IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wilczy Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Wilczy Las   Nie Gru 20, 2015 6:12 pm

16 sierpnia 226AC

Przydatne NPC

Do swojej chaty w Wilczym Lesie powróciła Dacey Harclay, stara kobieta, która jak czasami zdarzało się na Północy miała bardzo wojowniczy charakter. Staruszka była niska, ale krzepka i krępa. Mimo wieku wciąż posiadała też dobrą kondycję. Kiedyś walczyła u boku wojowników oraz Nocnej Straży przeciwko dzikim i Żelaznym Ludziom. Podobno była też za Murem, gdzie mierzyła się z o wiele groźniejszymi przeciwnikami. Tam też znalazła towarzyszącego jej dziś szarego, choć już również trochę starego wilkora. Obecnie przeszła, można by rzec "w stan spoczynku". Żyła w chacie w Wilczym Lesie i polowała na zwierzynę. Miała rzecz jasna na to pozwolenie i płaciła podatek w skórach Gloverom z Deepwood Motte.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sro Sty 06, 2016 4:34 pm

23 sierpnia 226AC

Życiu Lorda Starka nic nie zagrażało, maester usunął strzałem i opatrzył jego ranę. Lord Winterfell najprawdopodobniej uderzył głową w korzeń i stracił przytomność, zdaniem maestera wkrótce powinien wrócić do siebie. Wkrótce trzydziestu jeźdźców opuściło siedzibę Starków i ruszyło do Wilczego Lasu.
- Wyskoczyli na nas z krzaków, gdy tropiliśmy dzika. Była ich siódemka, dwóch łuczników. Jeden zastrzelił psa tropiącego, drugi trafił Lorda Starka. Wilk rozpłatał ich gardła, my zabiliśmy jednego, a właściwie jedną z włóczniczek. Ne widzieliśmy śladów większej liczby dzikich - opowiadał zbrojny w drodze, w pewnym momencie się zatrzymał. Przed jeźdźcami leżało ciało wojownika dzikich. - To tutaj, tutaj nas zaatakowali i uciekli w tamtym kierunku.
Zbrojny wskazał na północny-zachód.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sro Sty 06, 2016 4:42 pm

Corren skinął głową. Teraz to on urządzał polowanie.
- Z koni. Dwunastu zostaje i pilnuje wierzchowców, reszta - podzielić się na trzy grup po sześć osób, grupy w odległości słuchu lub wzroku, co bliżej, od siebie. Żeby mi żaden pododdział nie zniknął sąsiadowi. Powoli przeszukamy teren. Gdybyście ujrzeli dzikusów, dajcie po cichu znać innym, niech w każdej grupie jedna osoba zwraca uwagę na znaki od sąsiedniej grupy. Gdyby to dzicy was zauważyli... Nie bójcie się krzyczeć. Oczy szeroko otwarte, nasłuchujcie. Starajcie się pojmać jak najwięcej, jak któregoś zranicie, to nic się nie stanie. Oczywiście wasze życie ponad pojmaniem tych szumowin...
Po tym Corren ustawił się w środkowej grupie ze swoim czarnoskórym przyjacielem i zbrojnym, który ich tutaj zaprowadził. Gdy wszyscy byli przygotowani i na swoich miejscach, dał sygnał dłonią do wyruszenia. Wszystkie pododdziały powoli, starając się zachować ciszę, ruszyły przed siebie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sro Sty 06, 2016 5:32 pm

Grupki powoli przeczesywały teren, po jakimś czasie zaczęło się powoli ściemniać. Nagle żołnierz z jednej grup krzyknął, gdy górka mchu obok której przechodzili uniosła się i ryknęła.
- Ooooolbrzym!
Cios kudłatej łapy odrzucił go na drzewo, łamiąc zapewne większość kości. Z lasu kilka strzał wyleciało trafiając jeszcze dwóch żołnierzy w trzeciej grupie. Zaczęło się straszne zamieszanie... Gigant ryczał, biegając i siejąc zamęt wielkimi łapami, strzały latały ze wszystkich stron, ludzie krzyczeli, dało się słyszeć szczęk stali uderzającej o stal i jęki rannych. Nagle Corren dostał czymś w głowę i padł nieprzytomny.

24 sierpnia 226AC - tuż po północy

Corren obudził się przy ognisku, siedział na ziemi. Przywiązany do drzewa za plecami... Przy ogniu widać było trzy postaci w skórach z kapturami zakrywającymi twarze.
- Obudził się - odezwał się jeden głos, definitywnie należał do kobiety.
- Hę? Książątko już się zdrzemnęło? - odezwał się drugi, bardziej szorstki, niewątpliwie męski.
Dziki odrzucił kaptur i podszedł do Correna.
- Wygodnie? - dziki wyciągnął nóż i przystawił do policzka Correna. - Może potrzeba ci trochę rozrywki, co?
- Daj mu spokój Varnas, wódz zdecyduje co z nim zrobić - powiedziała dziewczyna, łapiąc towarzysza za rękę i odpychając.
Gdy odrzuciła kaptur mógł zobaczyć uśmiechającą się rudą dziewczynę z kilkoma piegami na policzkach. Nagle w oddali trzasnęła jakaś gałąź.
- Co to? Idźcie to sprawdzić...
Dziki skinął głową i razem z towarzyszem złapali za broń i ruszyli w las. Dziewczyna przekręciła głowę na bok i przyjrzała się Correnowi.
- Wyglądasz na silnego, miałeś też ładny łuk, pewnie wiesz jak zrobić z niego użytek - powiedziała i przysunęła twarz bliżej jego twarzy. - Nie wolałbyś być... wolny? Nieskrępowany tymi służalczymi regułami, was, klękaczy? Przydałoby się nam więcej dobrych myśliwych.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sro Sty 06, 2016 6:14 pm

W ciszy przeczesywali okolicę, a czas leciał. Gdy ciemniało, jakiś ryk i następujący po nim krzyk żołnierza wyrwał okolicę z letargu. Rozpętał się chaos. Corren zaklął, złapał za łuk i wymierzył w krzaki, z których właśnie wyleciało parę strzał. Nie mógł jednak nikogo dostrzec, a gdy już-już zdawało mu się, że  coś w nich mignęło, kątem oka zauważył zbliżający się kształt. Nie zdążył nawet zacząć się uchylać. Nagle wieczór zamienił się w całkowitą noc, a zgiełk potyczki przebił powierzchnię wody, kilometry kamienia i w końcu zniknął w kompletnej ciszy.

Ciszy, którą nagle przerwał dźwięk trzaskającego ognia. Na zamkniętych powiekach młodego Starka tańczyły światła. Otworzył oczy. Bolał go bok głowy. Ktoś się odezwał, a Corren dopiero po sekundzie zrozumiał te słowa.
Gdy dzikus podszedł do niego i przystawił mu nóż do policzka, Corren skrzywił się, ale się nie odezwał. Obrzydliwiec myślał, że się złamie? Jeszcze czego! Zanim spiorunował dzikiego wzrokiem, kobieta, która odezwała się jako pierwsza, odciągnęła nożownika i wysłała do sprawdzenia hałasu, który prawie od razu rozległ się gdzieś w oddali. A potem zaczęła do niego mówić.
- Wolny? - zapytał nawet w miarę spokojnie - Jestem wolny. Duchem. Żadne reguły mnie nie krępują. Jedyne co mnie krępuje, to te więzy, zdejmij je. Gdzie są moi ludzie? Co z nimi zrobiliście?
Patrzył w twarz dziewczyny. Był zły. Oddychał powoli i głośno. Miał ochotę zabić tych wszystkich dzikusów, którzy ich zaatakowali... Ale na razie coś nie pozwalało mu myśleć o uśmiercaniu tej dziewczyny. Może fakt, że była kobietą, może ten urzekający uśmiech, może też to, że póki co nie pokazała mu się z tej obrzydliwej, dzikiej strony (a wręcz pomogła mu zabraniając temu Varnasowi rozciąć mu policzka).
- Żadne reguły i zasady nie ograniczają człowieka, póki ten poza nie nie chce wyjść. Reguły i zasady są też dobre. Pomagają utrzymać hierarchię, zapewnić bezpieczeństwo. Co ty w ogóle wiesz o Westeros? Żyjecie za Murem i myślicie, że wasz styl życia jest najlepszy. Budujcie tam sobie swoją szczęśliwą krainę, a nam pozwólcie w spokoju żyć tak, jak chcemy. Jeśli wasz pomysł na świat jest lepszy, to prędzej czy później my też się podobnie rozwiniemy. Myślisz, że atakując naszą krainę nam pomagacie? Zmuszając nas do obrony spokoju? Doprowadzając do wielu śmierci po obu stronach konfliktu? Czy na tym polega rozwój? Na mordowaniu?! Czy wolność oznacza śmierć?!
Trochę go poniosło w tej przemowie. Coś... Coś go po prostu tknęło i chciał wytłumaczyć temu rudzielcowi, czym dla niego są zasady, reguły, honor, prawa, honor, lojalność, wolność. Trochę nie wyszło. Dalej był spokojny, choć przy ostatnich dwóch zdaniach mówił odrobinę głośniej.
Mimo wszystko dla młodego Starka przynajmniej trochę ważne było dobro prostaczków. A przez atak Dzikich mężczyźni musieli zostawiać swoje rodziny, iść i umierać, by właśnie te ich rodziny mogły dalej żyć w spokoju. W spokoju pracować i cieszyć się swoim życiem. Świat na południe od Muru po prawdzie oparty był na wzajemnej wymianie, jak u dzikich, tyle że oni tego nie rozumieli. Prostaczkowie żyją, pracują, utrzymują krainę. Możni natomiast dbają o dobro krainy i jej mieszkańców - pomagają rozwijać, zapewniają bezpieczeństwo, rozwiązują spory. Gdyby Północ nagle została "wyzwolona" w rozumieniu dzikich, byłby tutaj chaos. Prawo silnej ręki. Kto by pilnował zwykłych ludzi przed bandytami? Wiele osób by zginęło, potem ludzie zaczęliby organizować się w grupy, plemiona. Znów pojawiłaby się hierarchia. Znów byliby ludzie zapewniający dobrobyt i ludzie zapewniający bezpieczeństwo. Znów byliby bogatsi i ubożsi. Ale to byłby regres, wszystko trzeba by było zdobywać od początku.
Nie mówiąc już o tym, że ktoś mógłby zechcieć wykorzystać sytuację i poszerzyć swoje włości... Ale to i tak bez znaczenia - tak czy siak teren zostałby znów podzielony na rządzące małe grupki, które potem by się wzajemnie zwalczały, żeby mieć lepszy dostęp do żywności i innych materiałów. Teraz przynajmniej jest spokój. Niech tak pozostanie.
Ale Corren zapewne też nie zdawał sobie sprawy jak wygląda sytuacja za Murem. I że sytuacja w Westeros pod panowaniem króla Viserysa może zostać porównana z taką łatwością do tej w krainie za Murem.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sro Sty 06, 2016 6:56 pm

Dzika uśmiechnęła się.
- Ooo... Jaki bojowy, szkoda... To co oni zrobiliby z nami i co robicie z nami od tysiącleci. Zabiliśmy lub pojmaliśmy, w sumie wy również zabiliście trochę naszych.
Dziewczyna mrugnęła i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Twoi ludzie? Bogowie nam sprzyjają, trafił nam się paniczyk czy inny ważniak. Może wymienimy cię na coś cennego...
Prychnęła, gdy powiedział o "budowaniu szczęśliwej krainy" i usiadła przy ognisku, oglądając łuk Correna.
- Byłeś kiedyś za Murem? Pewnie nie... Wychowałeś się w ładnym zameczku, a przynajmniej porządnym domu wiele mil na południe od tej góry lodu. Masz rację, jest tam bardzo szczęśliwie... Gdy ludzie zamarzają w śniegu, kiedy zamieć uniemożliwi znaleźć drewno na opał. Gdy wilkory, wilki, niedźwiedzie, cieniokoty czy inne bestie rozszarpują wędrowców. Tak jest za Murem... Chłód, śnieg i śmierć, a kiedyś wrócą też cienie, cienie o oczach z lodu i wtedy wszyscy będziemy zgubieni. Wy w tym czasie siedzicie sobie ukryci za swoim wielkim Murem i nie pozwalacie nam się wydostać. Wasze wrony zabijają każdego, kto choćby podejdzie blisko Muru. Wiesz paniczyku od czego zaczęła się ta wojna? Od rzezi jaką klękacze urządzili sobie w nowych wioskach budowanych na skraju Nawiedzonego Lasu. Uznali, że są za blisko i wymordowali wszystkich... Słuchacie ślepo ludzi, za to, że urodzili się w ciepłych zamkach. My idziemy za tymi, którzy są tego warci.
Dziewczyna wyciągnęła nogi bliżej ognia. Wtem coś poruszyło się w krzakach.
- Varnas? Co to było?
Zza drzewa wysunął się grot strzały, która założona była na naciągnięty łuk. Łuk z drzewa złotego serca. Za Moroshem wyszedł jeden ze zbrojnych Winterfell z mieczem w dłoni, widząc Correna natychmiast pobiegł go uwolnić.
- Jest ze mną jeszcze dwóch naszych, ścigają jednego z barbarzyńców, chciał uciec - oznajmił Letniak, wciąż mierząc do dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sro Sty 06, 2016 7:11 pm

Słowa dziewczyny... Cóż, dały mu trochę do myślenia. Od razu miał proponować "skoro jest tam źle, to przyjdźcie do nas! Tylko dostosujcie się do naszych reguł, tak jak i my dostosowalibyśmy się do waszych, gdybyśmy przybyli do was" czy coś w tym stylu, jednak nim pojawiła się taka możliwość, zjawił się Morosh z odsieczą. Corren został uwolniony, a jego proimigranckie myśli szybko skorygowane. Wstał i roztarł nadgarstki.
- Dziękuję wam - rzekł do towarzyszy, po czym zwrócił się do dziewczyny - oddaj mój łuk. Pójdziesz z nami. Obiecuję, że przy mnie nic ci się nie stanie... Chyba że będziesz czegoś próbowała. Nie myśl o ucieczce czy zwracaniu na siebie uwagi. Gdzie trzymacie resztę naszych?
Zerknął na letniaka.
- Tylko tylu? Reszta pojmana albo martwa, jak rozumiem...
Zwrócił się jeszcze do kobiety.
- Ci urodzeni w zamkach od samego początku są przygotowywani do zadania, jakie przed nimi postawił świat. Z wielkimi możliwościami idzie wielka odpowiedzialność. Ale podsunęłaś mi ciekawy pomysł i za to ci dziękuję. Teraz powiedz, ilu waszych jest jeszcze tu w okolicy, o jakim wodzu mówiłaś i gdzie trzymacie resztę moich ludzi. I oddaj swoją broń, jeśli jakąś jeszcze masz. Mam godność i nie chcę poniżać cię przeszukaniem.
Corren rozejrzał się za mieczem i strzałami.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sro Sty 06, 2016 8:34 pm

Po chwili pojawili się zbrojni, którzy dogonili dzikiego, niestety nie udało im się go schwytać. Towarzysze Correna skinęli tylko głową na podziękowania.
- Lord Stark by nas wypatroszył, gdyby krzywda spotkała jego dziedzica.
Dziewczyna oddała łuk jednemu z żołnierzy, kiedy drugi rozbroił ją i podniósł do góry, trzymając mocno za ręce.
- Stark, no proszę... Lepiej dla ciebie żebyś miał więcej rozumu niż Stark, który szarżował na Rudobrodego kilka miesięcy temu, albo równie wiele szczęścia. Tylko ono uchroniło was wówczas przed porażką.
- Tylu udało mi się znaleźć, część rzeczywiście nie żyje, a część została pojmana. niektórzy mogli jednak zbłądzić w lesie po zamieszaniu jakie nastąpiło - odpowiedział Letniak.
Dziewczyna spojrzała na Correna i uśmiechnęła się szeroko.
- Poniżać mnie, czy może wstydzisz się dotknąć dziewki Lordzie Stark? - zapytała niewinnie, wywołując uśmiech Morosha. - Och... No dobrze, nie chcemy, aby nasz wielki lord się zarumienił, prawda?
Dzika wyszarpnęła się strażnikowi i powoli wyjęła jeszcze dwa ukryte noże i uśmiechając się uroczo rzuciła je na ziemię.
- Nasz wódz? Clydas Biały Jeleń... Wielki łowca z PRAWDZIWEJ Północy, zadał ranę samemu Raymunowi Rudobrodemu. Ilu naszych tu jest? Nie mam pojęcia, nie wiem ilu zabiliście. Zwłaszcza jeśli ci trzej buszowali w lesie.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sro Sty 06, 2016 9:17 pm

- Znalazłby też sposób, żeby i mnie wypatroszyć za to...
Corren zebrał swoje wyposażenie. Nie odpowiedział na prowokację dziewczyny. Skinął głową Moroshowi.
- Wstydzić? Skądże. Że niby miałbym jakieś wewnętrzne opory by cię dotknąć? - zamilkł. No kurczę, w sumie... Mimowolnie na jego twarzy na chwilę pojawił się uśmiech czegoś w stylu zażenowania czy wstydu, jednak szybko się go pozbył. Ta dzika go coraz bardziej irytowała! Argh! Jesteś dzika. Miałbym...
Przewrócił oczami.
- To mów, ilu was było zamiast się zgrywać. Gdzie trzymacie resztę jeńców i ilu was tam jest? I gdzie teraz jest twój wódz? - odwrócił się do Morosha, podszedł do niego i zapytał na tyle cicho, by kobieta nie usłyszała - wiesz, jak dotrzeć stąd do naszych koni? I czy ten olbrzym wciąż żyje?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sro Sty 06, 2016 10:07 pm

- Miałbyś, Wasza Lordowska Mość - powiedziała dziewczyna i zaśmiała się. - Musisz się bardziej postarać, "Panie". Jestem lojalna moim towarzyszom, czemu miałabym Ci ich wydać? My podążamy za silnymi, nie za klękaczami. Czego takiego dokonał nasz wielki lord, który chce mojej pomocy? Krępuje się nawet dotyku kobiety...
Dziewczyna uśmiechnęła się do Starka.
- Olbrzym spłoszył konie, nie udało nam się go zabić. Ale wydaje mi się, że jedna z moich strzał mocno go raniła - odpowiedział Morosh. -
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sro Sty 06, 2016 10:36 pm

Spłoszył konie? Przecież nim znaleźliśmy się w tej pułapce zdążyło się ściemnić... No ale trudno. W takim razie będą musieli pewnie wracać na piechotę. Corren zastanowił się co powinni zrobić.
No po prawdzie, to powinni zabić lub pojmać jak najwięcej dzikich. Ach, i skoro konie zostały spłoszone, to pewnie ta dwunastka również pojmana lub zamordowana.
A ta dziewczyna wciąż go irytowała! Gdyby Corren nie był sobą, to by jej pokazał, że się wcale nie krępuje! O, jak by jej pokazał! Ale Corren był Correnem, więc żadnego pokazywania jak to dotykanie kobiety go nie krępuje nie wchodziło w grę.
Zastanowił się. Przemknęło mu przez myśl, by rozkazać kobietę zabić. No ale nie mógł. Nawet jeśli była dziką, nie mógł kazać jej zabić. Po pierwsze była kobietą i ją pojmali, po drugie -... Cóż, jakiś inny powód na pewno jest, ale komu się teraz chce to wymyślać!
- Zwiążcie jej ręce za plecami - zakneblować? Niee - będzie szła z nami. Mam pewien plan, ale chciałbym najpierw wiedzieć co wy proponujecie, panowie?
Przez myśl mu przeszło, by powiedzieć jej, czego takiego wielkiego dokonał. Rozwiązał kryzys lorda Locke-... Ale nie, nie zrobił tego sam, właściwie to nawet nie on to zrobił. Pokonał piratów i przejął ich statek-... Ale to też nie on. Większe podziękowania należą się obecnemu tutaj Moroshowi. Co więc zrobił?
Po prawdzie chyba nic... Nie dał po sobie jednak tego poznać. Zachował spokój, powagę i pewność siebie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Czw Sty 07, 2016 9:06 pm

Gdy Corren nic nie odpowiedział, dziewczyna zrobiła smutną minkę.
- Nie chcesz się pochwalić, to nie... "Panie".
- Plan? Ślady olbrzyma nie są trudne do odnalezienia, może on doprowadzi nas do reszty grupy i naszych pojmanych towarzyszy? - zasugerował Letniak, gdy zbrojni wiązali dziką.
- Spryciarz... - mruknęła dziewczyna.
- Ma temperament ta tutaj - szepnął Morosh do Correna z uśmiechem. - Zainteresowany?
Typowy Letniak... No chyba, że pytał o plan tropienia olbrzyma, sam nie wiem...
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Czw Sty 07, 2016 9:21 pm

- To... To był właśnie ten plan. Dziękuję, Morosh.
... Racja. Tropy po olbrzymie. No ale z drugiej strony, skąd mógł wiedzieć - leżał nieprzytomny, nie wiedział, co się działo z olbrzymem, a teraz nie widział w najbliższej swojej okolicy śladów tego giganta.
Nachylił się do letniaka.
- Nie za bardzo, jest dzika i jest wrogiem... Przynajmniej dla mnie i mieszkańców Północy. Poza tym, ojciec by mnie chyba widłami rozszarpał. Chociaż przyznam, że charakterek ma niezły.
No, ale koniec tego plotkowania o dziewczynach.
- Dobrze więc... Przydałoby się podkraść, ale coś mi mówi, że ta jędza - wskazał wzrokiem na dziewczynę, robiąc pauzę. Na jego twarzy zatańczył cień uśmiechu - a może to po prostu blask ogniska płatał figle? - nie pozwoli nam tego zrobić po cichu. Co mnie po prawdzie wcale nie dziwi. Jest pewne... Rozwiązanie tej sytuacji, ale mi się nie podoba.
Tak, rozwiązaniem jest zabicie jej.
- Robimy jak według pierwotnego planu. Idziemy po cichu odzyskać towarzyszy, jeden nierozważny ruch ze strony dzikuski lub jeden hałas, nawet głośne odezwanie się niepytaną, a kończy się taryfa ulgowa i "wolna" panienka ginie.
Skinął głową jednemu ze zbrojnych, który miał prowadzić przed sobą ich pierwszego jeńca. On odpowiadał przede wszystkim za to, by dziewczę nie przeszkadzało w podejściu.
Corren odwrócił się na chwilę plecami i pomasował twarz opuszkami palców. Co za parodia... To już w zamku Locke'ów było lepiej niż tutaj. Właśnie w pięć osób zamierzam zakraść się do obozu dzikich, których z pewnością jest więcej niż nas i mają olbrzyma. A jakby tego było mało, mam przy sobie gadatliwego lisa zza Muru, któremu tej jadaczki nie zakneblowałem...
Dobrze. Koniec przemyśleń. Corren odwrócił się na powrót do swojej godnej zazdrości pożałowania ekipy (paru zbrojnych to mało, tylko Morosh tutaj nadrabiał) i nakazał "wymarsz". Nim jednak zdążyli oddalić się daleko, zaczął kolejną rozmowę, którą kazał zakończyć milczeniem po niedługiej chwili celem niewykrycia.
- Podejrzewam, że ten, który uciekł, to był ten twój kolega o sadystycznych zapędach. Twój wybranek może? Kim ty w ogóle jesteś, córką swojego wodza? Kimś ważnym na pewno, skoroś dowodziła tymi dwoma... Odpowiedz.
I - jak narrator zaznaczył wcześniej - po zakończeniu tego krótkiego dialogu nakazał milczenie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Czw Sty 07, 2016 9:44 pm

Morosh zaśmiał się na odpowiedź Correna, zwyczaje Wysp Letnich znacznie różniły się od tych z Westeros, tam miłość była otoczona niezwykłą czcią. W Westeros wychwalano ją w pieśniach, jednak w praktyce schodziła na dalszy plan, a rozwiązłość była raczej potępiana, w przeciwieństwie do krainy Letniaków.
- Ginię? Oho, jakiś się zrobił stanowczy... i brutalny. Jestem tylko delikatnym kwiatuszkiem, nie można mnie krzywdzić, prawda panowie lordowie? - powiedziała niewinnie.
- Cicho dziewczyno! - warknął jeden ze zbrojnych i pchnął ją lekko, aby ruszyła.
Po chwili marszu odezwał się Stark.
- Nie mam pojęcia, gdyby twoi zbrojni go złapali i przywlekli to byśmy zobaczyli. A tu cóż... Dogonili i zarąbali - odpowiedziała, uśmiechając się złośliwie. - Wybranek!? - prychnęła oburzona. - Gdyby ta durna świnia próbowała mnie dotknąć, skończyłaby z włócznią w bebechach... Kim jestem? Zdolnym łowcą i wojownikiem, u nas nie trzeba być kimś z urodzenia, żeby dowodzić. Trzeba być skutecznym...
Gdy zapadł cisza, grupka maszerowała po śladach olbrzyma, wkrótce dostrzegli łunę ogniska, a nawet kilku...
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Czw Sty 07, 2016 9:51 pm

Corren zatrzymał swój oddział. Nachylił się do letniaka i wyszeptał do niego najciszej jak mógł.
- Morosh, mógłbyś przeprowadzić mały zwiad? Chyba najlepiej się do tego nadajesz z nas wszystkich.
No bo był czarny. Wiecie. A jest noc. Hehe.
Poza tym, o ile Corren dobrze pamiętał, umiał się skradać.
Grupa zaczekała na powrót swojego zwiadowcy i informacje.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Czw Sty 07, 2016 10:09 pm

Morosh skinął głową i zniknął w ciemnościach. Dzika z zainteresowaniem spojrzała za znikającym wojownikiem, wyglądało na to, że jego umiejętności zrobiły na niej wrażenie, był praktycznie niesłyszalny...
- Twój przyjaciel to jakiś demon? - zapytała szeptem Correna. - Jego skóra jest ciemna jak węgiel, a skrada się niczym cieniokot...
Wkrótce powrócił "demon" z Wysp Letnich.
- Są cztery ogniska, przy trzech z nich siedzi po trzech wojowników, przy czwartym jest ich czterech, a także olbrzym, który wydaje się drzemać. Jeden z czwórki to masywny mąż, z białą skórą jelenia na barkach. Jest ośmiu naszych, którzy są związani kawałek dalej od ognia, gdzieś w ich pobliżu, w krzakach, krąży wartownik.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Czw Sty 07, 2016 10:24 pm

Och, więc dziewczynie zaimponował Morosh.
Nie, Corren ani trochę nie był zazdrosny. Wcale. Może odrobinkę, ale mu przejdzie.
NA MIŁOŚĆ BOSKĄ, CORREN, TO JEST DZIKA.
- Można by tak powiedzieć - odpowiedział krótko Corren. Nie dał po sobie nic poznać, ale też nie miał ochoty teraz dyskutować z dziewczyną.
Po powrocie Morosha zastanawiał się krótką chwilę.
- Morosh, zdejmij proszę tego wartownika. Potem zaprowadź nas do naszych. Panowie - i pani - zachować absolutną ciszę. Uważać, żeby zbroje nie robiły hałasu. Ruszymy dopiero gdy Morosh da znak, że droga wolna. Jakby się wszystko posypało, to zrobimy jak mój dziadek. - mówiąc ostatnie słowa spojrzał wymownie na dziką.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Czw Sty 07, 2016 10:52 pm

Drużyna Correna podkradła się niezwykle cicho* do więźniów i wartownika. Morosh naciągnął cichutko łuk i wystrzelił w strażnika, który zwalił się na ziemię martwy. Dzicy przy trzaskającym ogniu, zajęci rozmową nie zauważyli niczego. Można teraz było spokojnie podejść i uwolnić zbrojnych Winterfell.
- Ładny strzał...
- Ano, kurwa, zacny...
Najwyraźniej zbrojni i dzicy umieli nawiązać nić porozumienia w niektórych sprawach.


______________________________________________________________________________
*-1 wartownik
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Czw Sty 07, 2016 11:38 pm

Corren trzymał w gotowości swój łuk, gdyby Morosh przypadkiem spudłował, jednak to się nie stało. Dobrze pokładał w nim nadzieje. Letniak był świetnym łucznikiem. Wilk postanowił zapytać go później w Winterfell o technikę - bo może Letniak skupia się na czymś innym przy celowaniu? Albo wykorzystuje odrobinę inną parę mięśni, wykonuje ruch tułowiem czy dłonią...
Ale teraz nie było czasu na podziwianie.
- Świetnie. Idziemy uwolnić naszych. Wciąż zachowujcie się cicho, zabawa się jeszcze nie skończyła.
Ruszył po cichu w stronę jeńców, uważając, by nie wydać żadnego hałasu. Swoją drogą, dzika skomplementowała strzał w swojego pobratymca. To wydawało mu się odrobinę dziwne. Łuk przewiesił przez ramię, a dłoń oparł na rękojeści miecza.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Czw Sty 07, 2016 11:48 pm

Corren ze swoimi ludźmi oraz jeńcem podeszli do uwięzionych ludzi z Winterfell i zaczęli ich rozcinać, dwaj pierwsi, których wyzwolono chwycili topór oraz łuk martwego wartownika.
- Panie! Na szczęście nic ci nie jest - powiedział jeden z nich.
Zbrojni towarzyszący Starkowi wręczyli bezbronnym towarzyszom sztylety, a Morosh oddał jednemu swój miecz, najwyraźniej miał zamiar używać swojego łuku dzisiejszej nocy.
- Co teraz robimy? Atakujemy ich z zaskoczenia i wybijamy, czy wolisz dać im szansę na poddanie się? - zapytał Starka.
- To dzicy... Atakujmy od razu, inaczej ten olbrzym przerobi nas na mięso dla wilków.
- Wyzwij Clydasa na pojedynek - szepnęła dzika i uśmiechnęła się.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Pią Sty 08, 2016 9:46 pm

Corren zastanawiał się tylko chwilę.
- Zrobimy dwa w jednym. Jest nas trzynastu. Podzielimy się na dwie grupy - tutaj zostanie ze mną pięciu zbrojnych, Morosh poprowadzi szóstkę na przeciwną stronę obozowiska. Gdy wszystko będzie gotowe, jeden ze zbrojnych z mojej grupy wyjdzie w stronę obozowiska tak, żeby dzicy mogli go zobaczyć, ale jednocześnie na tyle blisko, żebyśmy w razie czego mogli go wesprzeć. Zaproponuje im kapitulację. Jeśli się zgodzą i odłożą broń, po prostu ich pojmiemy, ale nie sądzę, żeby się zgodzili. Dlatego gdy tylko dzicy dadzą pierwsze oznaki chęci walki, nasza druga grupa będzie przygotowana i zaatakuje ich od tyłu. Ale to wciąż nie wszystko. Morosh, po doprowadzeniu swojej grupy na odpowiednie miejsce przeniesiesz się dalej, w jakieś DOBRE miejsce pomiędzy naszymi dwiema grupami, skąd będziesz mógł razić dzikich - będą dzięki temu atakowani z trzech stron i powinni mieć lekki mętlik oraz być zaskoczeni. Ja stąd będę początkowo osłaniał zbrojnego, który będzie żądał kapitulacji Clydasa, a potem dołączę do bitwy. Ty, przyjacielu, także najpierw skup się na tym, by żadna strzała, żaden nóż czy toporek nie poleciały w emisariusza. A potem-... Potem po prostu strzelaj.
Znów zwrócił się do wszystkich.
- Olbrzym na razie śpi najwyraźniej śpi, ale gdy się zbudzi, może być zagrożeniem. Dobrze byłoby go oślepić - zerknął na Morosha - bo boję się, że próba podpalenia go gałęziami z ogniska może wywołać pożar lasu. W razie potrzeby jednak zezwalam, a nawet zachęcam, do prób podpalenia olbrzyma. Lepiej przeżyć niż umrzeć. To wszystko. Wasza szóstka i Morosh - możecie już iść, zaczniemy za dziesięć minut, powinniście już być wtedy na miejscu.
Gdy siedmiu wyruszyło okrężną drogą na drugą stronę obozowiska dzikich, Corren odwrócił się do dzikiej.
- Siadaj - nakazał jej - zwiążcie jej nogi na wszelki wypadek - powiedział do swoich zbrojnych.
Nachylił się nisko nad dziewczyną tak, że jego twarzy była blisko jej.
- W pojedynku bym pewnikiem przegrał, nie jestem głupcem. Ale porozmawiamy sobie później, w cztery oczy. A to... Względy bezpieczeństwa. Wybacz.
Uśmiechnął się przepraszająco do dziewczęcia, podniósł, po czym odwracając zakomenderował:
- Zakneblujcie ją, żeby nie mogła krzyczeć. Tylko, na bogów, czymś czystym. I ma się nie udusić.
Potem pozostało już tylko czekać. Corren liczył w myślach sekundy. Często to robił, nawet mimowolnie. Teraz także w pewnym momencie pozwolił myślom odpłynąć, wciąż jednak gdzieś "w tle" licząc. Zaczął się zastanawiać, co on do jasnej Anielki powiedział przed chwilą dzikiej.
Gdy czas oczekiwania minął, rozkazał najbardziej pewnemu siebie żołnierzowi wystąpić do obozu i zaproponować dzikim ich kapitulację - i zaczął się balet.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sob Sty 09, 2016 12:51 am

Wszyscy wysłuchali planu Correna i dali znać, że rozumieją. Morosh ze swoimi ludźmi ruszyli na drugą stronę obozowiska, skradali się bardzo cicho. Gdy Corren zaczął tłumaczyć dzikiej, dlaczego nie wyzwie Clydasa na pojedynek, dziewczyna uniosła ze zwątpieniem brew, ale uśmiechnęła się lekko gdy przysunął się bliżej.
- W cztery oczy, tak? Nie mogę się doczekać Lordzie Stark - odpowiedziała, jak zwykle prześmiewczo wymawiając jego tytuł.
Niestety, gdy zbrojni dostali rozkaz zakneblowania jej i wykonali go, dziewczyna nie wyglądała na zadowoloną i gniewnie mamrotała coś pod nosem.
Jeden ze zbrojnych wyszedł do dzikich, którzy natychmiast chwycili na broń. Żołnierz zaczął jednak szybko i głośno mówić, iż są otoczeni, jeńców uwolniono i mają się poddać. Wolni Ludzie nie chcieli jednak słuchać, woleli przelać krew południowców. Morosh (80%) szyje z krzaków, powalając wrogów. Corren (85%) również daje z siebie wszystko, szyjąc w nieprzyjaciół. Dzicy (40%) cofają się przed zbrojnymi (110%) z Północy, którzy nacierają na nich z niezwykłą zajadłością. Clydas (85%) radzi sobie o wiele lepiej niż jego ludzie, ale zostaje ranny. Gigant (85%) zrywa się do walki, unika obrażeń.

Siły:
 

Zbrojni (80%) z Winterfell podnoszą broń wrogów i walczą dalej z lepszym orężem. Jednak dzicy (95%) mobilizują się i nie mają zamiaru łatwo się poddać. Clydas (45%) radzi sobie kiepsko, ale nie odnosi ran. Morosh (120%) dalej wspaniale szyje z łuku, niestety Corren (35%) zostaje ranny, gdy jeden z dzikich przepycha się obok zbrojnego i zasłaniając się tarczą wpada na Starka. Tnie go przez pierś mieczem. Na szczęście Corren cofnął się i cięcie jest dosyć płytkie. Dziki pada od razu przeszyty od tyłu mieczem jednego ze zbrojnych. Olbrzym (120%) wpadł w prawdziwą furię, pokazując się jako doskonały wojownik. Żołnierze próbują podpalić olbrzyma, niestety nie wychodzi im ta sztuka.

Siły:
 

Dzicy nie chcą się poddać i walczą dalej. Clydas (85%) radzi sobie nieźle, unikając ran, jego wojownicy (15%) niestety nie radzą sobie tak dobrze. Zbrojni (100%) walczą jak natchnieni, podobnie jak szyjący z ukrycia Morosh (80%). Corren (45%) nie radzi sobie najgorzej, jednak to gigant (105%) jest bogiem tego pola bitwy.

Siły:
 

Dzicy walczą do końca...Zbrojni (35%) z Winterfell starają się walczyć, Morosh (75%) wciąż szyje z łuku, podobnie Corren (95%). Niestety Clydas (85%) i  gigant (70%) nie mają zamiaru ustąpić. Futrzak obrywa lekko dwiema strzałami od Morosha i Correna, ale zbrojni zostają rozrzuceni na boki.

Siły:
 

Clydas biegnie w kierunku, z którego nadlatują strzały Morosha, zasłaniając się tarczą. Widząc przeciwnika Letniak odrzuca łuk i sięga po swoją włócznię. Rozpoczyna się walka. Czarnoskóry wojownik dominuje nad wodzem dzikich, jednak Biały Jeleń unika obrażeń. Gigant w tym czasie szarżuje na Correna, który nie ma nawet czasu oddać kolejnego strzału. Wielka kudłata łapa uderza raz za razem, na szczęście Stark daje radę się uchylić. Morosh wciąż utrzymuje prowadzenie w walce z wodzem, jednak dziki uparcie odmawia odniesieniu jakichkolwiek ran. Stark uchyla się przed kolejnym ciosem olbrzyma i tnie go w łapę. Pojedynek Letniaka i dzikiego wciąż przebiega bez zmian. Olbrzym ponownie odzyskuje prowadzenie w swoim pojedynku, ale Corren znów się uchyla. W końcu Morosh odnosi małe zwycięstwo! Podcina Clydasa i powala na ziemię, wódz dzikich staje na nogi, jednak Letniak pozbawia go oręża. Teraz wolny musi walczyć gołymi rękoma. Corren dalej unika ciosów giganta. Clydas unika ciosu Morosha. Wtedy gigant w końcu łapie Starka w swoją kudłatą łapę i unosi nad ziemię. Ściśnięty człowiek nie może ruszyć ręką tak, żeby ciąć mieczem. Olbrzym spogląda na Correna i ryczy mu prostu w twarz, a przyjemny odór to nie jest... Machnięciem ręki posyła człowieka z Północy na drzewo i unosi dłoń by go rozgnieść... Gdy włócznia Morosha przelatuje przez powietrze i wbija się w bark olbrzyma. Clydas korzystając z zamieszania łapie broń i ulatnia się w ciemność Wilczego Lasu. Olbrzym rozgląda się po pobojowisku, wyciąga włócznię z barku i upuszcza na ziemię, po czym siada z ponurą miną i czeka. Trzech zbrojnych z Winterfell, którzy byli jedynie ogłuszeni, podnosi się powoli.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sob Sty 09, 2016 1:26 am

Walka była zażarta. Mało brakowało, a Corren by zginął - dziękować mógł jednak Moroshowi za uratowanie życia. Jednak zanim mógł podziękować letniakowi słownie, było parę rzeczy do załatwienia. Zwrócił swoje spojrzenie na olbrzyma i ze zdumieniem zauważył coś dziwnego. Gigant się poddał!
- Olbrzymie, czy rozumiesz, co mówię?
Nie liczył co prawda, że wielkolud zrozumie jego słowa, jednak spróbować zawsze warto. Jeśli jednak został zrozumiany, nakazał olbrzymowi czekać w spokoju.
Stark zauważył, że trzech zbrojnych przeżyło potyczkę. Zabrał dwudziestu siedmiu ze sobą na wyprawę, przeżyło tylko trzech... Już miał im kazać rozwiązać i przyprowadzić dziką, ale się rozmyślił.
- Sprawdźcie, czy ktoś przeżył. Morosh, przyjacielu! Dziękuję za uratowanie mi życia. Mam wobec ciebie dług. Idę po dziką.
Zapomniał o ranie, którą miał na klatce piersiowej. Adrenalina pomogła mu jej nie czuć, a walka z olbrzymem wywiała mu tak mało ważne myśli z głowy. Wrócił do miejsca, w którym zostawili dziką, kucnął przy niej i od razu zaczął zdejmować jej knebel i więzy na nogach.
- Wybacz, środki ostrożności, rozumiesz - "WYBACZ"!? Do dzikiej, do jeńca?! - już po bitwie. Twój wódz Clydas uciekł, a olbrzym się poddał.
Gdy rozwiązał już jej nogi, na chwilę się zatrzymał i pomyślał. Szybko podjął decyzję, pomógł dziewczynie wstać, po czym stanął za nią i rozwiązał także jej ręce.
- Po prostu nie rób niczego głupiego, dobrze? A teraz chodź ze mną.
I poprowadził dziką idąc obok niej i trochę za nią na pole tej bitewki. Jeśli olbrzym nie rozumiał wcześniej Correna, to ten zapytał teraz dziewczynę:
- Umiesz może się komunikować z tym gigantem? Albo udzielać pomocy rannym?
Dziedzic Starka rozejrzał się za rannymi, których jego zbrojni mogli już znaleźć. Wypadałoby ich opatrzyć, żeby się nie wykrwawili...
Swoją drogą co on ma zrobić z jeńcem-olbrzymem?! Cóż, jego tata może mieć jakiś pomysł...
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Pan życia i śmierci
avatar


PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sob Sty 09, 2016 2:51 pm

Gigant nachylił się, patrząc na tego małego człowieka, którego przed chwilą prawie zgniótł i wypuścił tylko głośno powietrze z nozdrzy. Najwyraźniej nie znał wspólnego. Ludzie Correna odnaleźli jeszcze trzech innych zbrojnych, którzy byli tylko nieprzytomni i poobijani oraz trzech rannych. Pojmali także jednego dzikiego.
- Ładna szrama - powiedziała dziewczyna, patrząc na tors Correna. - Ale Mun War Tar Dar prawie cię rozgniótł.
Mrugnęła kilka razy.
- Uciekł!? Pieprzony tchórz! Niech go wilki pożrą, a kości bieleją w lesie...
Na "...nie rób nic głupiego..." skinęła głową i poszła za Starkiem.
- Wiem jak rozmawiać z tym wielkoludem, prawda. Rannymi też umiem się zajmować, tak samo jak Tormad, którego pojmaliście.
Dziewczyna wskazała starszego dzikiego, który z raną na ramieniu był jedynym ocalałym z potyczki.
Powrót do góry Go down
Corren Stark
Lord Friendzone
avatar

Przydomek : Stary Wilk

PisanieTemat: Re: Wilczy Las   Sob Sty 09, 2016 3:13 pm

Corren spojrzał na swoją klatkę piersiową i przypomniał sobie, że został ranny. No trudno, nie była to jakaś groźna rana, skoro o niej zapomniał... Ale wypadałoby ją opatrzyć.
- Było blisko. Morosh uratował mi życie.
Nie był szermierzem. Cud, że przeżył walkę z olbrzymem (to znaczy nie cud, a pomoc Letniaka).
Nie skomentował opinii dziewczyny o ucieczce wodza. Chociaż trochę się ucieszył, że nie wydawała się tak żądna jego krwi w związku z wygraną jego oddziału nad jej grupką.
- Dobrze... Powiedz olbrzymowi, żeby czekał w spokoju. Gdy opatrzymy rannych i pogrzebiemy poległych, wyruszymy do Winterfell. Wypuśćcie go! - zakomenderował do swoich zbrojnych, po czym podszedł do dzikiego.
- Tormadzie, podobno umiesz zajmować się rannymi. Opatrz ich, proszę - zwrócił się na powrót do swoich zbrojnych - martwych nie damy rady zabrać do zamku, znieście wszystkich bez wyjątku na środek obozowiska. Spalimy ich zwłoki.
- Morosh, jesteś ranny? Jeśli nie, weź jednego lub dwóch zbrojnych i sprawdźcie okolicę. Nie chcę zostać zaskoczony, a gdyby przypadkiem znalazły się konie, byłoby świetnie.
Corren oderwał kawałek swojej koszuli i spróbował samodzielnie się opatrzyć, jednak przy ranie na klatce piersiowej było to dość trudne. Zwrócił się do dziewczyny.
- Możesz pomóc...? W ogóle jak cię zwą?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wilczy Las   

Powrót do góry Go down
 
Wilczy Las
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pieśń Lodu i Ognia :: Archiwum :: Archiwum :: Sesja I :: Północ-
Skocz do: