IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dom Ormunda w Lys

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ormund Baratheon.

avatar


PisanieTemat: Dom Ormunda w Lys   Nie Sie 23, 2015 12:41 am

18 lipca 226AC-noc

Przez okno w gabinecie Ormunda wydobywał się nikły blask świecy. Baratheon siedział przy biurku, na którym leżały sterty książek i kontraktów. Były to głównie propozycje od mało zamożnych kupców, dla których towar który posiadali był wszystkim co mieli. Ormund odłożył kontrakt który trzymał w dłoni i potarł piekące oko palcami. Zapalił nową świeczkę i wpatrywał się w jej płomień. Po chwili zasnął.

Obudził się na zamarzniętym jeziorze, leżąc na grubym niedźwiedzim futrze. Wstał, choć całe ciało go bolało, i zaczął się rozglądać. Na lodowym pustkowiu był tylko niewielki las, kilka godzin od Ormunda. Widział więcej, niż zazwyczaj, co go zaniepokoiło. Padł na kolana i zaczął odgarniać śnieg z lodu. Na tafli lodu zobaczył swoją rozmazaną twarz. Miał oboje oczu. Wziął futro i użył go jako płaszcza. Mruknął do siebie, idąc w kierunku lasu.
- Dziwniej, Coraz dziwniej.
W końcu dotarł do lasu. W jego środku znajdowała polana na której rosło potężne drzewo o białej korze i czerwonych liściach, przypominających tysiące zakrwawionych dłoni. Baratheon czuł się dziwniej patrząc na twarz wyrzeźbioną na drzewie, której grymas przypominał złość. Wyciągnął dłoń, by dotknąć drzewa, ale to nagle stanęło w płomieniach, które, o dziwo, nie spalały go. Ciekawość Ormunda wzięła górę i znów chciał dotknąć drzewa, ale kątem oka dostrzegł jakiś ruch, pomiędzy drzewami. Odwrócił się i zobaczył pięć postaci, twardych jak stare kości i o skórach białych jak mleko. Ich oczy były niebieskie, ale niebieskie taką głębią, jakiej nie znajdzie się w oczach ludzkiej istoty. Ich błękit płonął niczym lód. Jeden z nich uniósł miecz. Wokół jego krawędzi igrało niebieskawe migotanie, upiorny blask. Ormund wyczuwał, że miecz jest ostrzejszy od brzytwy. Inny zadał cios, ale napotkał na swojej drodze miecz Baratheona. Stalowe ostrze pokrył szron i wybuchło. Przez wybuch Ormund wywrócił się na ziemie i oparł się plecami o pień drzewa. Płomienie nic mu nie robiły, a Inni wyciągali do niego ręce, by zacisnąć je na jego gardle.


I wtedy się obudził. Zlany zimnym potem i drżący ze strachu. Świeczka już się wypaliła, ale księżyc był na tym samym miejscu. Po godzinie do gabinetu wszedł żołnierz. Ukłonił się i zaczął mówić.
- Panie, co...
- Macie znaleźć moją kuzynkę!- krzyknął Ormund, choć rzadko to robił.- Szukajcie jej wszędzie! W rynsztokach, burdelach, warsztatach, karczmach, wszędzie! Tylko dyskretnie! A teraz precz!-
Rzucił w żołnierza szklanym kielichem, ale nie trafił i kielich rozbił się o ścianę. Żołnierz, blady jak ściana, skłonił się i już miał wychodzić, ale zatrzymał go głos dowódcy.
- Czekaj! Weź kilku ludzi i idź do Vaelarów. Jakby ktoś pytał kto wam kazał przyjść, mówcie, że Jednooka Burza. I nie pod żadnym pozorem nie mówcie mojego prawdziwego imienia.- Żołnierz posłuchał i wyszedł, a Ormund pił z metalowego kielicha Cień Wieczoru.
Powrót do góry Go down
Ormund Baratheon.

avatar


PisanieTemat: Re: Dom Ormunda w Lys   Wto Sie 25, 2015 8:32 pm

19 lipca 226AC

Dwie krople atramentu spadły na list, pozostawiając na nim dwie duże plamy. Ormund odłożył pióro i ziewnął, po czym zaczął delikatnie dmuchać na list, by atrament szybciej wyschnął. Po wszystkim zaczął po cichu czytać list.
- Droga kuzynko, jeśli tu przyjdziesz to nie zastaniesz mnie już. Wracam do Westeros, w prywatnych sprawach. Ale mam dla ciebie kilka prezentów. Po pierwsze, przekazuje ci moich pięćdziesięciu żołnierzy. Wkrótce moja żona i córka wrócą z Braavos, razem z dziesiątką pozostałych żołnierzy , ale oni zostaną by je chronić. Po drugie, dostajesz mój statek, Płomień Furii. I po trzecie, otrzymujesz mój miecz, Furię. Możesz z nią zrobić co ci się podoba. To chyba wszystko, kuzyneczko, mam nadzieje, że się jeszcze spotkamy.-
Schował list do koperty i zapieczętował ją czerwonym lakiem, w którym wycisnął swój herb. Położył kopertę na biurku do której po chwili dołączył miecz. Ktoś wszedł do środka. Była to niska staruszka, ubrana w prostą, brązową suknie. Przyniosła ze sobą duży koszyk, pełen różnych specyfików. Ukłoniła się przed Baratheonem, a ten odparł krótko głową, by zaczęła swoją pracę. Przy pomocy jakiś kobiecych specyfików sprawiła, że jego włosy stały się białe, a skóra ciemniejsza. Wyglądał teraz jak starzec, bez jednego oka. Po chwili staruszka wyciągnęła z koszyka szklane oko. Podała mu je, a on włożył je do dziury, po prawdziwym oku. Wstał, a ona zachichotała, mówiąc.
- Witaj Shaladorze Shan, Biały Kupcu Tańczący Na Wozach Przemytników.-
Ponownie zachichotała, a on z uśmiechem na ustach dodał, próbując naśladować lyseński akcent.
- I Księciu Wąskiego Morza.-
Skinął głową, by wyszła i zaczął się ubierać. Założył zieloną czapkę z pięcioma pawimi piórami i białą szatę sięgającą do ziemi. Do zielonego pasa przypiął ostrze z Braavos, a na ramieniu zawiesił sobie łuk i kołczan. Westchnął i znów próbował naśladować lyseński akcent.
- Do portu.- I ruszył do portu.
Powrót do góry Go down
 
Dom Ormunda w Lys
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja I :: Essos :: Tereny Trzech Córek :: Lys-
Skocz do: