piórach, zwężających się ku końcowi. Specjalnie na tą okazję przywdział też swój nowy, skórzany płaszcz, Belthasar wiedział, że najważniejsze jest pierwsze wrażenie, a przybywając tak krótko przed ślubem spodziewał się, że zobaczy go wielu ludzi, którym chciał zaimponować. Gdy przejechał przez bramę, rozejrzał się wkoło, w końcu zauważył tego kogo szukał.
- Ty tam - wskazał dłonią w opancerzonej rękawicy na jakiegoś chłopca stajennego - Znajdź Robba Reyne'a i przekaż mu, że Lord Bolton przybył do jego siedziby.
Mówiąc to zeskoczył z konia i oddał go pod opiekę innemu stajennemu.
Powrót do góry Go down
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Maj 10, 2015 8:20 pm

Robb akurat rozmawiał z bratem o ustawieniu dwóch kuszników na balkonie sali jadalnej... względy bezpieczeństwa. I tak zwiększył garnizon Castamere z tej okazji do ośmiuset ludzi. Nagle podbiegł do niego jeden z chłopców stajennych i zawiadomił o przybyciu kolejnego gościa. Reyne szybko udał się na dziedziniec powitać przybysza. Natychmiast rozpoznał, kto dowodzi kolumną.
- Lordzie Bolton! Witamy w Castamere. Moi ludzie zajmą się końmi oraz wskażą komnaty i miejsce pod obóz dla gwardii. - Robb wyciągnął rękę do Boltona. - Wspaniały płaszcz... Macie tam naprawdę dobre skóry na Północy.
Powrót do góry Go down
Belthasar Bolton
Twórca Płaszczy; Detektyw Bolton
avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Maj 10, 2015 8:41 pm

Nie musiał długo czekać na Reyne'a.
- Robb, rad jestem, że znów Cię widzę - powiedział tonem weselszym niż zwykle, a nawet pozwolił sobie na lekki uśmiech, Belthasar nie zwykł okazywać swych emocji. Podał Robbowi prawicę i uśmiechnął się szeroko na wzmiankę o płaszczu - zaiste, płaszcz jest dobrze wykonany, ale nie oszukujmy się, skóra jest żałosnej jakości, jednak wciąż ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną.


Ostatnio zmieniony przez Belthasar Bolton dnia Nie Maj 10, 2015 8:58 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Maj 10, 2015 8:55 pm

- Rozumiem. - odpowiedział, po czym wskazał gościowi ręką bramę wewnętrzną i ruszył z nim w jej stronę. - Mam nadzieję, że podróż z Północy przebiegała bez przeszkód. Podobno mieliście tam jakieś problemy z... Hornwoodami. Mniemam, że wszystko już załatwione?
Reyne uśmiechnął się lekko. Podobno kiedyś Boltonowie obdzierali swoich wrogów ze skóry, a niektórych przerabiali na płaszcze. Nawet kilku Starków miał spotkać w przeszłości ten los. Lew zastanawiał się, czy Belthasar ma właśnie na plecach jakiegoś Hornwooda. Nieeee... A może... Może to właśnie ten sentyment...
Powrót do góry Go down
Belthasar Bolton
Twórca Płaszczy; Detektyw Bolton
avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Maj 10, 2015 9:09 pm

Ruszył razem z Robbem w kierunku przez niego wskazanym.
- Nie było problemów, co prawda obawiałem się, że podróż przez dorzecze opóźnią jacyś banici, którzy zawsze w tym regionie Westeros pozostawali najbardziej liczni, ale żadna z tych obdartych band nawet nie próbowała mnie niepokoić. A co do Hornwoodów, to nie stanowią dla mnie problemu. Podobno Lorda Hornwooda spotkała tajemnicza śmierć w jego własnym lesie, całkiem blisko jego własnej siedziby, a nikt nie znalazł sprawcy... jeśli wiesz o czym mówię - posłał wiele znaczący uśmiech w stronę Reyne'a.
Powrót do góry Go down
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Maj 10, 2015 9:16 pm

- To bardzo dobrze, sam w drodze na Północ kilka lat temu pomagałem Lordowi Malisterowi walczyć z tymi banitami. Dorzecze rzeczywiście ma ich pod dostatkiem.
Reyne uśmiechnął się słysząc o wypadku Lorda Hornwooda i widząc wyraz twarzy Boltona. Taaaak... ten płaszcz definitywnie jest z Hornwooda... Kiedy stanęli pod wejściem Lew przywołał jednego z służących.
- Chłopak wskaże ci komnatę Belthasarze, jeżeli będziesz czegoś potrzebował proś służbę. Teraz musisz mi wybaczyć, ślub odbędzie się za dwa dni i muszę sprawdzić jeszcze kilka rzeczy, a ponadto Lannisterowie wciąż nie przybyli...
Powrót do góry Go down
The author of this message was banned from the forum - See the message
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pon Maj 11, 2015 12:26 am

Robb wyszedł na dziedziniec akurat w momencie przyjazdu Lannisterów, a właśnie pytał brata, czy odmówili przyjazdu... Natychmiast odgarnął włosy, przywołał trzech zbrojnych i ruszył z nimi w stronę nowych gości. Za Lwem dreptał wesoło jego giermek.
- Lordzie Lannister, Pani... - powiedział podchodząc i kłaniając się seniorowi, po czym drugi raz skłonił się przed jego wnuczką. - Witamy w Castamere. Muszę przyznać, że zaczynaliśmy się bać, że nie przyjmiecie zaproszenia. Jesteśmy niezwykle radzi, że tak się nie stało. - Reyne odwrócił się do kuzyna i zbrojnych. - Anton, leć po stajennych, niech zajmą się końmi gości, wy dwaj wskażcie gwardzistom Lorda miejsce pod obóz, a ty pokaż rycerzom komnaty gościnne. - Reyne z uśmiechem spojrzał na Złote Lwy. - Jeżeli pozwolisz Panie, zaprowadzę ciebie i twoją wnuczkę do przygotowanych dla was pokoi.
Dwójkę Lannisterów prowadził niestety tylko do wewnętrznych wrót, gdzie trafił na nich jego brat. Lord Reyne słysząc o przyjeździe Lannistera szybko wyszedł z twierdzy, aby powitać gości. Po kilku dworskich uprzejmościach porwał Lorda Lannistera, aby zamienić z nim kilka słów w sobie tylko znanej sprawie. Robb został sam z Alayne, którą prowadził dalej korytarzami twierdzy w stronę komnat gościnnych.
- Mam nadzieję Pani, że podróż była przyjemna. - Przerwał na chwilę, dając jej czas na odpowiedź, po czym uśmiechnął się lekko i kontynuował - Wiem, że mogłem zrobić nienajlepsze pierwsze wrażenie... Po twoim spojrzeniu Pani dało się domyślić, że zrobiłem coś nie tak. Mam jednak nadzieję, że nie było to coś, co zapada w pamięci na długo i będę miał szansę zrehabilitować się w Panny oczach.
W końcu stanęli przed komnatą.
- To tutaj Pani, mam nadzieję, że będzie ci się tu podobać - oznajmił, po czym ukłonił się i odszedł, aby Alayne mogła odpocząć po podróży.
Powrót do góry Go down
Belthasar Bolton
Twórca Płaszczy; Detektyw Bolton
avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sob Maj 30, 2015 11:31 pm

17 kwietnia 226AC

Siedemnastego kwietnia zgodnie z planem, Lord Belthasar Bolton szykował się do powrotu do Dreadfort. Od śmierci księżniczki w zamku panowała napięta atmosfera, Belthasar nie chciał napinać jej jeszcze bardziej, ale musiał wyjechać. Zawiadomił ludzi, rozkazał chłopcom stajennym przygotować jego konie, spakował swoje rzeczy. Pożegnał się z Roshem oraz Robbem i wyjechał przez bramę Castamere w długą drogę powrotną...
Powrót do góry Go down
Reynald Reyne

avatar


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sob Cze 06, 2015 6:24 pm

3 maja 226AC

Na dziedzińcu zebrała się już pokaźna grupa ludzi. Około 30 osób czekało na Reynalda wraz z jego żoną Jeyne aż Ci zejdą schodami na dziedziniec. Na dużym placu otoczynymi murami stał stryj Roger wraz z matką Lorda Castamere, Catlyn, która wesoło rozmawiała z jej bratem, Lordem Kennetem Marbrandem, który przybył do zamku swojego siostrzeńca wcześniej niż inni lordowie zachodu. Oprócz szlachty na dziedzieńcu by pożegnać wyjeżdzającego Reynalda stali: maester Corion, cała służba oraz dwudziestu zbrojnych jako osobista straż lordowskiej mości. Była to jednak jedynie część sił, które Reyne zabierał ze sobą. Na przedpolu czekała następna setka znamienitych rycerzy pod sztandarem szkarłatnego lwa oraz niemal drugie tyle żołnierzy, którzy przyjechali razem z wujem Marbrandem.
Reynald ubrany i przygotowany na podróż, zszedł ze swoją żoną po długich schodach. U boku towarzyszyła mu piękna Jeyne ubrana w czerwono-białą suknie - barwy rodu Reyne'ów. Za lordowską parą szedł nieodłączny teraz Zaprzysiężony Miecz Reynalda, Reygar Vikary. Mężczyzna z kwadratową szczęką, wieloma bliznami na ciele i wiecznie marsową miną mógł skutecznie odstraszyć niemal każdego napastnika nim jeszcze wyciągnąłby miecz w obronie swojego seniora.
Na widok Reynalda i Jeyne cały dziedziniec zaczął wiwatować i krzyczyć. Młody lord ledwo mógł usłyszeć co mówi do niego jego najbliższa rodzina. Matka z wszystkich sił hamowała łzy napływające do jej oczy, przytuliła syna i szepnęła mu jedynie do ucha by wracał szybko i bezpiecznie. Sir Roger przyklęknął na jedno kolano i załamującym się głosem powiedział:
- Wielka to szkoda, że wyjeżdżasz mój Panie. Dziękuję za zaufanie, którym mnie obdażyłeś. Zobaczysz kiedy wrócisz Castamere nie straci nic ze swojego blasku, które tu zostawiłeś.
- Wstań stryju. Wiem, że mnie nie zawiedziesz. Pilnuj tu porządku, a co najważniejsze miej pieczę nad dworem i moimi poddanymi. I pamiętaj nasze słowa Siła i Odwaga. - Reynald pomógł stryjowi się podnieść i uściskał go z całych sił uśmiechając się. Następnie zwrócił się do swojego wuja Kenneta:
- Dziękuję wuju, że tak szybko przyjechałeś. Wierzę, że podróż w twoim towarzystwie minie jak z bicza strzelił.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Mówiąc szczerze siostrzeńcu sam zastanawiałem się czy by nie pojechać w większym towarzystwie gdy otrzymałem królewskie zaproszenie. Cieszę się, że jesteśmy tak jednomyślni.
Lordowie, Lady Reyne oraz całe rycerstwo wsiadło na konie i zaczęli zmierzać w kierunku bramy. Najpierw awangarda, później Reynald wraz z wujem Kennetem u boku, a za nimi z tyłu Jeyne i Reygar oraz ariergarda. Proporce z czerwonym lwem powoli przekraczały bramę.
- Dobrze, że ten cyrk się skończył. Lordzie Marbrandzie po drodzę do Królewskiej Przystani i w samej stolicy będziemy mieli wiele czasu na rozmowy. Uważam, że dobro lwa z Castamere jest tożsame z dobrem cydrowego drzewa Ashemarku oraz innych szanownych rodzin. Mam nadzieje, że ty i reszta myśli podobnie.
Wuj Kennet z uśmiechem skinął głową.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dziedziniec   

Powrót do góry Go down
 
Dziedziniec
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Szkolny dziedziniec
» Środkowy dziedziniec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja I :: Zachód :: Castamere-
Skocz do: