IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Samotnia Lorda

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Samotnia Lorda   Pią Maj 29, 2015 10:32 pm

Położony w wyższych partiach zamkowego kompleksu obszerny gabinet, który służy za samotnię Pana Castamere. Znajduje się tu obszerna biblioteczka wypełniona księgami oraz mapami, spore dębowe biurko i kilka wygodnych krzeseł. To tutaj Lord pracuje, spotyka się z doradcami i przyjmuje interesantów w poufniejszych sprawach.
Powrót do góry Go down
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Re: Samotnia Lorda   Sob Maj 30, 2015 12:13 am

16 kwietnia 226AC


Robb wszedł do samotni i zobaczył... dość sporą grupę ludzi. Chwilę to zajmie...
- Wyprowadźcie ich na zewnątrz, będę ich wzywał pojedynczo - powiedział do gwardzistów. Kiedy podejrzanych wyprowadzono zwrócił się do pozostałych w sali strażników. - Jeżeli ludzie się nie przyznają odprowadzicie ich poza komnatę jakby nigdy nic, udając, że są zwolnieni z podejrzeń i odchodzą. Kiedy znajdziecie się poza zasiegiem słuchu oraz wzroku reszty zgromadzonej przed drzwiami... Do lochów z nimi. Wypuścimy ich, kiedy znajdziemy winnego. Jednak sprawca musi myśleć, że wciąż szukamy, widząc zwalnianych po przesłuchaniu wciąż będzie niepewny sytuacji.
Gdy gwardziści skinęli głową, kazał wprowadzić pierwszego podejrzanego. Schemat był mniej więcej ten sam. "Wiemy, że to Ty. Przyznaj się i powiedz wszystko, a może okażemy litość. Protestuj, a czeka cię powolna i bolesna śmierć." Dla subtelnego podkreślenia groźby Robb wciąż bawił się nożem, a uśmiech psychopaty nie schodził mu z twarzy, kiedy opowiadał o prawdopodobnych torturach. W pewnym czasie przewinęła mu się też Alys, służka jego matki. Tę kobietę znał dosyć dobrze... Młody Reyne uśmiechnął się do niej uroczo... O ile uśmiech typu "oskóruję cię żywcem i będę przypiekał mięso na wolnym ogniu, kiedy wciąż będziesz żyła" można nazwać uroczym. Kiedy usiadła zaczął bawić się nożem i zaczął przesłuchanie...
- Alys, Alys, Alys... Wiesz co czeka cię za to co zrobiłaś? - zapytał zerkając sugestywnie na nóż. - Nie? No cóż... Mogę cię zapewnić, że to nie będą miłe rzeczy. Pozwól, że opowiem ci co cię czeka jeśli nie będziesz współpracować...
I tak powoli, szczegółowo i bez utraty psychopatycznego uśmiechu rozpoczął pełną krwi oraz bólu opowieść...
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Samotnia Lorda   Sob Maj 30, 2015 12:40 am

Przesłuchanie zajęło kilka godzin. Alys nie przyznała się do winy. Niestety jej aktorstwo pozostawiło naprawdę wiele do życzenia, dziewczyna demerwowała się tak, że nawet slepiec poznałby, że kłamie. Jednak tak jak każdy, kto się nie przyznał została zwolniona... i po chwili sprowadzona do lochów, gdzie ją zamknięto w osobnej celi. Tak jak pozostałych.
Powrót do góry Go down
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Re: Samotnia Lorda   Sob Maj 30, 2015 10:12 pm

20 kwietnia 226AC


Rankiem przybyły dwa kruki, jeden do Lorda Castamere, a drugi do Księcia Smoczej Skały. Maester Czerwonych Lwów na początku rzecz jasna udał się do swego Lorda, który jeszcze przy nim odczytał list ze stolicy, a że Reynald Reyne nie należał do głupców, szybko domyślił się, że druga wiadomość zawiera identyczną informację. Po chwili przywołał do komnaty Robba i pokazał mu swój list.
- Co teraz?
- Maesterze... znajdź księcia Viserysa i poproś go, aby do nas przyszedł, powiedz mu, że mam do niego niezwykle ważną sprawę.
Kiedy Viserys zjawił się w samotni, Robb podszedł do niego i wręczył mu list.
Powrót do góry Go down
Viserys Targaryen
Smok Czerwony
avatar


PisanieTemat: Re: Samotnia Lorda   Sob Maj 30, 2015 11:06 pm

Viserys zawiadomiony przez maestra wybrał się do samotni w Castamere. Ostatnie dni spędził prawie cały czas siedząc w komnacie, albo waląc mieczem w kukłę do ćwiczeń na placu treningowym. Dziś pierwszy raz wyszedł z komnaty. Prawie cały dzień spędził na łóżku lub ćwicząc. Wysiłek pomagał mu się odciąć na chwilę od doczesnych spraw.
Wkroczył do samotni i zobaczył Reynalda i Robba. Ich miny nie wyrażały radości. Młodszy Reyne dał Księciu list. Vis złamał pieczęć, rozłożył kartkę i przeczytał...
Poczuł się dziwnie. Znów ktoś z rodziny umiera, niemal w tym samym czasie. Zgniótł list w pięści. Był zdenerwowany, oddychał ciężko i szybko. Próbował się uspokoić, ale w głowie kłębiło się za dużo myśli. Podszedł do biurka i oparł się o blat. Przez chwilę stał tak w ciszy, po czym chwycił najbliższe krzesło i walnął nim cztery razy z całej siły o podłogę, łamiąc je na kilka części. Po wszystkim oparł się ręką o ścianę dysząc jeszcze trochę z ulatujących z niego emocji.
- Przepraszam... wybaczcie... musiałem... - powiedział ze łzami w oczach, po czym zsunął się na podłogę i usiadł przy ścianie. - O co tu do cholery chodzi...? - pytał jakby sam siebie. - Najpierw Dany, teraz ojciec... nie wierzę że to choroba, nie wierzę... ktoś wybija mi rodzinę... - westchnął głęboko i przeczesał włosy dłonią. Próbował myśleć racjonalnie, ale na razie mu nie wychodziło. W głowie miał tylko wizje śmierci sprawcy tych zabójstw.
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com/t334-komnata-viserysa#4562
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Re: Samotnia Lorda   Sob Maj 30, 2015 11:17 pm

Lwy patrzyły jak Smok czyta list, a później jak rozwala krzesło... Bracia spojrzeli po sobie wymownie. Reynald nie wiedząc do końca co powiedzieć oparł się o blat.
- To tylko krzesło... nic się nie stało - rzucił.
Robb podszedł do Viserysa i usiadł ze skrzyżowanymi nogami naprzeciwko.
- Nie będziemy ci wypominać krzesła... Co do twojego ojca, masz rację, prawdopodobnie nie była to choroba. Ale chyba nie masz zamiaru teraz siedzieć pod naszą ścianą i użalać się nad sobą. - Reyne spojrzał pytająco na Viserysa. - Ktoś morduje twoją rodzinę, jest tylko jedna rzecz jaką można zrobić... Znaleźć go i pokazać, że był to największy błąd w jego życiu. Natomiast my ci w tym pomożemy, przez lata jeżdżenia na turnieje i inne tego typu uroczystości znaleźliśmy sporo przyjaciół i informatorów. Wiesz... Reynald nie macha mieczem jak ja, więc nadrabia geniuszem politycznym. - Robb spojrzał na brata, który uśmiechnął się skromnie. - A teraz wstawaj... I pomóż nam pomóc sobie w odnalezieniu sprawcy... Wasza Wysokość.
Powrót do góry Go down
Viserys Targaryen
Smok Czerwony
avatar


PisanieTemat: Re: Samotnia Lorda   Nie Maj 31, 2015 12:00 am

Robb usiadł przed nim i zaczął mówić. Vis przyznał sobie, że te słowa podniosły go na duchu. Gdy usłyszał na końcu "Wasza Wysokość" dziwnie się poczuł. Nigdy nie myślał że odziedziczy tron w takich okolicznościach. Zawsze wyobrażał sobie, że stanie się to dopiero za kilkanaście albo kilkadziesiąt lat.
- Masz rację, to nic nie da. - Wstał na nogi, a zaraz potem wstał również Robb. - Dziękuję za wasze intencje... wiem że mogę wam ufać... ale myślę że bardziej przydacie mi się w stolicy. A przynajmniej ty Robb.
Teraz już myślał całkowicie racjonalnie. Rozważał w głowie różne scenariusze przyszłości i doszedł do wniosku, że potrzebuje ludzi, którzy będę stać po jego stronie. Nikt nie nadawał się lepiej do tej roli od Robba.
Złapał przyjaciela za barki i powiedział prosto w oczy:
- Wróć ze mną do stolicy i bądź moim namiestnikiem. Razem będziemy mieć możliwość dopadnięcia wszystkich, zarówno wrogów mojej rodziny... jak i twojej. A teraz proszę, powiedz że się zgadzasz.
Zależało mu na tym. Robb był najlepszym kandydatem. Ufał mu jak bratu, a zaufanie jest w dzisiejszych czasach towarem niezwykle rzadkim.
Powrót do góry Go down
http://plio.forumpolish.com/t334-komnata-viserysa#4562
Robb Reyne
Czerwony Kot
avatar


PisanieTemat: Re: Samotnia Lorda   Nie Maj 31, 2015 12:29 am

Robb uniósł brew i spojrzał na Visa pytająco słysząc: "A przynajmniej ty Robb." Musiał przyznać, że przyjaciel go trochę zaskoczył, jednak skoro go potrzebował nie miał zamiaru odmawiać.
- Skoro mnie potrzebujesz... Jak mógłbym odmówić? - odpowiedział, po czym odwrócił do brata. - Rey, wezmę dwustu zbrojnych. Sam ich wybiorę, a ponadto jeszcze kilku którzy się przydadzą. Zgoda? - Starszy Reyne skinął głową bratu. - Czy możemy wyruszyć jutro o świcie? - zapytał Viserysa, a kiedy ten się zgodził pożegnał się chwilowo i ruszył zająć szybkimi przygotowaniami.
Powrót do góry Go down
Reynald Reyne

avatar


PisanieTemat: Re: Samotnia Lorda   Pią Cze 05, 2015 7:12 pm

2 maja 226AC


Reynard siedział w swojej samotni trzymając zaproszenie na koronacje, które przyszło dzisiaj rano. Ostatnie dni były dla niego bardzo intensywne. Spędzał całe dnie i noce w swojej samotni myśląc nad planem, który wywinduje w góre ród Reyne'ów jeszcze bardziej niż teraz i zmaże plamę, która powstała na ich honorze po tym jak w ich siedzibie zabito córkę króla. Dzisiaj przygotuje wszystko by jego plan mógł żyć własnym życiem niczym popchnięcie jednego klocka domino, które inicjuje cały układ.
Ktoś zapukał i dębowe drzwi się otworzyły. W nich stanął stryj Reynalda, sir Roger Reyne. Po jego muskularnej sylwetce, łysinie i sumiastych wąsach móżna było go rozpoznać z daleka.
- Witaj wuju! - Reynald powitał starego wojownika radośnie i zaoferował mu wygodny fotel oraz kielich dornijskiego.
- Niech Siedmiu ci błogosławi mój kochany bratanku. Poznałeś już uroki żonaczki? - Roger siadł na siedzisku, ale gestem dłoni pokazał, że nie chce wina - Nie, nie, oszczędź stryja. Napiłem się za wszelkie czasy na twoim weselu. Proszę, lordowska mość czemu mnie wezwałeś?
Reynald pokazał staremu wojownikowi list od Robba z zaproszeniem na koronacje.
- Chcesz żebym pojechał na koronacje? - Skrzywił się sir Roger z niesmakiem, gdyż nie lubił daleko podróżować, a już na pewno nie tak daleko jak do Królewskiej Przystani.
- Nie, nie obawiaj się o to. - Uśmiechnął się Rey. - To ja jadę do stolicy. Zabieram ze sobą Jeyne i około stu zbrojnych w tym mój zaprzysiężony miecz, ser Reygara Vikary'ego, naszego kuzyna. Tobie chciałem powierzyć stanowisko kasztelana zamku Castamere. Moja matka zać będzie Działającą Lady tej siedziby. Jest mądrą kobietą niech podejmuje wszystkie decyzje dotyczące polityki i spraw dotykających prostaczków. Ty zaś stryju dbaj o ochronę mojej rodziny i moich poddanych. Chcę podwojenia wszystkich straży tutaj w zamku i w strażnicach na naszych ziemiach. Jeśli ktoś odważył się zabić księżniczkę, my również nie jesteśmy bezpieczni przed wszelkimi igłami, zatrutymi winami czy też pułapkami.
Stryj Roger wstał z fotela i przyklęknął na jedno kolano.
- Dziękuję Reynaldzie za twoje zaufanie. Nie mam własnych dzieci, wiesz o tym doskonale. Kocham ciebie, twoją matkę i twoje rodzeństwo nad życie. Zrobię wszystko żeby ochronić ich przed niebezpieczeństwami Westeros. Powiedz tylko co mam uczynić?
Reynald podszedł do okna, w zamyśleniu oglądając pięknę słońce i bezchmurną pogodę:
- Chcę żeby strażę patrzyli na ręcę wszystkich służek, kuchcików i innych pracowników zamku. Chcę żeby przed każdym daniem, które masz zjeść ty albo moja matka ktoś próbował to danie za was. Chcę żeby straż Castamere miała dokładna baczenie na obcych i podejrzanych ludzi w obrębie miasta i zamku. Chcę żebyś dopilnował żeby wszyscy byli w stanie najwyższej gotowości, przygotowani na wszystko co tylko zgotują nam nasi przeciwnicy.
Sir Roger słuchał Reynalda z marsową miną. Widać, że nie podobała mu się to widmo totalitarnego Castamere, ale też widać było, że rozumiał iż były to środki konieczne by zapewnić optymalną ochronę lordowskiej rodziny. Lord Reyne kontynuował:
- Jest jeszcze kilka rzeczy, które muszę załatwił przed wyjazdem. Kilka kruków dzisiaj wyruszy niosąc bardzo ważne listy. Chcę żebyś rozkazał maestrowi Corionowi by wysłał kruki do lordów: Sarsfielda, Marbranda, Lefforda, Lyddena i Tarbecka. Chcę zawiązać z nimi bardzo poważne sojusze. Bardzo miło by mi było gdyby zechcieli razem ze mną pojechać na koronacje Viserysa. Napisz, że ich synowie i córki zawsze będą mile widziani na dworze Castamere jako goście, a nawet jako moi czy też moje brata giermkowie. Lordowie Marbrand i Tarbeck mogą również liczyć, że gdy urodzi mi się syn pośle go na ich dwory by u nich doskonalił rycerskie umiejętności.
Sir Roger słuchał Reynarda z uwagą, a gdy lord przestał mówić czekał na resztę rozkazów. Rey podszedł do mapy na swoim biurku na której zamki Lannisport, Faircastle, Crakehall, Seagard, Hightower, Arbor i Sarsfield były zaznaczone atramentem. Lord Castamere wrzucił mapę do ognia w pobliskim kominku.
- Napisz również Sarsfieldom, żeby przygotowali się na atak Żelaznych Ludzi. Moi zwiadowcy donoszą, że szykują się oni do ataku na nasze wybrzeże Krain Zachodu. Nasze ziemie też przygotuj na ewentualny najazd. Jeśli Greyjoyowie dokonają szkód u innych naszych sojuszników w Dorzeczu czy też Reach nie skąp im naszego złota i wolnych rąk do pracy w odbudowywaniu zniszczeń. - Rey miał już pożegnać się ze stryjkiem, lecz została jeszcze jedna sprawa. - Aha i wyszykuj najlepiej ubranego i oględnego posłańca by pojechał na Skałę z prośbą o audiencje u Starego Lwa. Chciałbym porozmawiać z moim seniorem po drodze na koronacje. To wszystko, żegnaj stryju. Mam nadzieje, że nie będziesz miał żadnych problemów gdy pojadę.
Kiedy drzwi zamknęły się za stryjem, Reynald odczekał chwilę i zaryglował drzwi do swojej samotni. Następnie podszedł do jednego z regałów w swojej samotni i wyciągnął "Siedmioramienną Gwiazdę". To sprawiło, że regał odsunął się na bok odsłaniając schody o których wiedział tylko Reynald. Pokazał mu je jego ojciec Robert. Rey chciał powiedzieć o nich Robbowi i Roslin, ale jeszcze nie teraz. Na schodach panowała przenikliwa ciemność oraz chłód. Schody prowadziły do jednego z nieużwanych tuneli w zamku i stanowiły ostatnią drogę ucieczki gdyby zamek padł pod oblężeniem nieprzyjaciela. Jednak Reynard nie chciał uciekać. Chciał spotkać się ze swoim Szeptaczem. Stary mężczyzna z wielką siwą brodą oraz burzą tak samo siwych włosów towarzyszył lordowi Reyne'owi niemal od początku jego rządów w Castamere. Wtedy był nieco młodszy. Measter Corion doradził kiedyś Reynaldowi, że warto posiadać siatkę szpiegów oraz osobę która by nimi dowodziła. Szeptaczem Reya był dokładnie ten sam człowiek, który pełnił tą funkcje u boku jego ojca. Heor był zaufanym przyjacielem Roberta - poznali się gdy poprzedni lord Castamere, wtedy jeszcze rycerz, odbywał jedną ze swoich podróży po Pentos i Volantis. Szepracz Reyne'ów od lat potajemnie załatwiał sprawy delikatne, sprawy gdzie ostry miecz i twarda zbroja nie zdawały egzaminu.
Reynald uściskał się ze starym druhem i wręczył mu sporą sakwę złota.
- Heor mam dla Ciebie bardzo ważne zadanie. Musisz wynająć wielką grupę najemników i przebrać ich tak by wyglądali na Żelaznych Ludzi. Nie muszę Ci mówić że ma to być zorganizowane szybko i sprawnie, a co najważniejsze wiarygodnie? Nie chcę Dornijczyków czy co gorsza Dothraków poprzebieranych jak clowni. Chcę żeby na Lannisport, Faircastle, Crakehall, Seagard, Hightower, Arbor i Sarsfield zaatakowali Żelaźni Ludzie z godłem krakena na pancerzach i tarczach. Lordowie tych zamków mają w to uwierzyć. Nie szczędź złota na napastników Sarsfield, dzięki moim niby zwiadowcom ostrzegłem ich przed atakiem. Sarsfieldowie to nieudacznicy, ale powinni wyrżnąć wszystkich atakujących, więc po robocie nikt nie zgłosi się po złoto. Łupieżcy mają być silni na tyle by narobić sporego rabanu, zniszcyć kilka budynków i pozabijać wieśniaczków. Gdy lordowie najechanych zamków zobaczą, że dzięki naszemu zwiadowi Sarsfield pozostało nienaruszone powinni dojść do wniosku, że przyjaźń z czerwonym lwem się opłaca. Chcę żeby cały zachodni brzeg - my, Dorzecze, Reach - znienawidziło Greyjoyów. Dzisiaj wyjeżdżam. Po drodzę mam audiencje u Starego Lwa. Kiedy przybędę na Skałę chcę mieć mocne argumenty do wyruszenia przeciw Żelaznym Wyspom. Chcę pomścić mojego ojca!!! Czekałem na to za długo. Może Lew zgodziłby się na to i bez tego całego teatrzyku, ale nie ma co tracić czasu. Zaproponuję Lannisterowi korzystne warunki by raz na zawsze skończyć z łupiestwem i zuchwalstwem wyspiarzy. Kto wie może, gdy będę w Królewskiej Przystani uda mi się namówić Robba na to by to on poprowadził atak, a książę czy raczej nie długo król Viserys wraz z lordem Valyrionem również nam pomogą. Zrozumiłeś co masz robić?
Stary Heor nigdy nie mówił zbyt wiele. Tylko słuchał rozkazów, kiwał głową i odchodził schodami w dół wraz z brzękiem złotych monet. Gdy Reynald był pewny, że Szeptacz już sobie poszedł, wzniósł głowę do góry i powiedział ku niebiosom.
- Ojcze nie rozczaruję cię. Wkrótce cię pomszcze. Uzbieram z głów Żelaznych Ludzi stos czaszek, a na samym środku będą się palili ludzie odpowiedzialni za twoją śmierć.


Ostatnio zmieniony przez Reynald Reyne dnia Sob Cze 06, 2015 6:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Samotnia Lorda   Pią Cze 05, 2015 8:49 pm

3 maja 226AC

Lordowie powiadomieni przez Reynalda Reyne'a odesłali dość... pozytywne odpowiedzi. Lord Marbrand, wuj Reyne'a poprzez matkę zgodził się na towarzyszenie mu w drodze do stolicy. Lord Tarbeck odmówił udziału w wycieczce, jednak w odpowiedzi zaznaczył, że bardzo docenia ofertę i liczy na współpracę z Lwami z Castamere. Lord Lefford podobnie jak Marbrand zaakceptował zaproszenie, a na dodatek uczynił to z wielkim entuzjazmem. Lord Lydden również zgodził się uczestniczyć w wyprawie i niewiele ustępował Leffordowi w okazaniu radości z propozycji. Lord Sarsfield odmówił wspólnej podróży do stolicy, jednak poinformował zięcia, że naprawdę docenia jego ofertę i chętnie omówi z nim wszystkie sprawy po powrocie Lwa z Królewskiej Przystani, podziękował również za ostrzeżenie przed Żelaznymi Ludźmi. Co do najemników, zebranie grupy ludzi i ubranie ich jak wojska Wysp zajmuje trochę czasu, zwłaszcza potajemne. Banici zaatakują wioskę na ziemiach Sarsfieldów piątego maja.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Samotnia Lorda   

Powrót do góry Go down
 
Samotnia Lorda
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Komnaty Lorda Kosiarza Pyke

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja I :: Zachód :: Castamere-
Skocz do: