IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Komnata Correna Starka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Komnata Correna Starka   Pon Sie 03, 2015 4:58 pm

***
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Komnata Correna Starka   Pon Sie 03, 2015 4:59 pm

Szedł szybkim krokiem przez mroczny zagajnik, mijając coraz to gęściej rosnące, poskręcane, straszne pnie drzew, których nie rozpoznawał. Na drzewach nie było liści, gołymi konarami sięgały ku górze, niczym szponiaste ręce potworów. Corren wiedział, że nie może się odwracać. Przed nim, w górze, między gałęziami raz po raz widoczny był księżyc w pełni. Wydawał się dwa razy większy niż zazwyczaj, a jakby tego było mało, na niebie nie było ani jednej gwiazdy. Blask księżyca oświetlał jednak tylko teren do 3 metrów dookoła Correna, po bokach, w głębi zagajnika unosiła się tuż nad ziemią czerwonawa mgiełka, przed nim na ścieżce z kolei szaroniebieska. Nie zwrócił jednak uwagi na to, jak dziwnym zjawiskiem była ta kolorowa mgła. Zbyt zajmował go strach przed tym, co było za nim. Nie widział tego, nie mógł się przecież obracać, ale wiedział, że tuż za nim, metr, pół metra, może nawet 20 centymetrów za jego plecami zaczynała się ciemność tak głęboka, że gdyby włożyć w nią rękę można by było w niej utknąć jak w smole.
Albo wyciągnąć kikut po ręce.
Nie odwracaj się, Correnie.
Mrok deptał mu po piętach, a może po prostu zamykał się za nim - Corren przyspieszył do biegu, ale ciemność wciąż była tuż-tuż za jego plecami. A w ciemności było... Coś. Coś przerażającego, Coś, czego nie wolno było zobaczyć. Chłopak zaczął biec najszybciej jak potrafił, odpiął i odrzucił miecz przeszkadzający mu w biegu. Instynktownie wiedział, że broń ta, mogąca uratować mu życie w normalnych lasach, tutaj tylko mu zawadzała, była nieprzydatnym, zbędnym ciężarem. Biegł, ale Coś wciąż było za nim. Corren przełamał strach i odwrócił się...

Nie wolno było się odwracać.

21 czerwca 226 AC, 1 w nocy

Obudził się zlany zimnym potem, szybko oddychając. Dookoła niego była cisza. Cisza i mrok nocy. Mrok nawet w połowie nie tak głęboki, jak w jego śnie. Mrok nawet w ćwierci nie tak straszny, jak w jego śnie. Mrok wręcz przyjazny, bo znajomy. Mrok, w którym nic mu nie groziło, mrok, który uspokajał.
Ale wciąż mrok. To, co goniło go jeszcze przed chwilą.
Corren wstał i zapalił świecę. Komnata od razu nabrała żywych kolorów. Światło uspokajało, nawet mimo cieni rzucanych przez przedmioty znajdujące się w pobliżu. Chłopak usiadł na swoim posłaniu i powoli uspokajał oddech, wycierając ciało jakimś kawałkiem materiału. Szybko uświadomił sobie, że to był sen. Pamiętał go jednak w całości, jakby naprawdę to się zdarzyło. Pamiętał wszystko, aż do momentu obrócenia się. Spojrzał wtedy w tamtą ciemność i zobaczył...
Wzdrygnął się. Nie pamiętał, co zobaczył, wiedział tylko, że było straszne.
Po chwili zgasił świecę i znów położył się spać.

I znów był w tym zagajniku.
Znów widział drzewa sięgające ku niebu, ogromny księżyc, bezgwiezdne niebo, szarą mgiełkę przed sobą, czerwoną mgiełkę po bokach...
I znów czuł Ciemność drepczącą mu po piętach.
Nie odwracaj się, Correnie.
Z trudem pokonał strach i pragnienie ucieczki, nie przyspieszył. Szedł normalnym krokiem, a Ciemność nie dogoniła go. Czuł ją tuż za sobą, prawie czuł oddech Czegoś na swoim karku. Wyobrażał sobie najróżniejsze potwory, potem najróżniejsze hybrydy znanych mu stworów, stojące za nim, czekające aby zadać mu śmiertelny cios, z pyskiem wiszącym milimetry od jego karku... Ale nie odwracał się ani nie przyspieszał. Szedł przed siebie, sukcesywnie, przełamywał strach. Po kilku minutach, mimo wciąż odczuwalnego strachu prawie dosłownie siedzącego mu na plecach, Correnowi udało się uspokoić i oddech, i bicie serca. Nawet lekko się uśmiechnął. Szedł dalej, a Ciemność powoli zostawała w tyle. Czuł ją pół metra za sobą, potem metr, potem dwa, pięć, dziesięć... W końcu niepokojące uczucie zniknęło, zagajnik się przerzedził i Corren wyszedł na polanę. Księżyc nie wydawał się już ogromny, był zwykłej wielkości. Na niebie wisiały również gwiazdy. Na polanie zalegała nisko niebieskawa mgiełka, ale nie dziwiła ani nie niepokoiła Correna. Odwrócił się, już było mu wolno - zobaczył prosto idącą dróżkę, którą tutaj przybył. Drzewa nie wyglądały już, jakby chciały pożreć jego i cały świat - były to zwykłe drzewa, znał je, ale nie mógł znaleźć w głowie dla nich nazwy. Czerwonawa mgiełka zniknęła. Na powrót odwrócił się w stronę polany i zauważył teraz na jej środku drzewo. Drzewo z krwiście czerwonymi liśćmi oraz białym pniem.
Dobra robota, synu.
Nagle zerwał się ogromy wiatr i w ciągu sekund niebo zaszło ciężkimi, ciemnymi chmurami. Corren stał, nie mogąc się ruszyć, jakby nogi miał przytwierdzone do ziemi, cały sparaliżowany, mogąc tylko patrzeć przed siebie, na czardrzewo pośrodku polany.
Oślepiający błysk, grzmot.
Prawie od razu niebo zaczynało się oczyszczać, światło księżyca znów docierało do polany, odsłaniając przed jeszcze przed chwilą oślepionym błyskawicą Correnem nowy widok.
Czardrzewo, trafione piorunem, leżało zwalone na polanie.
Corren czuł, że to podarunek dla niego. Wiedział, że to drzewo oddali mu Starzy Bogowie. Stał jeszcze chwilę, patrząc na wciąż dymiący pień przewróconego czardrzewa, ale po chwili poczuł, że spada. Spojrzał pod siebie i zobaczył, że znajduje się wysoko nad polem bitwy. Pod nim trwała walka, walka na śmierć i życie. Nie widział chorągwi, ale wiedział, że gdzieś tam są. Nie mógł rozpoznać stron konfliktu. Jedna armia ruszyła szarżą na przeciwnika. Nagle jednak Corren zobaczył, że skrzydło szarżujących zmienia kierunek ataku, wymordowuje zmieszanych z nimi i obraca się przeciwko środkowi. Corren spadł pomiędzy walczących, wbił się w ziemię i...
Obudził się w komnacie, ktoś wszedł do pomieszczenia. Ale to nie była jego komnata i to nie był on. Poczuł, że rusza ustami, ale nie usłyszał słów. Naprzeciw niego stało trzech zbrojnych, jeden zaczął coś mówić. U boku Correna leżała wcześniej jego żona, teraz oboje stali. Zbrojny wymienił z nim jeszcze parę słów, po czym nagle cała trójka rzuciła się na Correna i jego żonę. Oboje szybko zginęli. Przed śmiercią Corren zdążył zobaczyć wbiegających do pomieszczenia dwóch kolejnych zbrojnych, zdążył też poczuć emocje swojej żony. Głęboki smutek. Zaskoczenie. Ogromny strach przed śmiercią.
Gdyby Corren żył, zapłakałby. Ale zginął w zamachu.
Był teraz w więzieniu. Przed nim stała kobieta, wyciągnęła w kierunku jego twarzy sztylet i wyłupiła mu oczy.
Był dziewczyną. Razem z kilkoma mężczyznami i starszą od siebie kobietą płynął wpław rzeką. Radził sobie dobrze, tak samo mężczyźni - kobieta jednak nie potrafiła pływać, musiała być wspomagana przez innych. Corren pomyślał, że to cud, że kobieta nie utopiła się i wytrzymała całą drogę.
Teraz był w komnacie gościnnej w Czerwonej Twierdzy. Znał tę komnatę, dwa tygodnie temu ją opuścił. Unosił się w rogu pomieszczenia, patrzył na łóżko, na którym spał on sam. Widział siebie, leżącego spokojnie. W pokoju nie było nikogo innego.
Znów stał na polanie przed zwalonym czardrzewem Wszystko było tak, jak wcześniej. Widział tę scenę może przez sekundę, nie więcej, po czym otworzył oczy i zobaczył sufit swojej komnaty. I choć prawie cały sen w ciągu dnia zblakł, zapomniał go, tak koszmar, który obudził go w środku nocy, pierwszy sen później i ta stop-klatka tuż przed obudzeniem zapadły mu głęboko w pamięć, jakby naprawdę tam był, jakby naprawdę to się wydarzyło.

***

21 czerwca 226 AC

Wszystkie podstawowe czynności poranka miał już za sobą. Wciąż pamiętał sen ostatniej nocy, dużo o tym wszystkim myślał. W końcu doszedł do wniosku, że przecież właśnie to przemknęło mu przez myśl, gdy kiedyś zastanawiał się nad stworzeniem doborowego oddziału łuczniczego. Pamiętał, co słyszał o łukach z czardrzewa. Przypomniał sobie swoje oburzenie, gdy się tego dowiedział, oburzenie zmieszane z ciekawością i zazdrością, których wtedy nie dopuszczał do siebie. Bezcześcić drzewa bogów? To siedziało mu wtedy w głowie. Spróbował zapomnieć o pomyśle łuków z czardrzewa, jednak musiało mu to zakorzenić się gdzieś w głębi głowy. I teraz ten sen... Sen, który naprowadził go na coś. Wszak nie wolno było ścinać czardrzew, sam nawet by nie myślał nad robieniem czegoś tak potwornego... Ale jeśli bogowie przekażą jedno ze swoich świętych drzew swoim oddanym sługom, to chyba wolno wykorzystać podarunek. Nie wypada odrzucać darów.
Załatwił szybko wszystkie najpilniejsze sprawy dnia, te mniej pilne przenosząc na następny dzień, po czym zebrał pięćdziesiąt ludzi odpowiednich do zadania, które chciał im przydzielić.
- To może zabrzmieć głupio - zaczął - ale mam pewne przeczucie. Poza tym, rozkaz to rozkaz. Chcę, żebyście dziś przeszukali dobrze las i pobliskie zagajniki. Tym, czego szukacie, ma być zwalone piorunem czardrzewo... Piorunem albo nagłym wiatrem, obojętne. Dziesięć grup po pięć osób, dostaniecie prowiant na cały dzień i chcę, żebyście szukali i, miejmy nadzieję, znaleźli to, o czym mówię. Jeśli znajdziecie, wrócicie do zamku i powiadomicie mnie o tym. Jeśli mnie nie będzie, to na mnie poczekacie. Wykonać.
Wydał ten dziwny rozkaz, po czym poszedł się pomodlić do Starszych Bogów. Po modlitwie zabrał ze sobą 10 dobrych ludzi i sam także wyruszył na poszukiwania do Wilczego Lasu.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Komnata Correna Starka   Wto Sie 04, 2015 1:40 pm

kilka godzin później

Żaden z patroli wysłanych przez młodszego syna lorda Starka nie znalazł przewróconego czardrzewa, o którym śnił Corren. Jedynie dziewiąty z patroli przyniósł informacje o znalezieniu żyjącego czardrzewa. Nawet patrol samego Correna Starka nic nie znalazł.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Komnata Correna Starka   Wto Sie 04, 2015 1:46 pm

Wieczorem, po nieowocnych poszukiwaniach, Corren wrócił do Winterfell gdzie przekonał się, że nie tylko on niczego nie znalazł. Jednemu tylko z patroli udało się znaleźć czardrzewo, jednak było ono żyjące. Żyjących czardrzew Corren nie zamierzał ruszać.
- Dobrze... Jutro o 10 w takich samych oddziałach wyruszycie jeszcze raz na poszukiwania. Tym razem wiecie, gdzie takiego czardrzewa nie znajdziecie, wykorzystajcie ten fakt. Może jutro nam się poszczęści.
Po tych słowach wrócił do swojej komnaty, przespał się (śnił płytko i budził się w nocy, acz nie pamiętał tego rano) i następnego dnia...

22 czerwca 226 AC


...dopilnował rozsyłania patroli, znów wziął ze sobą dziesięciu ludzi i wyruszył na kolejną "wycieczkę", sprawy dzisiejsze tym razem przekładając na wieczór.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Komnata Correna Starka   Wto Sie 04, 2015 1:54 pm

kilka godzin później

Większość patrol wróciła z niczym. Pośród nich znajdował się patrol Correna. Jeden patrol przyniósł informację o położeniu żyjącego czardrzewa, a dwa o zwalonych. Jedno było małe, wystarczy może na 50 łuków, ale drugie było gigantyczne i spokojnie można by z niego wykonać 700 łuków.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Komnata Correna Starka   Wto Sie 04, 2015 2:11 pm

Corren wrócił lekko przybity do zamku myśląc, że znów nikt nic nie znalazł. Jakież było jego zdziwienie i radość, gdy dowiedział się, że jego ludzie znaleźli DWA przewalona czardrzewa. Natychmiast kazał zabrać dwa wozy i paru dobrych w swoim fachu drwali, po czym kazał się poprowadzić do obu drzew. Może i ich otoczenie nie wyglądało jak z jego snu, ale sen uznał za metaforę. Rozkazał ostrożnie załadować wozy drzewami-bogami, tylko jeśli naprawdę koniecznym by to było wspomagając się siekierami lub piłami. Wozy załadowane czardrewnem miały zostać przewiezione do Winterfell, oczywiście pod eskortą, gdzie najlepsi łuczarze okolicy (pewnie innych nie było) mieli rozpocząć wyrób łuków z przykazaniem aby pracowali najlepiej jak potrafią i z obietnicą zapłaty. Sam Corren wziął też dla siebie kawał świętego drewna, planując wyrobić dla siebie łuk, który będzie dla niego idealny. Umiejętności miał, jednak postanowił i tak konsultować się od czasu do czasu z zawodowymi łuczarzami.
Tymczasem jednak tego popołudnia czekały go zadania postawione przez Winterfell. Dopiero późnym wieczorem mógł zacząć pracę nad swoim nowym łukiem, jednak ze względu na zmęczenie i wciąż lekką euforię postanowił zająć się tym następnego dnia, aby niczego nie zepsuć. Położył się do łóżka i długo nie mógł zasnąć, lecz gdy w końcu mu się to udało, spał spokojnym, głębokim i szczęśliwym snem.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Komnata Correna Starka   Wto Sie 04, 2015 2:34 pm

23 czerwca 226 AC

Corren był szczęśliwy z tego, co udało im się do tej pory znaleźć, jednak postanowił wysłać jeszcze jeden, dwa razy patrole. A nuż znajdą więcej? Skoro Bogowie postanowili oddać mu swoje zniszczone i im pewnie już nieprzydatne drzewa jemu, człowiekowi, któremu materiał czardrzew się przyda, dlaczego by nie skorzystać?
Rano wysłał kolejne 10 pięcioosobowych patroli, po czym zabrał się za struganie swojego łuku. Jeśli jego poszukiwacze znaleźli kolejne czardrzewa, miały być one przetransportowane tak samo do Winterfell, by łuczarze wyrabiali z nich broń. Corren oczyma wyobraźni już widział najlepszy oddział łucznicy obecnego Westeros, jaki właśnie zaczynał tworzyć. Teraz tylko poczekać na powrót ojca i zebrać najlepszych łuczników Północy, oddanych oczywiście Starkom. Tymczasem jednak młody Wilk skupił się na trzech rzeczach robionych na zmianę - zarządzaniu Winterfell, wytwarzaniu swojego idealnego łuku i częstych modlitwach do Starych Bogów w podzięce za dary. I tak miał robić jeszcze przez wiele dni, nawet po skończeniu i ozdobieniu swojej nowej broni.

24 czerwca 226 AC


Tego dnia Corren wysłał kolejne dziesięć patroli. Miała to być ostatnia próba znalezienia zwalonych czardrzew.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Komnata Correna Starka   Wto Sie 04, 2015 5:17 pm

23 czerwca 226AC
kilka godzin później

Patrole powróciły z wieściami. Znaleziono dwa żyjące czardrzewa oraz dwa powalone. Oba były niewielkich rozmiarów, drewna starczy na ledwie 100 łuków.

24 czerwca 226AC
kilka godzin później

Patrole powróciły z wieściami. Znaleziono aż siedem powalonych czardrzew. Wystarczą na produkcję 1750 łuków.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Komnata Correna Starka   Wto Sie 04, 2015 6:17 pm

26 czerwca 226 AC

Dwa tysiące sześćset.
Coren potarł czoło i usiadł na krześle. Powoli docierało do niego to, co powiedzieli mu łuczarze. Razem dwa tysiące sześćset łuków można zrobić z drewna, które udało się znaleźć. Ta liczba ledwo mieściła się w głowie. Chłopak myślał, że będzie to tak z 300, 600, może 1200 maksimum... A tutaj 2600. Ale przecież im więcej, tym lepiej - co nie wykorzysta, będzie mógł sprzedać gdzieś daleko, ludziom, którzy nie będą nigdy zagrażać Starkom. Może za Wąskim Morzem... Może Dorne... To jednak sprawa, którą musiałby omówić z ojcem. Póki co miał inne plany.
Rozkazał łuczarzom najlepsze 600 sztuk przekazać mu bezpośrednio, po czym zarządził rekrutację swojej przyszłej elitarnej gwardii. Oddziału, który miał być najlepszymi z najlepszych łuczników, ale którzy jednocześnie mieli umieć walczyć mieczem. Wiedział, że będzie to droższe i bardziej czasochłonne niż wyszkolenie 600 zbrojnych czy zwykłych, regularnych łuczników. Miał jednak ambicje i chciał mieć pod swoją komendą jednostkę specjalną, ludzi zaufanych, ludzi perfekcyjnie wyszkolonych, ludzi najlepszych w swoim fachu. Czym prędzej więc kazał rozpocząć rekrutację 600 ludzi do swojego oddziału. Nie wiedział jeszcze, jak ich nazwać. Wilcze Kaptury? Wilcze Pazury? Szare Płaszcze? To była sprawa drugorzędna, postanowił jeszcze się nad tym zastanowić.
Ale co zrobić z pozostałymi dwoma tysiącami łuków? Zastanawiał się, czy nie zaproponować ojcu wyposażenia regularnych łuczników w tę broń, oczywiście po dodatkowym, szybkim przeszkoleniu. Łuki z czardrzewa były lepsze niż zwykłe cisowe czy jesionowe, można to wykorzystać. Ale czy warto ryzykować i tak wartościowe przedmioty dawać zwykłej armii? Zdecydowanie musiał się nad tym zastanowić razem z ojcem.
Tymczasem wciąż pracował nad swoim łukiem, powoli też w jego głowie pojawiał się nowy pomysł. Szybko przypomniał sobie lub zorientował się w wymiarach wagowo-wzrostowych ojca i zaplanował wytworzenie łuku również dla niego. W ramach prezentu. Donnorowi nie zdąży zrobić prywatnie łuku z czardrzewa, jego brat dostanie łuk wytworzony przez człowieka profesjonalnie zajmującego się wyrobem tych przedmiotów. Ale to, że młody Stark nie był profesjonalistą nie znaczyło, że nie robił tego dobrze - umiejętności miał, po prostu nie tworzył łuków dla zarobku.
Wrócił do kawałka drewna, który powoli zaczynał przypominać śmiercionośną broń. Zabrał jednak do swojego pokoju jeszcze drewna na 5 łuków, wliczając ten, który planował dla ojca.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Komnata Correna Starka   Wto Sie 11, 2015 2:17 pm

28 czerwca 226 AC


Chłopak doszedł do wniosku, że nie może pozwolić sobie na zastój. Do planu dnia dorzucił częste treningi łucznicze, teraz już swoim nowym łukiem z czardrzewa, który wieczorem ozdabiał, a który już właściwie działał. Postanowił nazwać swój łuk Zamieć, a Burzę schował w swojej komnacie. Nowa broń była świetna, wspaniale dopasowana do Correna, nie bez przyczyny przecież. Wilk bezproblemowo z niej strzelał, praktycznie nie musiał się do niej przyzwyczajać.
Intensywne treningi łucznicze nie były jedynym, czym młody Stark zaczął się zajmować. Wśród zebranych w zamku i pod nim znalazł najlepszego szermierza i rozpoczął z nim treningi. Mimo że nigdy nie ciągnęło go do machania żelastwem, nie mógł pozwolić, żeby w razie zagrożenia miał problem z obronieniem się. Rebelia szaleje w królestwie, Dzicy przekroczyli Mur - Corren musiał stać się lepszy. Ćwiczył łucznictwo i walkę mieczem tak często, jak tylko było to możliwe.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Komnata Correna Starka   Wto Sie 11, 2015 10:39 pm

29 czerwca 226 AC


Corren niepełne dwa dni zastanawiał się, czy złamać pieczęć i otworzyć list, który wszakże był skierowany do ojca. Logika mówiła, że powinien to zrobić, ale miałby jednak pewne wyrzuty sumienia. W końcu to zrobił...
...I dowiedział się, gdzie przebywa jego siostra.
Jak widać czerwiec miesiącem zaskoczeń. Natychmiast wiedział już, co powinien zrobić. Napisał w dwóch kopiach list do ojca.

"
29 czerwca 226 AC

Panie ojcze, lordzie Willamie Stark,

Twoja córka została odnaleziona na Stopniach, gdzie powstaje królestwo Blackfyre'a. Przebywa ze Złotą Kompanią. Kazałeś mi za sobą nie podążać; wyruszam więc na spotkanie siostry, co do której nie miałem żadnych zakazów.

Twój drugi syn,
Corren Stark"

Oba listy zapieczętował. Jeden przekazał zarządcy Winterfell wraz z listem od Starszego nad Szeptaczami mówiąc mu to samo, co się w piśmie od Correna znajdowało, drugi wysłał posłańcem w ślad za ojcem, po czym natychmiast rozpoczął przygotowania. Wziął ze sobą swój miecz, nowy łuk, najpotrzebniejsze rzeczy (odzież, prowiant itp.), 50 Złotych Smoków, a także dwudziestu ludzi, po czym jeszcze przed południem wyruszył do Białego Portu, gdzie od razu wynajął statek na Stopnie.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Komnata Correna Starka   

Powrót do góry Go down
 
Komnata Correna Starka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mała Komnata
» Komnata Daeny
» Komnata Królewska

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja I :: Północ :: Winterfell-
Skocz do: